• Wpisów:130
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 18:44
  • Licznik odwiedzin:38 107 / 2926 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hejka

Pisane przy:

Edyta Górniak - "Szyby". (Na mp3.)

Zanim tutaj przyjechałam moja babcia poprosiła, żebym zachowywała się przyzwoicie, bo co można w szkole (Ależ można wywoływać szkolne skandale i zachowywać się przyzwoicie! xD), przypomniała sobie dobre maniery i przestrzegała zasad.
Gdy już byłam na miejscu w mojej główce pojawiło się pytanie - Czy zasady są dla nas, czy to my jesteśmy dla zasad?
Niby one pomagają nam obrać jakąś drogę, odnaleźć się w życiu, są tak jakby drogowskazem. Ale jeśli ja nie chcę jechać autostradą, tylko ścieżką leśną? I nie po drodze mi takie drogowskazy?
Tak, czy inaczej, na podstawie tego, czy przestrzegamy zasad, czy nie, oceniają nas inni. I co najgorsze, nie pytają o powody naszych decyzji.
Złapana już we wszelkie "wypada" i "nie wypada" nie założyłam dziś krótkich spodenek, bo nie świeci słońce.
Czym są zasady? Czy fakt, że usłyszymy jeszcze jedno "Nie, nie wolno Ci." ma nas uszczęśliwić?
Carrie miała je gdzieś, ale nie tak bardzo jak Samantha. Samantha uczyniła sobie z nich coś przeciw czemu może się zbuntować.
Tak więc chodzi o bunt, o odnalezienie własnej wizji życia?
Najpierw musimy je poznać. Coraz częściej wydaje mi się, że gdybym nie była taką "ułożoną dziewczynką" byłabym zadowolona z tego, co osiągnęłam o wiele bardziej. A tak? Odwracam się do tyłu parę razy dziennie i pytam: "Jak on to odbierze?" "Jakiego pretekstu potrzebuję...?"
I tak robię to, co chcę, ale ładnie to zapakowuje. W papier o nazwie Przestrzegam Zasad.
A gdy coś mi się nie uda, słyszę - Tak się starała, przykładała... inni robili tak samo, kierując się tym samym i... im wyszło.
Tak, jak już wcześniej wspomniałam - Poznać i odnieść się do nich. Niektóre wybrać, podrasować inne, jeszcze inne skreślić i wyrzucić z naszego Słownika Norm. Ale JAKIEŚ musimy mieć, bo się pogubimy. A zasady są ruchome, często naginamy je jak prawo.
Ale we własnym świecie, więc wydaje nam się, że ok - nie oszukujemy siebie. Skomplikowane. Następnego dnia nie poznajemy się w lustrze i pytamy: "Do diabła, jak mogłam?"
- Mogłaś. - Odpowiadam sobie. I świetnie się przy tym bawiłaś.
Wyrzuty sumienia. Gorzej. Wyrzuty sumienia chrześcijanki.
Zastanawiam się, czy pokazać tego bloga komuś, z kim łączą mnie tylko zasady wspólnej współpracy.
Nie chcę wyjść poza kompetencje i być może to jedyna szansa, żeby on jeszcze chciał mnie oglądać. Ten Ktoś.
Konwenans jest jak zamknięta furtka, czy czekająca na mnie winda?
I czy naprawdę muszę się przystosowywać? Albo wymyślić jakiś szkic, żeby "Ludzie sobie myśleli?"
Nie jestem formalistką, ale zdanie zaczynam od "Zasadniczo..."
Zasadniczo dużo rzeczy zmienia się z dnia na dzień, a nawet z uczucia na uczucie.

Chcemy sobie poużywać formułek i definicji, a później i tak powiedzieć coś własnymi słowami.
I pozwólcie nam na to :-)

* * *
Jestem tutaj i mam wrażenie, że to jakiś pieprzony odwyk. Od kogoś, do kogo nie mam prawa zwrócić się inaczej, niż formalnie.
Najpierw wyjazd do cioci Lucynki, teraz wyjazd na rehabilitację. I co? I jakoś nie pomaga Panie Boże Twój sposób.
Ok, dałeś mi nauczkę. Ale wiesz co? I tak wyjdzie na moje! :-)

Wasza Mentorka.
 

