• Wpisów:130
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 18:44
  • Licznik odwiedzin:37 616 / 2899 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dobry wieczór.

Pisane przy:


- Nadal przyjeżdżasz na nasze lotnisko?
- Och, zupełnie nie wiedziałam, że to lotnisko jest nasze.
Do tej pory żyłam w świadomości, że ja tam po prostu mam kartę stałej klientki w kawiarni.

Nie wierzyłam w tę spontaniczną obietnicę, że przypadkowo poznany na lotnisku Pan Po Prostu Szukam Inspiracji zabierze mnie do Camden Town.

Tymczasem dostałam wiadomość:
"Jestem w Camden Town. I wydaje mi się, że ono do Ciebie pasuje. Nie mogę się doczekać Twoich pierwszych studenckich wakacji."

Ty...? Ty nie możesz się doczekać?!

Odpisałam:
"Za każdym razem, gdy widzę Mitsubishi Pajero czuję Twój zapach. I wyobraź sobie, że jeszcze mi się nie zbrzydł."

Camden Town to dzielnica shoppingu, kanałów i kultur z całego świata. Położona jest około 4 kilometry na północny-zachód od Westminster City. Sercem dzielnicy jest Camden Market - wielki bazar ze starociami, ubraniami i tkaninami z całego świata.
Po prostu miasto z artystyczną duszą, pełne pasjonujących ludzi.

O tak, to zdecydowanie były najlepsze wakacje w życiu.
Nie rozumiem tylko dlaczego moje przyjaciółki nazywają wrażeniami to, co ja nazywam konsekwencjami.

PS: Dziś po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że albo pisze się wiersz na zawołanie, albo nie jest się poetką.
Na szczęście Kaja i Małgonia poradziły sobie same ;-)

XOXO

Wasza Pisareczka, której nową namiętnością jest zapach książek.
 

 
Hej :-)

Pisane przy:


Wszyskie czasem przymierzamy stare rzeczy.
Czasami nawet pasują. Idealnie.
Ale to jeszcze nie powód, żeby je nosić!

Dlatego nie trzeba do mnie przyjeżdżać z Krakowa, żeby mi uświadomić, że historia z panem M.M to nie tak całkiem już tylko historia.

Dziękuję za wywiezienie mnie na ulicę Sosnowskiego, "żebym wiedziała, gdzie to jest."

Taka niespodzianka, co nie?
Jakoś nie mam ochoty nikomu więcej rozpieprzać życia wytłumaczeniami.

Z przyjemnością wróciłam do mieszkania, porządkować notatki.
I odpowiadać na zwykłe, troskliwe pytania.

Nie będę skakać ze szczęścia "Bo miałabym okazję..."
Będę skakać ze szczęścia, bo mama robi mi sweterek z włóczki.

XOXO

Wasza Pisareczka.

PS: Czeka mnie miłe popołudnie z uroczą małą Kają i innymi dzieciaczkami na wolontariacie :-)
A później kolacja z moją W.

PPS:
Z niektórych ciuchów i namiętności po prostu wyrastam, moje drogie.
 

 
Witam :-)

Pisane przy:


W związku z rosnącą popularnością mojego osobistego bloga Bądź Najlepszą Wersją Siebie adresowanego do moich przyjaciół, wpadłam na pomysł założenia bloga z moją twórczością literacką.
Nie chcę być znana tylko z życia prywatnego, mimo, że jest kontrowersyjne.

Oto link:

http://skandalland.pinger.pl/

A już wkrótce kolejne Moje Miejsce z Książką "Bliżej, niż myślisz."
W Liście Postanowień Noworocznych zapisałam:
Przyznać się, skąd się wziął pomysł na książkę.
I obiecuję zrealizować to postanowienie.

I wtedy świat przewróci się do góry nogami...
I wtedy świat przeróci się na lewą stronę...
Ale to nieważne.

Ale obiecałam. Obiecałam Wszechmogącemu ;-)
Tuż przed ustną maturą z języka polskiego.
- Boże, daj mi 15, albo więcej punktów na 20, to się przyznam, PRZYZNAM SIĘ.

Dostałam 17.

Później pytałam się na około wszystkich, czemu to nie mogło być 14, albo na przykład 13?

Później Wszechmogący Zrobił mi numer, bo go wystawiłam na próbę ;D
Zesłał mi X ;-)
i jego sugestie co do Katolickiej Szkoły xD
A później wylądowałam... tutaj, w samym środku planu B.

Jak bal?

Już do końca życia będzie mi dźwięczało w uszach "Niech żyje nasza Królowa Transparentgate!".

* * *

I jak powiedział pan M, o przepraszam... mój pan M... "Nie sztuką jest mieć porządek, sztuką jest odnaleźć się w bałaganie."

Pan M straszy mnie pierścionkiem zaręczynowym!

XOXO

Pyszna Pisareczka.
 

 
Dobry wieczórrr...


R,
przeszłość nie jest moją wizytówką, wiem.

Ale dzięki Tobie, uwierzyłam w swój sukces.
Czytam Twoje słowa tuż przed balem... i...

Będą chcieli, żebym coś powiedziała.
I powiem to głośno.

Jestem tutaj dzięki tym półkom z książkami, oderwanym guzikom i przyśpieszonym oddechom...

Nie zabieraj mi tego...
... na tuż przed świętowaniem...

Jeszcze kiedyś pojadę do Łodzi.
I będę czekać...
... aż stanę się Pomnikiem Wdzięczności.

Wiem, gubię się na Krakowskiej w Opolu.
Ale Łódź...
Ale znajdę tę starą kamienicę, to biurko i palety malarskie...
Po widoku z okna ze zdjęcia!

Wiem, że moim zadaniem jest żyć za nas dwoje...
Tylko to mi zostało na ten moment.

Woła mnie Chłopak O Francusko Brzmiącym Imieniu...
Przyjechały moje przyjaciółki... obiecały mi zrobić te transparenty ;D

R, próbuję się śmiać...

Pyszna Pisareczka.
  • awatar Gość: a gdzie tu jakieś wpisy o tajemniczym Panu M ??:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam ;-)

Pisane przy:


Wczoraj o 23.07 przypadkiem zadzwoniłam do "babci", zamiast do "bety".
Wydawało mi się, że to "bety" nie odbierała, a miała nam załatwić nową miejscówkę na Bal, bo jak wiadomo Częstochowa to zimne miasto, odłączone od prądu.
Później zadzwoniła mama.
- Dzwoniłaś do babci?
- Nie, skąd. Po co?
- Aha. No nic. Dobranoc.
Następnie babcia nie umiejąc sprawdzić, kto do niej dzwonił obdzwoniła całą rodzinę, czy ktoś przypadkiem nie umarł.
Innego powodu, dla którego ktoś miałby do babuszki staruszeńki dzwonić o 23.07 nie widziała.

NIKT NIE UMARŁ, TO NASZA DUMNA PISARKA ŚWIĘTUJE SWÓJ SUKCES ;-)

Najważniejszy punkt poranka? ;-)
Czytałyśmy sobie z L i Domi nasze tajne notesy z opisami facetów, którzy nieźle namieszali w naszym życiu ;-)

A Chłopak O Francusko Brzmiącym Imieniu przyniósł nam śniadanie do łóżka ;-)
Gorfy z bitą śmietaną.

Po Zimowym Balu obiecuję zgłębiać się w notatki i pracować nad tekstami literackimi.
Właściwie to MAM, CZEGO CHCIAŁAM.
Pora odpocząć, podziękować tym, którzy we mnie wierzyli, że się uda...

Ah!
Przepraszam za moją niekompetencję wynikającą z zbyt spoufalonego wyobrażenia relacji.

I tak jestem wdzięczna losowi za ten nietakt.

Chłopak O Francusko Brzmiącym Imieniu: Nic Cię nie zniszczy...
Ja: Wiesz... fajnie tak żyć, drugi raz...

Przy okazji...
Nie spodziewałam się, że w liście "In" napiszę NAJSZCZEŚLIWSZY ROK W MOIM DOTYCHCZASOWYM ŻYCIU.

XOXO

Wasza Literatka.

JEST KTOŚ, KTO DOSTANIE W PREZENCIE WSZYSTKO...
 

 
Witam

Pisane przy:


Myślę, że ten dzień będzie idealny.
Mam nadzieję, że będzie jednym z tych, które opowiem swojej córeczce, gdy zapyta: Mamusiu, a jak Ty wspominasz swoje studia?"
Wczorajsza rozmowa z panem M sprawiła, że po raz pierwszy poczułam się tutaj, jak w domu :-)
Obracając się wokół mojego idealnego porządku - segregatorów, teczek, skoroszytów i przeróżnych "przechowywaczy" tego wszystkiego, które z namiętnością kupowałam w notabene zgubiłam... papierek.
I moje życie przewróciło się go góry nogami.
Po chwili papierek się znalazł.
Ale ja zrozumiałam, że nie będę miała totalnej kontroli nad swoim życiem.
Miałeś rację, X, mówiąc...
- Jesteś kompletnym bałaganem... Te słowa się ze sobą gryzą, ale Tobie to nie przeszkadza... Ty jesteś kompletnym bałaganem.

Nie będę miała kontroli nad uczuciami do X.
Taki żart Wszechmogącego.

Wracam, zrobić świąteczne porządki, podsumowanie roku 2010 i wybrać się na bal... :-)

Ale najpierw kawusia.
Pewnie to będzie jedno z najmilszych wspomnień tutaj.

Podobnie, jak poranne przeglądanie gazet z pomysłami na urządzanie mieszkania i propozycja pójścia do sklepu w największą zimę.
Prawda, panie M? :-)

XOXO

Wasza Literatka.
 

 
Hej :-)

Pisane przy:


Pan M powiedział do mnie wczoraj wieczorem:
- Jeśli chcesz, to przyjadę do Twojego miasta. potrzymać Cię za rękę, gdy będziesz wyrywała zęba u dentysty.

Wielce intrygujący etap znajomości ;D

Kupiłam "Wyznania Chirurga Plastycznego.".
I to one spędzą ze mną dzisiejszą noc.

Marzy mi się Zimowy Spacer.
Obiecał mi go Pan O Francusko Brzmiącym Imieniu.
No to cofnijmy się w czasie...
Wyjdźmy z naszego balu... niech pytają.

* * *

Ah, jestem zachwycona jutrzejszym pójściem na kawę Nie-Powiem-Z-Kim-Niech-To-Będzie-Nasza-Tajemnica.

Dziękuję Wam za miły akcent początku weekendu

XOXO

Wasza Literatka.

PS: Kulturalia?

http://www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20101202/AKADEMICKA02/52686322
 

 
Dobry wieczór...

Pisane przy:


Przyszedł grudzień. Od czerwca to pół roku. 180 dni nieuzasadnionej więzi.

Chciałam z tej okazji w samotności wznieść toast.
Ale zapomniałam, że nie mam korkociągu.
A zębami nie potrafię otworzyć butelki wina.

A wszystko to przez te pieprzone odpusty.

* * *

Gdy jestem daleko i łączy nas tylko kilka sprzecznych emocji.
Może nie liczyć się dla mnie nawet to, że właśnie zdobywam świat.
W wyobraźni widzę moment, gdy do Ciebie wracam.
Tutaj naprawdę może wydarzyć się wszystko,
Nawet nie będę próbowała tego zapamiętać,
Jeśli tylko nie będziesz na mnie czekał.

* * *

Ktoś mi o 1 w nocy proponuje kawę w Opolu.
Proszę bardzo. Podałam gadulca.

XOXO

Wasza Literatka.

PS: Wróć do mnie, Agatko...
Ty na pewno będziesz wiedzieć, jak to ogarnąć.
Tylko wróć...
 

 
Witajcie

Mała dziewczynka,
bardzo dawno temu
myślała,
że kiedy już dostanie się do świata dorosłych
to już nigdy więcej nie będzie płakać.
Ale ten świat jest taki trudny,
że z każdym dniem czuje się,
jakby zamiast żyć swoim życiem,
które da jej szczęście
czyniła jakąś powinność wobec świata.

PS: Jutro wraca moja W, która dziś stwierdziła, że szukam już nie tylko symboli, ale i nadsymboli.
Dzięki Ci, Boże, za ludzi z prostym tokiem myślenia. Dzięki Ci za Nią

Wasza Literatka.

To mnie dziś usypia:
 

 
Witam

Pisane przy:


Moja mama raczyła zatelefonować, żebym mogła z tej rozmowy wyciągnąć wniosek - Ona mnie nie słucha!
Próbuje mi coś wmówić, a ja nie dać się zepchnąć do poziomu takich, z których mam niezły ubaw.
Najpierw (oczywiście) dostałam smsa.
“Ta Twoja praca zaliczeniowa z Kultury Tradycyjnej ma być o ODPUŚCIE? Nie o zapustach - KARNAWALE? Dobrze przeczytałaś temat?”
Gorzej, mamo. Ja sobie taki temat wybrałam.
Ona byłaby szcześliwa, gdybym specjalnie nie kopała życiu tyłka.
Ale ja już tak mam!
Ja nie jestem Wszyscy, ja nie jestem Każdy.
Jestem jakaś... Tylko ta jakość tutaj się rozmywa.
Więc czemu , gdy ktoś już ma jakieś notatki, a ja nawet nie mam sylabusów czuję się jak Ktoś-w-nieodpowiednim-czasie-na-nieodpowiednim-miejscu?
Czuję się tutaj coraz bardziej nieswojo.
Co mam zrobić, żeby oswoić to miasto?
A może mój nastrój to sygnał, że nie należę do tego świata?
Widzę przez okno przechodniów, króluje szarość.
Próbuję nie oceniać na dzień dobry, zanim jeszcze nie potraktuję mojego kubka z kawą bitą śmietaną i cynamonem.
Ale to wymaga zaangażowania, ale i dowodzi, że nie rezygnuję z szukania intrygujących znajomości.
Rzeczy zaczynają się stawać rytynowe, gdzie jest ta ekscytacja wiedzą, poznaniem innych perspektyw?
Gdzie jest ta wyjątkowość?
We mnie?
Już w środę wieczorem spakowałam walizkę do domu, wracam na weekend.
We mnie jest już tylko dzwięk otwierania frontowych drzwi do domu.
Tutaj... gdzieś porozrzucane są, schowane na dnie szafy pozytywne, nawet szybkie emocje.
Czemu tak szybko wyblakły?
Może gdybym nie potrzebowała tego artyzmu (jak inni) byłoby mi łatwiej?

Wasza Literatka.
  • awatar buntownik: ale o co tutaj walczyć Kochana? czemu walczyć? co jest warte walki?
  • awatar nie osiągając nic.osiagnęła cały świat.: Bo tak naprawdę w tym wszystkim dowodów nie ma:albo jest przyjaźń, albo jej nie ma, albo się chce, albo nie. Ja chce mieć dobre kontakty z panem M., ale nie za wszelką cenę i nie kosztem sumienia. Ktoś jeszcze do pewnych rzeczy nie dorósł
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hejka

Pisane przy:

Ania Szarmach: "Ucieknijmy stąd." :-)

Chciałabym się jakoś zaznaczyć tutaj.
Wczoraj wieczorem dotarło do mnie, że nie ma się co rozdrabniać, ani kupować terminarza z uzwględnionymi godzinami.
Wystarczy, żeby moje życie tutaj nabrało charakteru. Gdy cofam się pamięcią w przeszłość, to widzę, że czasami wystarczło słówko, przeświadczenie... i już może życie nabierało tempa, przeżywało te "robiące wrażenie historie", jak to określiła moja koleżanka.
Jedyne, na co czekam, to uczucia.. Wyczekuję sygnału od życia, który wzbudzi we mnie jakieś uczucia, które sprawią, że życie będzie dla mnie wyzwaniem.
Już się nauczyłam, że nie liczy się, że ktoś czytał najnowszą nowość, ale że ma swoją ulubioną litaraturę.
To czyni go wyjątkowym. To i inne szczegóły.
Każdego dnia dziękuję Bogu za ludzi, którzy mnie tutaj otaczają.
To coś kompletnie odwrotnego, niż społeczność mojego szkolnego miasteczka, gdzie panował kult przeciętności i nijakości. Tam nietuzinkowość była przekreślana, tutaj jest doceniana.
Ja już nawet nie mam potrzeby robić złośliwych numerów, ani wrednie komentować.
Po prostu dobrze się tutaj czuję. Już nawet nie znośnie, ale dobrze :-)
Szansa wyboru, możliwość podejmowania decyzji... tworzenia swojego życia - to jest takie podniecające! :-)
A T? Jak zwykle się śpieszył... nie skomplementował moich włości, a tak długo pracowałam nad zaaranżowaniem tego wnętrza!
Ok, to lekcja.
Mam słuchać kogoś, odbierać jego styl... a nie mieć pretensje, że nie powiedział/nie zrobił tego, czego ja oczekiwałam.
To miasto moich ambicji i mojej zawodowej realizacji! Miejsce, gdzie znowu uwierzę w relacje przyjacielskie, po tak uderzeniowej zdradzie MZetki.
Ale ja i tak najbardziej boję się, że mój autobus do domu odjedzie beze mnie... ;P
Na pewno coś pomylę. Tfu, tfu, tfu.
Och, dziękuję za moją pełną zaangażowania rodzinę!
Dzięki nawet za to, że mama rozmawia ze mną nie tylko o konkretach xD
Od jutra będę miała kota, wybiorę się na jesienny spacer po lesie... będę długo rozmawiała z babcią... pokażę mamie moją pracę na konkurs literacki, żeby mi ją oceniła! :-)
I wcale nie czuję się źle z tym, że wykreśliłam połowę "rzeczy do zrobienia w domu".

WASZA LITERATKA ;-)
 

 
Hej

Gdy wracałam z empiku (kupiłam sobie NKB <notes kontroli budżetu> zaczepiła mnie Cyganka.
"Daj rękę, Cyganka prawdę Ci powie."
Roześmiałam się i zaryzykowałam.
W lewej dłoni trzymałam portwel, a prawą dałam jej, żeby mi powróżyła.
- "Twoje serce zostało tam, skąd uciekłaś. Ale znowu tam się pojawisz. Pamiętaj, by powiedzieć: Przyjechałam, a nie wróciłam. To bardzo istotne.
Twoja praca jest tutaj. Ta, o którą warto walczyć.
Ale serce jest daleko. Przeżyjesz tu bez pieniędzy, ale bez serca nie. Pogódź serce z resztą siebie."
Podziękowałam. To da się wymyślić, ale ja w to uwierzyłam.
Może to tylko PR sympatycznej Cyganki, a może to właśnie ten znak, na który miałam tutaj czekać.
Uwierzyłam...
Wczoraj późnym popołudniem obejrzałam sobie film: "PS: I love you."
Szczególnie dotarły do mnie słowa:
- "Wiem, jak to jest, gdy poczujesz się sobą, dopiero, gdy on na Ciebie spojrzy, złapie Cię za rękę."
Tak nie może być ze mną!
"Nim" mogą być ambicje zawodowe, albo coś innego... albo ktoś. Tak, Nim może być ktoś.
I choć w filmie te słowa brzmiały "PS: I love you." To w moim życiu będą brzmiały: "PS: Zapomnij o mnie."
Chciałam zrezygnować ze współpracy z Centrum Kulturalnego Wolontariatu.
Połowę czasu, odkąd tu mieszkam spędziłam na zastanawianiu się, na co wydałam moją forsę, a drugą połowę na szukaniu miejsc, do których dopiero mam pójść KiedyśTam. (Żeby KiedyśTam trafić i się nie spóźnić.)
Ale o wiele lepiej jest zmierzyć się z trudem spełniania marzeń, niż z poczuciem niezrealizowania.
Zrobiłam już listę rzeczy, które chcę zabrać z domu.
1. Serce.
Nie mogę pominąć serca.
Wracam w piątek popołudniu, zaraz po wykładzie przyjemnego doktora K.
Przypomniał mi się jeszcze jeden dialog z filmu:
- "Czasami trzeba powiedzieć prawdę bez słów."
Właśnie... ja właśnie tak robię, tylko czy X właściwie to interpretuje?
Kolejne słowa z filmu:
- "Nie planowałem, że coś do Ciebie poczuję."
są już tylko dopełnieniem mojego życia.
Naprawdę wszystko chciałabym zaplanować.

Jak miasto?
Teksty piosenek piszę przy fontannie na ul. Kołłątaja.

I wydaje mi się, że zabrałam tutaj za dużo starego życia, starego świata.
Moja współlokatorka się wyprowadziła, mieszkam sama, ale mimo to... tutaj nie ma aż tak dużo miejsca na to, co stare.

Wasza Lieratka.
  • awatar buntownik: Tylko, że ja go napastuję wzrokiem od jakiegoś czasu :P Nie znamy się w ogóle! I mam dziwny akcent, bo nie jestem stąd, więc pierwsze wrażenie ("Pewnie ma braki intelektualne") jest mylące - mam nadzieję...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witajcie

Właśnie wróciłam z kina. Jedz, Módl się i Kochaj.
Idąc w kierunku mojego ciepłego łóżka modyfikowałam ten tytuł... jedz... jedź... wyjedź... wyjeżdżaj, spieprzaj stąd!
Ale zostanę.
Po seansie chciałam sobie kupić odprężający żel pod prysznic, ale nie potrafiłam znaleźć drogerii.
Nie, nie będę jej dalej szukać. Ani tego żelu relaksującego, jego mać!
Tak samo, jak szczęścia.
Ale znajdę to wszystko po drodze.
Film wywarł na mnie wrażenia glębokie i refleksyjne...
Szczególnie to zdanie - "Wiem, że mnie kochasz. Dlatego za każdym razem, gdy o tym pomyślisz po prostu wyślij mi miłość i życzliwość i odpuść."
Tak zrobię. I jeszcze będę życzyła Ci wszystkiego dobrego i żebyś sobie z nieba, z chmur wywróżył co tam chcesz.
Mam całe brudne dłonie od zakreślaczy, a przede wszystkim od robienia notatek i opracowywania materiałów.
Czy ktoś mnie chwyci za tę dłoń? I powie - Odpocznij sobie czytając, bo wiem, że tak odpoczywasz?
Liz najpierw czuła za dużo, a później nie chciała już czuć nic.
Ja sobie na taki dłuższy moment wyłączę uczucia, wszelkie.
Fascynacji duchowym przewodnikiem, ekscytacji na myśl o kolejnych zajęciach z Historii Filozofii...
Jeżeli napiszę, to tylko o faktach.
Tak jest bezpieczniej.

* * *

Dziś wieczorem idę do łóżka z zabawnym poradnikiem.

Wasza Literatka.
 

 
Witam

Pisane przy:

Celebration, Madonna.

Wróciłam z przyjemnego wykładu prowadzonego przez zabawnego doktora K, naprawdę zainteresował mnie wykład, więc postanowiłam wczesnym popołudniem dokształcić się robiąc notatki z materiałów dostępnych w necie.
Gdy wreszcie dotarłam do miejsca na stronie uniwerku z planem wymagań entuzjastycznie uderzyłam w klawiaturę: Jest! :-)
I tak oto obraz zmienił się o 90 stopni.
Nie dało się tego ani umieścić w ulubionych, ani zapisać w Wordzie.
Poprosiłam pewnego gościa, żeby mi to naprawił, a on rzucił: "Za dużo szczęścia."
Tak! :-)
Postanowiłam zaplanować na piątkowy wieczór, że zajmę się Historią Filozofii. Czytanie wykładów, szukanie różnych odpowiedzi na uniwersalne pytania. Podobno pytania zawsze są uniwersalne.
Czuję, że te studia otwierają mnie na fascynujących ludzi.
Od innych "studenckich przyjemności", których nie wymienię z grzeczności, dla mnie o wiele bardziej kuszące jest inspirowanie się i tworzenie. Myślę, że to dobra aluzja ;-)
Faktycznie, może lepiej było by, gdybym tak samo walnęła w tę klawiaturę ze złości, że mi się poprzestawiało, ale... ALE.
Ja nie jestem zła, ja jestem szczęśliwa.
I nie uważam, żebym miała za dużo szczęścia.
Dziś na Historii Filozofii nauczyłam się, że filozofowanie to dążenie do mądrości, a nie chęć jej posiadania.
I temu właśnie podporządkuję mój plan 5letni.
Już nie chcę być najmądrzejsza na świecie!
Wolę być sobą, wyznając subiektywistyczną teorię piękna :-)

Wasza Literatka.
 

 
Dzień dobrerek

Jak to jest, że dziewczyna, która uwielbia porządek, ewentualnie artystyczny nieład potrzebuje nagle jakiegoś... nie, nie sugestii.
Ktoś może przewrócić mi moje życie do góry nogami i na lewą stronę, ale nie może mi niczego sugerować. Z sugestii robię Wielkie Mi Co.
Nauczyłam się wartościować. Po swojemu, z utrudnieniem.
Można być zakochanym i dla miłości dezorientować swoje plany.
Ale można też miłość shierarchizować tak, że w ogóle się do niej nie przyznawać, nawet jeśli jej jakąś, nawet najdrobniejszą metaforę dostrzega się w poduszce.
Usłyszałam takie pytanie - Co jeszcze musiało by się stać, żebyś w to uwierzyła?
Czy to jest tak, że jeśli ja jestem na nie, to cały świat jest na nie, bo jak tak go do siebie dostosowuje?
A co z prawdą?
Prawda i... kłamstwo? Nie, kłamstwo lepiej nazwać lepszą wersją prawdy.
Ale może czasami właśnie warto powiedzieć prawdę?
Nie zastanawiać się, co by było gdyby i radzić sobie z tym tylko po prostu zrobić coś, coś zrobić i zmierzyć się z faktem dokonanym.
Wtedy przynajmniej zrobi się krok do przodu...
Naprawdę trzeba znaleźć ten moment przez duże M?
I wtedy to zatrzymać/przyśpieszyć?
Może nie warto docierać do tego momentu "Co jeszcze musiało by się stać?"
Wtedy może być za późno.

Wasza Literatka.
 

 
Witajcie

Pisane przy:
Ania Szarmach - Wybieram Cię.

Wczoraj byłam poniuchać w second-handzie, właściwie to weszłam ot tak, z marszu.
Wybrałam uroczy sweterek. Nowy ciuch, symbol nowego etapu w życiu.
Później zaszłam do sklepiku z drobiazgami i wybrałam dywanik w kolorze zgaszonego blękitu.
Zagdałam się, byłam zafascynowana tym, że urządzam swój pokój :-) i... zostawiłam tam torebkę ze sweterkiem.
Zorientowałam się dopiero, gdy wróciłam do akademika.
Momentalnie załzawiły mi się oczy...
Co z moim symbolem nowego życia?
Przetłumaczyłam to sobie po swojemu... - Czas wracać do Krakowa, do szkoły katolickiej, realizować plan A.
ALE.
Moja Martusia stwierdziła: "To tylko sweter. Wydziergać Ci nowy? ;P"
Dla mnie ten fatałaszek to metafora.
Wczoraj wieczorem postanowiłam zawalczyć o ten sweter, jak o moje życie.
Rano wyszłam z domku... szłam... przeszłam... minęłam... zgubiłam się (3 razy).
Zapytałam się o drogę pewnej babinki, sprzedającej róże. Wyłumaczyła mi, jak dotrzeć na miejsce.
Podziękowałam, komplementując jej róże, ale dodałam, że niestety nie mam dla kogo kupić tej róży.
Tak więc dotarłam do tego sklepiku i... okazało się, że on tam był! Sprzedawczyni mi go schowała, zostawiła! :-)
Rzuciłam tylko: Jest Pani Kochana.
Wracając podeszłam do babinki i powiedziałam: Pani da tę różę. Wezmę dla siebie! :-) Zasłużyłam na nią, bo uwierzyłam w siebie.
Gdy dreptałam na uniwerek przechodnie przyglądali mi się z zazdrością, ha! xD
Wracając do domku po Dniu Adaptacyjnym czułam poraz pierwszy w życiu, że TO ŻYCIE JEST MOJE.
Całą sobą byłam jednym wielkim przekonaniem, że to nie plan A jest moim planem, ale właśnie Plan B. Plan B jest planem, który zamierzam ambitnie realizować, który da mi szczęście.
Nie uważałam tego planu za jakieś reszki.
Dziś to tak ładnie nazwałam: Jestem tutaj, bo wszystkie moje plany złożyły się na KULTUROZNAWSTWO.
Czasami plan B jest najlepszym, co może nam się przydarzyć.
Na razie boję się tylko papierków, ale to nie jest ważne, bo... bo nie boję się siebie. I to jest mój priorytet.

Wasza Literatka
 

 
Dzień doberek ;-)

Pisałam przy:
Billionere.

Pogoda nie sprzyja temu, żebym opracowała koncepcje pomysłów na pomysły literackie w parku upstrzonym kolorami jeseni parku.
Za to ludzie zaskakują pozytywnie :-)
Wiarą w uczucie, któremu nie przeszkadzają stosunki międzymiastowe (związek na odległość), uprzejmością...
Wczoraj wieczorem i w nocy starałam się robić wszystko, żeby się zmęczyć i zasnąć. I nie myśleć za dużo.
Myślałam, że to mi jest trudno.
Ale z drugiej strony teraz widzę, dlaczego jest mi łatwiej, niż innym.
Nie zostawiłam gdzieś miłości, ale za to w planie zajęć mam... logikę.
Logika w mniejszym mieście? xD
Logika w artystycznej główce pisarki? ;P
Zastanawiam się, na ile moja samotność jest tylko moją samotnością, skoro jestem wśród ludzi, z którymi aż tak dużo mnie nie różni.
To jest nasza wspólna samotność.
Samotność to nie tylko stan ducha, nastrój.
To idee, które łączą ludzi, którzy siebie potrzebują, a już napewno mają ze sobą coś wspólnego.
Odkryłam, że moja samotność w mniejszym mieście może być pozytywna.
Nie czuję się nasycona, patrzę perspektywą - czego mogę tutaj doświadczyć.
Czy zaliczyłam jakąś "załamkę"? Nie.
Z pewnym środowym dniem daaawno temu wszelkie załamki zostały wyrzucone z mojego grafiku.
Pachnę białą truflą, cały mój pokój też :-) (To od zapachu kremu do ciała.)
Po tym zapachu możesz tutaj trafić.
Mimo, że dla Pana R pachniałam Mambą, dla Ciebie nie będę pachniała białą truflą.
Ten krem to afrodyzjak ;-)
Czy mam zamiar coś zrobić z moją samotnością?
Tak. Pozostać sobą.
Tą samą rozgadaną, zabawną dziewczyną.
A jeżeli komuś to przeszkadza, to jego problem.

Wasza Literatka.
 

 
Dobry wieczór.

Pisane przy:

Zosia Nowakowska - Boję Się.

Byłam przekonana, że słowa "kocham Cię" wyznane "z miłości", to już tylko wytarte znaczenie, mające coś z zamiechrzłej przeszłości - zupełnie pozbawione blasku.
Próbowałam być mądrzejsza od Pana Boga.
Nie jestem, mimo, że dziś usłyszałam komplement "Jesteś taka mądra, tak bardzo znasz się na temacie. Na rożnych tematach."
Ale zmieniając temat... jest tyle alternatyw, uczuć pośrednich.
Miłość nie zawsze jest na miejscu, ona czasami bywa dobrym wstępem, mimo, że nie ma żadnej przyszłości.
Czemu ludzie, nawet, jeśli nie wiedzą, o co im chodzi do końca próbują podpiąć się pod jakieś nazwy?
Jaki jest powód TŁUMACZENIA SIĘ MIŁOŚCIĄ?
Romeo i Julia też byli szaleni. Tam jest nieszczęście, smutek, zdradzona nadzieja...
Dlaczego chcemy uciekać od szlachetnych uczuć, od ryzyka, czasami od własnego życia?
Dlaczeczego wolimy obiecać, że nie popełnimy jakiegoś błędu, zamiast dać obietnicę, że po prostu PRZEŻYJEMY NASZE ŻYCIE?
Trudne, prawda?
Szczególnie, gdy żyje się w przeświadczeniu, że WSZYSTKO ZALEŻY ODE MNIE.
Gdy każdego dnia mamy daną sobie przez siebie pewność, że TO NASZ WYBÓR, TO MY DECYDUJEMY O NASZEJ MIŁOŚCI.
A co, jeśli to nie jest nasz wybór? I nie możemy zrobić więcej nic nad... nad nazywane tego NIEODPOWIEDNIM?
Co wtedy?

* * *

F miał racje... Nie powinnam była podpisywać wpisy "Wasza Mentorka", nawet jeśli to miało by mieć wartość artystyczną.
Dzięki.
Lepiej brzmi/wygląda/lepiej czuję się z...

Wasza Literatka.

# # #

Mieszkam już w akademiku.
Troszkę wyobraźni, troszkę taśmy klejącej, życzliwości... i będzie ok :-)

Żałuję tylko tego, że wszystkie łzy wypłakałam na plan A... a teraz jestem w samym środku planu B. I ani śladu łez, szczególnie, że się nie maluję.

Wasza Literatka.
 

 
Witam

Pisane przy:


Dzisiaj przed wieczorem wyjeżdżam do małego miasteczka Praszka, z którego jutro punkt 7 wyruszam, żeby dostać pierwszą lekcję prawdziwego życia.


Z tego miejsca chciałabym bardzo gorąco podziękować:

* Mojej mamie, za rozsądną radę w kwestii wyboru studiów i za to, że mnie pilnowała, żebym się nie pogubiła w dokumentacji;
* Mojej babci, za modlitwę każdego dnia, o wyniki egzaminów, o natchnienie mnie Duchem Świętym, gdy decydowałam o swojej przyszłości, nawet o to, żebym spoważniała ;P
* Mojej kochanej Marcie, która okazała mi tyle życzliwości i wiary w to, że dam sobie radę, że aż sprawiła, że w moim oku pokazała się łza wzruszenia;
* Mojej mentorce, Pani Basi, za określenie Zwiastunka Lepszego Świata, za natchnienie do tego, żeby być nieidealnym ideałem i za to, że po zwykłej rozmowie z nią czuję się jak gwiazda
* Mojej wychowawczyni, pani Elżbietce, która nauczyła mnie jak mieć klasę, za to, że dała mi szansę na artystyczny rozwój oferując swoją mądrość, czas i konstruktywną krytykę;
* Mojej siostrze z wyboru - Agatce, dała mi wzór realizacji własnych marzeń;
* Mojemu Duchowemu Przewodnikowi, za to, że zasugerował mi plan A, bym w finalnym rozrachunku wybrała plan B;
* I wszystkim facetom, których kiedyś kochałam - Gdyby nie to, że na mnie nie zasługiwaliście nie rozpoczynałabym teraz nowego etapu w życiu wolna i w nadziei na kogoś, kto będzie mnie wart;

Na koniec dziękuję sobie - za to, że jestem najlepszą wersją siebie.

Teraz pozostaje mi prosić Boga o odpowiednich ludzi TAM.
Was darzę szczególnymi uczuciami i każdego dnia jestem wdzięczna, że Bóg postawił Was na mojej drodze.

Odezwę się, gdy w pokoju akademickim podłączą mi neta, albo gdy dorwę jakąś kafejkę.

Wasza Mentorka.
 

 
Witajcie

Pisane przy:


Całe dłonie mam w tuszu, w nocy pisałam piosenki.
Jedna myśl nie pozwalała mi spać.
A właściwie komplement/komentarz/uwaga.
Mam o tyle szczęścia, że się wyrobiłam i że życie nauczyło mnie być nie ponad innymi, od których mogę się dużo nauczyć (na przykładzie "nie rób tego, bo więcej nie spojrzysz sobie w twarz".
Ja wiem, co mam robić. Wstaję rano z łóżka i po prostu wiem. Nie potrzebuję sztucznych podniet, wypełniania czasu miłością, która jest warta splunięcia i jako największą ambicję nie traktuję biadolenia.
Gdzieś tutaj robię błąd? Po prostu, gdy jestem w kropce, to nie szukam zrozumienia u całego świata, mam zaufane osoby, które tego nie powtórzą, za 100 zł od mojego wroga.
Wcale nie chcę, żeby mi było łatwiej, wcale nie chcę być inna. A szczególnie taka, jak inni.
- Każdy jest jakiś. - Usłyszałam.
- Masz racje. Jakiś.
Tutaj kryją się przeróżne nazwy.
Życie jest takie szybkie, ale staram się, żeby mimo to, nie przestawało być refleksyjne.
Kiedyś skomplementowałam dziewczynę, której największym marzeniem jest móc pić wódkę w krzakach z koleżankami.
Podobała mi się w niej waleczność.
Ostrzegano mnie...
Im bardziej będę wybiórcza, jeśli chodzi o ludzi, tym większa samotność mnie czeka.
Zaszufladkują mnie, że nie doceniam innych.
Nie jest tak... ale przyznam, 5 cm nad ziemią.
Nie wolno mi zakładać szpilek, więc... xD
Nie wierzę (?).
Mimo uczucia, jakim darzę moją rodzinę, moje koleżanki, mam JEDNĄ, NAJWAŻNIEJSZĄ PRZYJACIÓŁKĘ - SIEBIE.
I żyję sobie w zgodzie ze sobą, tak by siebie nie zdradzić.
Wierzę, że znajdę jakąś inność, alternatywy, które mi pasują.
Nie lubię, gdy jest łatwiutko...
Będę walczyć o siebie, nie o to, co będę o mnie myśleć/mówić/czego będą dla mnie chcieć.
Będę walczyć o siebie.

Wasza Mentorka.
  • awatar Dobry, Zły i Brzydki: Wiesz jaki popełniasz błąd? Ogłaszasz się mentorką, "naszą mentorką". Co gorsza w tej samej notce napisałaś: "życie nauczyło mnie być nie ponad innymi". Piszesz o rzeczach ciekawych i na dodatek zgrabnie dobierasz słowa. Bardzo to w tobie lobię i z przyjemnością czytam twoje notki, ale proszę cię zastanów się nad tym czy we wszystkim masz rację. Zdanie "Jestem "ponad to" i z zasady jest mi trudniej?! O_O" brzmi tak jakbyś nie miała tak na prawdę zielonego pojęcia o życiu. Proszę zastanów się nad tym, tylko bez żadnych pseudo poradników, tutaj nie pomogą.
  • awatar Gość: Jeśli to zdanie było o mnie to bardzo się mylisz..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witam

Pisane przy:


Przyzwyczajona do tego, że to ja czerpię inspirację od tych, których podziwiam usłyszałam dziś, że jestem niezłą prowokatorką.
To nie było zamierzone! Przynajmniej niektóre aluzje. Naprawdę co niektóre "literackie przesłania metaforyczne" biorą się z UCZUĆ, ze stanu ducha.
Nie gardzę uczuciami, jeśli mi za to nie płacą i jak przyznałam są jakieś granice robienia z siebie idiotki, które nie służą wizerunkowi xD
Ja po prostu taka jestem, burzliwa.
Poczułam się, jak redaktor naczelna w filmie "Diabeł Ubiera Się U Prady.", gdy stwierdza, że jest lista i najwięksi tego świata odejdą z jej pisma, jeśli i ona wyleci.
Gdzieś zatarła się granica pomiędzy wypowiedziami osób, które są powieszone na mojej tablicy inspiracji, a tym, co wypływa z moich ust.
Ojej, ale to nie powód, by czuć się lepszą od najlepszych.
Nigdy nie byłam "życiową szeregową", ale nie lubię, jeśli ktoś myśli, że wszystko to szpan.
Moje życie tak wygląda, plotki mnie lubią.
A ja mówiąc mojemu pschychofanowi, że jestem lesbijką udowodniłam, że nie traktuje go poważnie, a nie to, że jestem szmatą.
Używam grzecznych słów
Nie mówię, że ktoś jest "przymulony", tylko mówię, że jest "żaden".
Ale nic mnie tak nie kręci, że wzbudzam kontrowersję wśród ludzi, że odczuwają to, że się RÓŻNIĘ.
To jest mój życiowy cel, rozwijać artystyczną osobowość.
A życie mnie nauczyło, że najwięcej docenia się takich, co mają twardy tyłek i swoje zdanie w komplecie.
Dowiedziałam się, że na studiach będę miała przedmiot, który nosi miano "Kultury wypowiedzi."
Aha, czyli powinnam przestać wyrażać swoje lekceważenie dla pewnej kwestii/idei w słowach: "Pieprzyć to." ;P
Wcześniej jeszcze zastanawiałam się, jak coś zostanie odebrane.
Ale dziś przypomniało mi się zdanie, kogoś, kogo słuchać PO PROSTU KOCHAM - Jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził.
To takie trudne.
Prowokować, ale nie być w tym banalnym.
Może to dla mnie jakaś alternatywa?
Raczej wyznanie, do ambicjonalnego potraktowania.
Wreszcie robić to, co chcę i być taka jak chcę i z tym sobie radzić, w miejsce radzenia sobie z "Co by było gdyby."
Myślę, że to dobry pomysł, jak na początek roku akademickiego :-)

Wasza Mentorka.

PS: Może WYPADAŁO BY, żebym urządziła jakąś imprezę na zakończenie wakacji, ale jakoś nie mam głowy do tego, by tracić głowę ;P
A poza tym zawsze mam szampana w barku ;-)
 

 
Hejka

Pisane przy:


Do tej pory śmiałam się ze stwierdzeń: "Muszę to przemyśleć." Ja nigdy świadomie nie leżałam całą noc i nie starałam się czegokolwiek przemyśleć.
Już mam dość zastanawiania się, rozwagi, szukania... ale tego w moim życiu nie brakowało. Już tak miałam, że WIEDZIAŁAM OD RAZU.
Przekonanie, pewność, pragnienie.
Moja zasada 3P.
Jeśli tego nie ma czas nie pomoże.
Serdeczne rady przyjaciółek też się nie przydadzą.
Potrafię być ustosunkowana do kogoś/czegoś.
Zawsze mam jakieś plany, koncepcje, pomysły na rozwiązanie kłopotu.
Ale wiem, że mimo najlepszego przygotowania w serduszku będę miała pustkę, jeśli nie dowiem się, czego życie ode mnie oczekuje, jeśli nie rzucę wszystkiego.
Może warto czasami stracić kontrolę, albo chociażby powiedzieć: "Nie wiem."
Z notesem w dłoni moje życie nie jest życiem, a schematem.
Z dniem dzisiejszym rezygnuję z tłumaczenia sobie pewnych kwestii, ufam, że życie lepiej mi je wytłumaczy.
Życie coś już dla mnie zaplanowało, może uda mi się to pogodzić, połączyć? Nie trzeba tak ciągle uciekać... bo w końcu braknie mi miejsc do takich ucieczek od świata.
Czas na konfrontacje z życiem.
Nie boję się, że za szybko zweryfikuje moje marzenia.

Wasza Mentorka.
 

 
Witajcie

Pisane przy:

http://www.google.pl/search?hl=pl&;source=hp&q=i+want+it+this+way+wrzuta.pl&lr=&btnG=Szukaj+w+Google

Wieczorem leżąc już grzecznie w łóżeczku zastanawiałam się nad czymś, co mimo, że należy do Mojego Starego Świata, to jest szansą na uszczęśliwienie mnie. To pewien szlachetny projekt.
Od tego się zaczęło, a później włączyłam moją wewnętrzną wyszukiwarkę i zaczęłam wyrzucać z folderu "Przyszłość." ludzi, których mijam codziennie, np. na spacerku, miejsca należące do TUTAJ, a które są tak niepowtarzalne, że mogłabym je zabrać ze sobą nawet do NY. (Second-hand! xD) Do tego doszedł klimat, zwyczaje...
Pomyślałam, czy mogłabym TAM kultywować coś z TUTAJ, ale po chwili przyszedł mi do głowy wniosek - Niby po co? To było by już za dużo. Masz koncepcje nowych pomysłów, projektów... tam będzie nowa atmosfera...
Ok, część z nich WYMYŚLIŁAŚ tutaj, no ale...
Przestałam łączyć TUTAJ i TAM i stwierdziłam, że to za dużo, żebym mogła się podzielić pomiędzy tymi dwoma światami.
Ale dziś miałam sen.
Rzuciłam się komuś w ramiona i powiedziałam:
- Jesteś kolejnym powodem, dla którego chcę tutaj wracać.
Wtedy słowa "To za dużo." zniknęły z moich ust, a nawet z mojej świadomości.
Bo w rozrachunku z moimi potrzebami okazało się, że nie chcę niczego ZOSTAWIAĆ, TYLKO POPROSIĆ BY PEWNI LUDZIE/ZWYCZAJE/MIEJSCA NA MNIE POCZEKAŁY.
Świat się nie kończy, nawet mój mały świat się nie rujnuje.
Wszystko jest ciągłością! Życie mam tylko jedno.
Nastąpi dopełnienie, uzupełnienie.
Ja poznam siebie, poznam kim jestem bez kogoś, a ktoś pozna, kim jest beze mnie.
A ja dostanę pierwszą lekcję prawdziwego życia.

PS: Zmieniłam lokalizację na Opole.

Wasza Mentorka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Od dość dawna budzę się bez budzika, nigdy go nie nastawiałam.
To, co teraz wypełnia mój dzień już niedługo będzie kwalifikowało się do umieszczenia pod nazwą: godzinka dla siebie.
Na myśl o tej części dla będę się uśmiechała samoistnie.
Czas wolny będzie na pewno bardziej ceniony.
Znam się i wiem, że gdy się położę na moment, żeby sobie odpocząć to wtedy do głowy przyjdą mi najlepsze pomysły, więc wstanę i wrócę... do jakiegoś czaso/pracochłonnego zajęcia.
Teraz jest tak, że szukam czegoś nowego i mam poczucie, że wciąż mi czegoś brakuje, jestem nienasycona życiem, doświadczeniami.
Moje zainteresowania mnie uszczęśliwiają, rozwijam się, ale to za mało.
Żądam zmiany!
I wiem, że wyjazd do szkoły jest najlepszym, co mi się może teraz przydarzyć.
Chcę odpocząć od dotychczasowych projektów, nabrać słodkiego powietrza w parku!
I dystansu, chcę inaczej na to spojrzeć.
Przyjemności miały mnie relaksować, a tymczasem już wolę wziąć się za jakąś robotę, niż znowu robić to samo.
Wiem, wiem.
Może grzeszę i uprawiam świętokradztwo względem wszystkiego, co mnie tworzy i uszczęśliwia.
Ale moje życie pokazało, że bez porządnego zapieprzania nie radzę sobie! ;P
Potrzebuję tego podziału, na "Nie zdążę z." i "Wreszcie mam czas na."
Wtedy wszystko bardziej doceniam.
Tak, chcę wyjechać i odpocząć od dotychczasowych przyjemności.
A tam odkryć je na nowo.

Wasza Mentorka.
 

 
Dobry wieczór

Pisane przy:


Wybrałam ambitne, aspirujące i pociągające mnie konkursy literackie.
Oczywiście w imię tych wszystkich nieprzespanych nocy, pełnych tęsknoty za DT (Dotychczasowym Życiem).
Najlepszą inspiracją jest życie, więc piszę z autopsji. Myślałam, że w perspektywie, to może być wyniszczające artystę, że może nawet wygasnąć talent. Ale nie. Natchnienie, wena i wiara w wątek jest jakieś takie... wieczne (?).
Wydaje mi się, że najgorsze już za mną.
A dopełni się, gdy Zielony Książę zobaczy na półkach księgarni tytuł: "Bliżej, niż myślisz."
Oto przykład, że ta szansa tworzenia była dla mnie, jak szansa na nowe życie.
Uwierzyłam w coś, co mnie teraz trzyma. I właściwie tylko to mnie trzyma.
Ale to pewnie będzie szczegół.
W opiniach, ocenach...
Twórczość opierająca się na wątkach własnego życia jest jak ekskluzywna prostytucja.
Więc to możliwe, żebym nawet, jeśli uda mi się odnieść sukces literacki (przez wzgląd na to, jakie wątki życiowe były moim natchnieniem) pozostała Literacką Dziwką?
Lepiej brzmi Lady GaGa literatury, tak, tak, pamiętam, kto mnie wtedy tak skomplementował.
Satysfakcja z twórczości da Ci orgazm jak w 7 niebie.
Gdzie jest w tym wszystkim talent?
Gdzieś za skandalem promującym książkę?
Ja nawet nie chcę kontrowersji, Zielony Książę pewnie też nie.
Ale kłopoty mnie lubią, podobnie, jak moje bohaterki.

Wasza Mentorka.
 

 
Witam

Pisane przy:


Słyszałam o Mieście Aniołów i Mieście Spełnionych Marzeń, tymczasem pod nosem mam Miasto Alternatyw Dla Miłości.
Częstochowa - Miasto o największej ilości kościołów, zakonów...
Miejsce, gdzie alternatywą dla związku, staropanieństwa, czy bycia zdeklarowaną singielką jest... sutanna/habit.
Czy oni liczą na to, że ta miłość będzie wieczna?
Gdy przeczytałam zdanie: "Ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej." zaczęło wydawać mi się, że nie.
Może taki wybór to po prostu PEWNIEJSZE oddanie, większy szacunek, mocniejsze zawierzenie kochanej Osobie?
Może podjęcie takiej decyzji, to nic innego, niż przekonywanie do czegoś samego siebie?
Może ten codzienny świat, ten który mijamy na ulicach jest za mało przekonujący?
A co jeśli ich jedyną nadzieją jest to, że nie mają żadnej odpowiedzi od Oblubieńca?
To jak niespełniona, nieszczęśliwa miłość. Jak ciche adorowanie kogoś, kto nigdy nie chwyci nas za rękę.
Jest wewnętrzna wiara w to, że kiedyś to się zmieni? Jest.
Poszłam napić się białej czekolady niedaleko Jasnej Góry.
Mijałam tylu księży,zakonników/zakonnic, tyle porzuconych planów w związku z miłością tą zwykłą, ziemską, hołdującą życiu w praktyce.
Ile razy się zakochamy, a nasz Wybranek ma to gdzieś, albo po pewnym czasie nas zostawia?
Bóg ma wystarczająco dużo klasy, żeby nie odmawiać.
I tak dobrze nas rozumie.
Pozwala żyć ze świadomością, że każda rzecz, która zdarza się w naszym świecie to element Bożego Planu.
Bóg wymyślił siebie lepiej, niż nas, ludzi.
I w tym tkwi ta różnica.
Dzięki temu to On jest Szefem.
Burza myśli, zysków i strat.
Czy sutanna/habit może być jakąś formą ucieczki od tego świata?
Czy można POKOCHAĆ swój nowy tryb życia i przede wszystkim Boga, jeśli ma się problemy z miłością tutaj, jeszcze bez stroika w postaci koloratki?
Co tak naprawdę dla deklarujących się porzucić życie doczesne oznaczają te szlachetne idee i najważniejsze - co się za tymi ideami kryje?
Z Panem Bogiem nie wygrasz, ale on jest stworzony na Twoje podobieństwo, więc z nim też możesz mieć problemy?
A jak jest z miłością?
Chyba tak samo.
Zawsze mamy prawo wyboru i stojące przy nim wiernie prawo odwrotu.

Wasza Mentorka.
 

 
Dzień dobry ;-)

Oto jest w dzień, w którym czujesz, że musisz coś ze sobą zrobić.
Oto jest dzień, który dał nam Pan.
Oto jest dzień, w którym wylałaś kawę na najlepsze spodnie.
Oto jest dzień, który dał nam Pan.

Za chwilę wyjeżdżam z Babcią Polą na cały dzień na Jasną Górę.
Modlić się o błogosławieństwo i dary Ducha Świętego na studiach.
W świetle moich ostatnich wydarzeń życiowych brzmi to trochę śmiesznie i ta wizja z resztą mnie rozbawia ;-)
Ale pociesza mnie fakt, że jestem pocieszną wnuczusią, która spełnia życzenie babci.

Pisane przy:

Wczoraj tak po prostu wyszłam z domu i wszystkie złe wspomnienia razem ze mną. Przed piekarnią zobaczyłam, jak Zielony Książę wyjeżdża swoim fuksjowym autkiem - przypomniało mi się, że niepotrzebnie uznałam świętoszkowatą naiwność za zaletę, później przyśpieszyłam mijając czyjeś mieszkanie - następna historia nadająca się świetnie na skandal.
W moim życiu było tyle historii nadających się na skandal, ale mało życiowych historii. Takich, które mogłaby mi opowiedzieć przeciętna nastolatka inspirując się własnym żywotem.
Wniosek?
Pieprzyć przeciętność.
Zanim wróciłam do domu kontrowersyjnych historii w moim życiu naliczyłam zastraszającą ilość, jak na 18 latkę i rokiem doświadczenia życiowego ;P
Okazało się, że mogę minąć nawet szkoły, żeby nie skojarzyło mi się z nią to, że byłam taka mała, taka zakochana w prawniku i zielona z prawa, podczas, gdy właśnie ktoś preparował na mnie dowody winy w sprawie o szykany.
Relacje z ludźmi, opinie, własna pewność - spieprzenie w stopniu znacznym.
Oczywiście i tak wyszłam na prostą, albo nawet na plus. Ale.
Ile razy zawalił się ten mój przysłowiowy świat, co?
Wtedy tak tego sobie nie wyobrażałam, wtedy to była moja racja, albo dla odmiany walka o rację.
Dopiero teraz, z perspektywy czasu widzę, że chyba im więcej tupetu i dumy, tym w życiu bardziej pod górkę.
Faktem jest, że to miejsce, w którym mieszkam jest świadkiem moich sukcesów i łez szczęścia.
Ale jest także wiernym towarzyszem potknięć.
Mimo, że nazwałam je Miejscem-Kolejnych-Spieprzeń, to wbrew wszystkiemu jest także miejscem największej życiowej nauki i wynikającej z niej mądrości.
Mądrości biorącej się z popełniania błędów.
Z wyciągania wniosków.
Z płynącego czasu.
Myślicie, że miejsce na na nasze życie jakiś istotny wpływ już z zasady, czy to jest tak, że sami tworzymy swoją przestrzeń?

Wasza Mentorka.
 

 
Hej.

Pisane przy:


Dlaczego tak jest, że oficjalnie się do tego nie przyznajemy, ale wytworzyliśmy podział emocji: emocje, z którymi czujemy się dobrze = emocje, do których się przyznajemy, emocje, które określa się mianem negatywnych = sztuczny uśmiech i stwierdzenie: "Wszystko w porządku."
Czemu tak rzadko zaglądamy w swoje wnętrze, by odnaleźć przyczynę, np. rozgoryczenia? Wolimy reagować. Albo odreagować.
Odreagowywanie i nagminne poprawianie sobie humoru - drinkiem, wizualizacjami pozytywnymi, rzucaniem się w wir sprzątania, by zapomnieć, co nas gryzie.
Czemu wolimy zapomnieć? Wyprzeć się emocji?
One do nas nie pasują, do naszego idealnego życia?
I nieważne, że nas określają, stanowią o nas.
Kogo to obchodzi. Skoro i tak bardziej nas ciągnie do optymistów, roześmianych, entuzjastycznych.
Dochodzi do tego, że po jakimś czasie nie rozpoznajemy własnych uczuć.
O wiele lepiej jest mówić przyjaciołom: Och, jak ja dobrze Cię rozumiem., albo moralizować bohatera serialu.
Czy naprawdę wierzymy w to, że możemy zapomnieć o własnych uczuciach?
A gdy już zapomnimy, to one znikną?
A co nosimy we własnych sercach?
Coraz to lepsze usprawiedliwienia. Unosimy się czyimś dobrem...
Ale co z nami?
Pustka.
Wewnętrzna pustka.
I cała energia wrzucona w tłumienie emocji, to taka alternatywa dla rozumienia emocji.
Nie chcemy się ze sobą cackać. A w związku z tym dochodzi do jeszcze większej pustki.

Wasza Mentorka.
  • awatar Gość: Przez siedem długich lat tłumiłam moje uczucia, udawałam, że będzie dobrze, że w gruncie rzeczy wymyślam sobie problemy. Teraz już nigdy tak nie postąpię. Czułam tak, jakbym miała więcej wspomnień niż marzeń. Utknęłam. Bardzo dużo czasu zajmuje ponowne wsłuchiwanie się w siebie. Przyzwolenie na stawianie siebie i swoich uczuć na pierwszym miejscu. Ale da się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej :-)

Pisane przy:


Do tej pory byłam pewna, że nawet coś tak nieuchwytnego jak miłość (albo co lepsze - związek) ma swoje zasady, a przynajmniej jakieś swoje zasady.
Rozglądając się dookoła, zwątpiłam.
Zabrakło rozwagi, powodów, a nawet czasu.
Ludzie wydają się wiązać z głupich powodów.
To urosło do rangi plagi ludzkości!
AIDS, a obok związki wynikające z głupoty ludzkiej.
Blondyna z odrostami idealnie pasującymi do źle dobranego podkładu związała się z facetem, który mówi: "przyszłem, wzięłem, poszłem" dlatego, że on ma furę, którą jeździ 120 po małej wsi.
Natomiast piękna karierowiczka spędza wieczory z ochlaptusem (zwanym artystą) bo on prawi jej tak oryginalne komplementy, że aż przekonujące, a ona wewnątrz czuje się bezwartościowa.
Przymulone dzieciaki są ze sobą, bo chcą "czegoś spróbować."
Najchętniej nie wychodziłabym z domu, gdybym nie musiała.
Tak na wszelki wypadek, żeby nie spotkać kobiety, która woli być pośmiewiskiem i romansować z żonatym, niż... znaleźć sobie kogoś, kto akceptowałby ją. Nie chodzi o to, żeby sąsiedzi akceptowali jego.
Próbuję wywnioskować jakieś proste powody. Ok, jaki powód może mieć dziewczyna, która zgodziła się na chodzenie z Panem Mogę Mieć Każdą. Aha, mam jakiś przebłysk. Po to, żeby jej się w szkole nie nudziło na przerwach.
Ah! I byłabym zapomniała o Takiej-Jednej. Związała się z kimś przez smsy, bo o taki znaczek "" zmienił cały jej świat. I jeszcze był dopisek: "Koham Cię."
W tych wszystkich przykładach nie ma mowy o uczuciach, które FAKTYCZNIE mogłyby składać się na związek, który opierałby się na czymś innym, niż siedzenie samochodu podczas seksu zalovcianych.
Oczywiście, gdybym głośno się odezwała do kogoś, kto lubi mnie słuchać, usłyszałabym: "Nie wtrącaj się. Po prostu miej ubaw."
Czy naprawdę nam pozostaje tylko obserwować i śmiać się "w niebo głosy"?
Taka nauka poprzez zabawę?
Mamy przykłady, mamy obraz do czego to dąży.
Tak więc przyszła pora by obgryzać z zaangażowaniem ołówki i robić notatki, jak się NIE zachowywać, jeśli nie chce się stracić szansy na coś sensownego?
Może jeśli wyeliminujemy wszelkie idioctwa zostaną nam jakieś przynoszące zadowalające skutki na starość koncepcje?
Czy ja zaliczam się do związkowych dziwolągów? Tak.
- Czemu nie chcesz się wiązać?
- Związałabym się, gdyby nie związek.
Ale ja przynajmniej mam jakieś cele, czymś się kieruję. I mogę zainspirować.
Zupełnie, jak Carrie.
Kiedy coś idzie (stoi) za dziwactwem, to wtedy nazywa się to kontrowersyjnym zjawiskiem, ale kiedy nie wie się, czemu się, coś robi jest się... związkowym przymułem.
- Gratuluję, Twoja miłość usztywniła Ci sutki i spaliła cześć mózgu odpowiedzialną za niezeszmacenie się. - Powiedziałam do pewnej zdziry, będąc kiedyś z koleżanką w klubie.
Może faktycznie coś w tym jest.
Takie związkowe: "Bardzo chętnie rozłożę przed Tobą nogi, tylko daj mi fajkę.", żeby po tym nastąpiło: "A to jest moja sunia." może być dobrą terapią, gdy wypije się o jednego drinka za dużo.
- Uważajcie, drogie panie, żeby nie zrzygać się komuś na buty.

Wasza Mentorka.

* * *

Ostro zaczęłam poniedziałek, co?
No cóż, chciałam tu zostać, ale Dobry Pan Bóg zesłał mi powód, dla którego powinnam nie tyle stąd wyjechać, co uciec.

Wasza Mentorka.
 

 
Hejka

Pisane przy:


Wczoraj pomyślałam o kompozycji.
Za cholerę nie wiem, jak połączyć ze sobą niektóre życiowe elementy. To przypomina rozsypkę, albo gorzej - stłuczony ulubiony kubek, który był czegoś symbolem.
Moje życie w ostatnich dniach to urwany guzik z jedynego eleganckiego swetra i wystająca nitka.
Dziś dopiero pod koniec Mszy zorientowałam się, że guzik mi się urwał. Byłam dumna, w swetrze bez guzika.
Moje marzenie ma szansę się spełnić, a ja zaraz później, gdy o tym usłyszałam próbowałam wymyślić wymówkę, dlaczego miałabym z niego zrezygnować.
Stare marzenia należą do przeszłości?
I co musi się stać, żebym przestała o czymś marzyć?
Naprawdę, gdy zamknę za sobą drzwi, moje dawne pragnienia miną? Wystarczy, że dojdą nowe obowiązki i coś jeszcze innego będzie mnie zachwycać?
Coś, o co się modliłam spełnia się. A ja mam do powiedzenia tylko jedno: "Przepraszam, wyjeżdżam."
Nie chcę się o tym zapomnieć, nie przyznawać się.
Ale nie chcę też tęsknić i to jest najważniejsze.
Nie pysznie się szansą na lepsze życie. Oddzielając przeszłość właśnie sobie tej szansy nie odbieram.
Czy kiedykolwiek w mojej świetlanej przyszłości będę musiała przepraszać za przeszłość, przepraszać za siebie?
Boję się, że unosząc się nowym trybem życia stracę pamięć o tym, co miało być dawniej gwarantem mojego szczęścia.
Co takiego jest w tych słowach: "Nowe życie."?
I dlaczego wcześniej nie wpadłam na pomysł, że to może być po prostu Ulepszone Stare Życie i na dodatek w innym miejscu?
Wcale mi się nie śpieszy. Mam się upajać wizją mojej przyszłości TUTAJ, świadomością, jak by to było, gdyby moje marzenie spełniło się TUTAJ?
A później żałować, że tak bardzo dałam się ponieść uczuciom i chwili?
Nie, nie chodzi o nic zdrożnego. Odwrotnie.
Ale może zamiast przywiązywać się do tego, co BYĆ MOŻE TUTAJ MOŻE BYĆ, powinnam skoncentrować się na wizji mojego życia, które można nazwać "Nowym życiem."
- "Jeśli właśnie tutaj jest coś, co jest Ci potrzebne do szczęścia, weź to właśnie STĄD. Nie szukaj w Wielkim Świecie, skoro masz to pod nosem." - Chciałabym, żeby ktoś mi tak powiedział. Ktoś, komu ufam i uwierzę. Sama nie jestem w stanie siebie przekonać.
Sama tego nie wiem. I pewnie nie będę wiedziała. Dopóki ktoś nie poda mi ręki i nie powie: "Choć, potrzebuję Cię."
Nie będę się pchać na stare śmieci, jeśli cały świat woli, żeby tam był czysty, równo przystrzyżony trawnik.

Wasza Mentorka.
 

 
Hej

Pisane przy:


Do tej pory byłam pewna, że procedura osiągania celów, a nawet spełniania marzeń odbywa się mniej więcej tak: Chcesz tego, później się zastanawiasz nad metodami zrealizowania swojego pomysłu, dodajesz wiarę w siebie i masz. Babo placek.
Bo zawsze tak było!
Ja chyba mam coś z tymi słowami: "zawsze". "wcześniej", "kiedyś".
Teraz dotarło do mnie, że pomiędzy etapem, w którym czegoś pragnę, a etapem gdy już mi się to udało widnieje etap o nazwie: Powstrzymanie.
Nie wystarczy wziąć kartki, podzielić ją na pół i po prawej stronie napisać plusy, a po lewej minusy. Nie tym razem. Nie w tym dojrzałym świecie.
To nie działa, do główki nie przychodzą żadne mądre powody. Żadne powody w ogóle nie przychodzą.
Nie da się tego wytłumaczyć, czemu woli się "tego nie ruszać".
Serce blokuje rozsądek, który nie może we współpracy z oryginalnym gustem nawet wymyślić zestawu na wyjście.
Ani w te, ani we wte.
Można w ogóle ruszyć się z tego miejsca?
A może to jakiś znak, że to wcale nie jest dla mnie dobre? Znak z góry, a to, że nie rozumiem takich znaków mnie usprawiedliwia.
A może zostanie mi trwanie?
Albo nie, inaczej. Skoro i tak nie rozumiem swoich pobudek, które zakazują mi iść do przodu, to i tak nie będę wiedziała, dlaczego jednak poszłam na przód. Ale pójdę. I nieważne co, ale coś będę z tego miała.
Czy to jest jakaś nowa przypadłość ANALIZUJĄCYCH KOBIET, czy po prostu tylko moje, osobiste przeczucie, że nie warto czegoś robić?

Wasza Mentorka.
  • awatar Gość: A może tylko usprawiedliwianie się? Łatwiej jest stać w miejscu niż zrezygnować z dotychczasowego życia i pójść do przodu..to wymaga odwagi i poświęcenia. ' nie rozumiem swoich pobudek, które zakazują mi iść do przodu'. Brzmii jak usprawiedliwianie 'pobudkami' tkwienia w miejscu. Może po prostu nie chcesz nic zmieniać, a decyzja pójścia do przodu jest wymuszona, robisz to wbrew sobie? Musisz CHCIEĆ iść dalej, obudzić się pewnego dnia i poczuć, że Twoje dotychczasowe życie Cie niezadowala. Nie chcesz tak żyć. Wstajesz i czujesz się wewnętrznie inną osobą, wtedy odczuwasz chęć zmiany 'na zewnątrz'. Typu środowisko, chociazby przeprowadzka do innego miasta czy zmiana szkoły/pracy. Jeśli zmuszasz się do tego, a Twoja podświadomość wyraźnie mówi : NIE, mi jest dobrze tak jak jest, to może niewarto zmieniać kierunku? Może musisz poczekać na zmianę 'wnętrza'?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witajcie

Pisane przy:


Niby to są zwykłe rozmowy.
Niby nikt SPECJALNIE tego nie robi.
Ale dziś babcia powiedziała: "Idź do sadu, urwij sobie śliwek, brzoskwinek... nawet winogron już się dojrzał. Jak wyjedziesz, takie przyjemności będą Cię kosztować, jeśli zechcesz kupić te owoce na bazarku."
A czy ktoś myśli o emocjonalnych kosztach mojego wyjazdu?
Te finansowe będą minimalne, umiem doskonale wszystko zorganizować.
Większe kwoty będę płaciła tylko za... POCIĄG.
Taki symbol wyjazdu.
Dziś przygotowałam sobie listę rzeczy, które chcę zrobić przed wyjazdem i plan pierwszych DNI tam.
Spiszę studencką umowę sama ze sobą :-)
Ale drukarka mi się zbuntowała. Nie chciała drukować.
Co to za świat, z którego nawet drukarka nie pozwala Ci się wyrwać?
Odkąd przyjechałam z wakacji moje walizki stoją w pokoju. Zwyczajnie są przechowywane na strychu.
- "Ale po co je kurzyć. Zaraz trzeba będzie je spakować."
Czy ja tego nie wiem? Wieeem...
Jeszcze dokładniej sprzątam pokój, dekoruję go z większym wyczuciem... jakby miał stać się jakimś muzeum. Muzeum pamięci. Ale przecież ja będę wracać. Co 3 tygodnie, na weekend.
To nie jest dla mnie wyjazd. Tylko coś innego.
Gdy wyjeżdżałam na wakacje... to wiedziałam, że po powrocie wszystko będzie takie samo.
Owszem, na wakacjach mogło zdarzyć się wszystko.
Ale mi to nie przeszkadzało, nie myślałam o tym w jakim kontekście, jak teraz.
Całą sobą czuję, że ZOSTAWIAM.
Całe życie szłam do przodu, zostając w miejscu.
Rozwijałam się, każdej nocy (to metafora ) zasypiając wciąż w swoim łóżku.
Pewnie to ZOSTAWIAM, ale tam CZEKA NA MNIE COŚ NOWEGO.
Dlaczego nie umiem przełączyć się na taki tryb?
Dziś podzieliłam się z kimś myślą, że mam taką przypadłość - Umiem sprawić, że moje marzenia się spełniają.
Wiem, że przede mną okazja.
Ale może za mną też? Taka ZOSTAWIONA okazja. Taka, którą chcę wykorzystać o wiele bardziej.
Może jest więcej takich okazji?
Może wolę wspominać stare błędy, niż opijać nowe sukcesy?
To się zdarza. Rzeczy, zjawiska, sytuacje mają swoje nazwy, bo JUŻ SIĘ KIEDYŚ/GDZIEŚ WYDARZYŁY.
A ja tak bardzo nie chcę, żeby w moim życiu.
Może nie jestem gotowa? Może to nie ten moment?
Chciałabym zaśpiewać, jak w tej piosence.
Jestem, jak ptak.
Ale nie. Bo tylko moja dusza jest, jak ptak. Moja aparycja woli zostać w domu.
Przeczytałam dziś takie słowa: "Tak można, a nawet tak trzeba." Tylko kto mi powie, że ja tak mogę?
Powinnam być bohaterką we własnym życiu.
Z otwartymi ramionami czekać na to, co przyniesie mi przyszłość. Pełna ufności wierzyć w pozytywy.
Jednakże w mojej głowie jest tylko pytanie - Co się stanie?
A wiem, że coś się stanie. Nie tyle, że będzie inaczej, ile nie tak, jak być powinno.
Właśnie dlatego czuję, że ZOSTAWIAM.

Wasza Udręczona Mentorka.
  • awatar Pozytywna Pesymistka: Jesteśmy w podobnej sytuacji. Wyjechałam do większego miasta do LO i również tylko co dwa tygodnie odwiedzam dom. Nie martw się, ten stan podniosłości Ci minie, człowiek ma to do siebie, że się przyzwyczaja. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Nasze prababcie miały bajki i opowieści swoich kuzynek zza siedmiu miast i wsi.
Wzdychały wtedy z podziwem i mówiły: "Też bym tak chciała."
Co mamy my? A może raczej, co mam ja. Ja mam pod nosem historie, które są aż nie do uwierzenia.
Siedzą takie przymulone panny z tłustymi włosami na przystanku autobusowym (zapewniam, że to ich jedyne miejsce spotkań) i chwalą się swoimi "doświadczeniami".
Albo poznaję jakąś osobę, z góry spisuję ją na straty, a bo taka-owaka. A tutaj... OKAZUJE SIĘ.
Właśnie.
Choruję na OKAZUJE SIĘ w kontekście innych ludzi.
Jak?! To bardzo proste pytanie jest. Cholernie proste.
Chyba przypadkiem, bez świadomości. I planu. Och, na pewno.
Nawet nie zdają sobie sprawy z tego, co ich spotkało.
Bo chyba to nie jest tak, że cały świat jest mądrzejszy ode mnie, ma jakieś metody, których ja nie znam?
Jestem gotowa zaakceptować fakt, że cały świat nie wie, co robi.
Często słyszę, że taka-a-owka może sprzedać mnie zanim się obejrzę.
Gdzie jest ta recepta? Czy to możliwe, żeby było nią milczenie?
Nie, nie, nie!
Oddaję pełne prawo do niesamowitych historii ludziom, którzy mogą mnie inspirować i dawać nadzieję, że mnie też taka historia też czeka, jeśli się postaram.
Ale stanowczo nie zgadzam się, żeby ktoś, kogo największą ambicją jest mieć na fajki przeżywał coś, czego ja mogę mu pozazdrościć.

PS: Wszelka zbieżność wątków jest przypadkowa, proszę mojej drogiej M, więc nie myśl, że to o Tobie.
I wcale mi nie robisz nadziei

Wasza Mentorka.
  • awatar Gość: A kto tu mówi o rozśmieszaniu kochana? (;
  • awatar Gość: Ja-bo każdy tak może. Wystarczy to wiedzieć, skoro wiesz że tak możesz to jet to 50%sukcesu.
  • awatar Gość: Siedzą takie przymulone panny z tłustymi włosami na przystanku autobusowym-zabiło mnie to :D Co do wpisu, oczywiście absolutna racja (;
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dobry wieczór.

Pisane przy:


- Przyszły Pan Inżynier już nie podjeżdża pod dom Przyszłej Pani Farmaceutki. (Sąsiadka.) - Stwierdziłam, wchodząc do kuchni, żeby przygotować kolację.
- Przyszła Pani Farmaceutka i jej chłopak nie mają czasu. Spotkają się, jak znajdą trochę wolnego. - Odparła mama.
- Co takiego? To ludzie mogą potrzebować siebie w określonych terminach?!

Wydaje mi się (albo jestem staroświecka), że gdybym była z kimś w związku to ciągle by mi tego kogoś brakowało. Byłabym nienasycona. Wciąż miałabym Mu coś do powiedzenia. I może w końcu ten ktoś nauczyłby mnie słuchać.
Moja mama wierzy w ramy. Ramy związkowe. Schematy, zachowanie dystansu i kierowanie swoim życiem tak, by miłość była dodatkiem.
Ja wierzę w miłość.
A od dziś zaczęłam także wierzyć we wkręty do ścian.
Ramy i wkręty do ścian powodują, że ludziom brakuje spontaniczności, śmiechu i okazji do wspólnego zbierania liści.
Ktoś dziś powiedział, że chciałby mieć w domu bukiet z jesiennych liści, ale nadal w dłoniach trzymał kluczyki. Park był parę kroków od niego.
Odległość.
Jaki jest wzór na odległość chęci pobycia przy kimś, a tym, że zaplanowało się coś innego?
Miłości od związku? Czy to dzieli się przez pracę i wieczorne zmęczenie?
Nieważne, ile będziemy mieli powieszonych zdjęć z przeszłości na ścianach w naszym mieszkaniu.
Nieważne, co zaplanujemy na bardziej odległe wolne chwile w mniej odległej wolnej chwili.
Byłam na wieczornym spacerze z muzyką.
Lubię zaglądać ludziom do okien ich domów, gdy nie są tego świadomi.
W pokoju Przyszłej Pani Farmaceutki świeci się spokojne światło.
Ale czy pośród jej dyplomów, mądrych książek napisanych przez mądre głowy i wiary w przyszłość jest troszkę miejsca na tęsknotę?
Cóż z tego, że jest rama (do zdjęcia).
Albo ten wkręt do ściany.
Jeśli nie ma sceny z życia, którą chciało by się zapamiętać... nie ma niczego.

Wasza Mentorka.
  • awatar Pisane Ziarnkiem Kawy...: w porównaniu co do niektórych zarabiam uczciwie i nie żyję złudnymi marzeniami, że uda mi się wydać książkę itp. A jeżeli dla Pani miastowej taka praca jest śmieszna to jesteś po prostu żenująca. I dla Twojej wiadomości również pochodzę z miasta i nie robię z siebie wielkiej księżniczki. Widzę, że nie wiesz czym się różni picie od picia. Radzę się dokształcić. :)
  • awatar nie osiągając nic.osiagnęła cały świat.: Napiszę tylko: otóż to!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›