 
Witajcie

Mam dla Was coś pozytywnego :-)

Nigdy się nie poddam!

1.
Rozpakuję rzeczy z walizki,
Drogocenne ciuszki, bo wybrane przeze mnie.
Taka przestraszona, że mogą mi ukraść tę niebieską spódniczkę.
Spódniczki nie zdejmę ani na chwilę,
A oni i tak ukradną mi walizkę.
Później wszyscy, którzy się znają wyjdą razem na piwo.
A ja wypiję kakao i zasnę z planem Jutrzejszego Dnia.

Jutro poznam moich wrogów,
Jutro nie dostrzegę przyjaznych spojrzeń.
Jutro jest wieczne!

Ref:
Nigdy się nie poddam!
Grzecznie poproszę życie o to, czego chcę.
A jeśli będzie trzeba wyszarpie mu to z gardła.

Ja po prostu uważam, że zwycięstwo mi się należy!

Gdy zapytasz mnie, o jakim prezencie marzę,
Odpowiem, że o zbawieniu.

Nie muszę wąchać pieniędzy,
Wystarczy mam na koncie trzy spalone czajniki.
Nieważne.

I tak, nigdy się nie poddam!
Grzecznie poproszę życie o to, czego chcę.
A jeśli będzie trzeba wyszarpie mu to z gardła.

2.
Nawet nie wiesz, po co tu przyjechałam.
Zawsze, gdy będziesz wychodziła, trzaskając drzwiami.
To umili mi dzień.
Zostawisz mnie śmiejącą się podłodze.

Powodem, dla którego Cię pocałuję, chłopcze
Będzie to, że chcę się już z Tobą pożegnać.
Nie liczy się dla mnie, pod jakim jesteś wrażeniem.
Chcę Ci już powiedzieć DO WIDZENIA.

Ref:
Nigdy się nie poddam!
Grzecznie poproszę życie o to, czego chcę.
A jeśli będzie trzeba wyszarpie mu to z gardła.

Ja po prostu uważam, że zwycięstwo mi się należy!

Gdy zapytasz mnie, o jakim prezencie marzę,
Odpowiem, że o zbawieniu.

Nie muszę wąchać pieniędzy,
Wystarczy mam na koncie trzy spalone czajniki.
Nieważne.

I tak, nigdy się nie poddam!
Grzecznie poproszę życie o to, czego chcę.
A jeśli będzie trzeba wyszarpie mu to z gardła.

A teraz coś dla jaj ;-)

http://www.plotek.pl/plotek/1,78648,8199995,Parodia_Justina_Biebera__Baby___Wideo.html

http://www.plotek.pl/plotek/1,78648,8117073,Dziadkowie_parodiuja_Katy_Perry__Wideo.html

Życzę głośnego brzdęku kieliszków Każdemu, kto coś świętuje ;-)

PS: Jutro do południa musi padać!!! xD A ja muszę założyć do kościoła tę nową, jasno-różową spódniczkę ;-)

Wasza Mentorka.
 

 
Hej

Pisane przy:


Moja mama powtarza od rana: Proszę, zrób pranie ręczne w tym delikatnym płynie, zjedz porządne śniadanie... zrób coś z tym kotem, czemu on ma od wczoraj nieumytą miseczkę?
Ja, oczywiście, wiem, że życie składa się z takich właśnie drobiazgów, ale wiem także, że jeśli tylko te drobiazgi będą w kręgu moich zainteresowań, ro raczej się nie wybiję, w jakikolwiek sposób. Jak to się tak ładnie nazywa? Aha, spełznę na niczym.
Co mogę mieć do dziewczyny, która starannie sprząta swoje mieszkanie? Nic. Jest ok. Ale wolę dziewczynę,która oprócz tego, że starannie je sprząta, ma jeszcze jakiś aranż, pomysł na mieszkanie, jest ono urządzone w stylu, który oddaje jej osobowość.
Co mogę mieć do faceta, który dba o swojego kota? Nic. Ale wolę faceta, który zabawnie go nazwał i w towarzystwie opowiada śmieszne anegdoty z życia swojego kota.
Właśnie, życie na które ktoś zwróci uwagę jest bogate w oryginalności, niespotykane zainteresowania, indywidualne akcenty.
Jeśli tym, jacy jesteśmy i co robimy się nie zaznaczymy, to nikt nas nie odkryje.
Mam wrażenie, że mamy pieprzony obowiązek wszystko naprawiać, mimo, że nie jest zepsute.
Bo kto w ogóle skojarzy dziewczynę bez stylu, albo nie wyróżniającą się na roku? Każda chwila jest walką o nasze miejsce w tym świecie i uciekamy się do przeróżnych metod, by być lepszymi od innych, a gdy po prostu nie umiemy być lepszymi od innych, to robimy wszystko, żeby być różnymi od innych.
Poprawiać, ulepszać, akcentować. - Takie słowa można dodać do 10 Bożych Przykazań.
Czasami wymyślamy i dodajemy, ale to jest nasza dżungla. Nie wystarczają już grzeczne metody, więc ich nie stosujemy, jednocześnie będąc uprzejmymi i miłymi, bo jakżeby inaczej ;P
Być jakimś to za mało. Trzeba dobrze wiedzieć, jakim chce się być i mieć jeszcze 3 wersje alternatywne. Trzeba wiedzieć, jak pokazać światu swoje.
Bo coraz to nowsze rzeczy uważane są za standard. Np. Wyprasowane ubranie.
Ok, ale wiecie, ile mnie to kosztuje? Całe sobotnie popołudnie, przy serialu Przyjaciele ;-)
Zupełnie, jak w piosence Avril - Czymkolwiek, ale zauważalnym.
Powoli zacierają się stwierdzenia, że ktoś jest dziwny. Wypowiadają je tylko osoby niepewne siebie i pełne kompleksów z jednoczesnym brakiem pomysłu na siebie.
Teraz mówi się, że ktoś "Walczy o swoją pozycję".
Zwykłe, codzienne życie zaczyna przypominać show-biz.
Promujesz się, na każdym kroku, by być z siebie dumną, gdy ktoś powie - Wyrobiła się.
A uczucia wrzucasz w koszty.
Standard wykonujesz po nocach, bo nie chcesz pozwolić, by ktoś nazwał Cię "zwykłą dziewczyną."
Zwykłe, do są ściereczki do wycierania kurzu.
A CIEBIE MUSZĄ ZAPAMIĘTAĆ.

# # #

W poniedziałek rano - wyjeżdżam i wrócę jeszcze w sierpniu.
Zabieram ze sobą notatnik, który zatytułowałam - Organizacja Roku Akademickiego.
Bo jak twierdzi moja babcia - Trzeba mieć plan A i plan B, i C w szafce, D w kieszeni...;-)

Wasza Mentorka.
 

 
Witam

Pisane przy:


Chciałabym kupić swoje szczęście i jeszcze mieć na nie dożywotnią gwarancję.
"Moja przyszłość zaczyna się TERAZ." - czytam w tych wszystkich mądrych poradnikach, jak sprawić, by moje życie było lepsze. W tej chwili jestem zadowolona z mojego życia, pełna satysfakcji, czuję się zrealizowana.
Ale sen z powiek spędza mi przyszłość. Nawet nie wiem, czym jest. Czy to tylko ja posunę się w latach? Nie. Muszę dbać o spełnienie marzeń, małymi kroczkami, pozornie nic nie znaczącymi decyzjami. Powinnam żyć tak, by niczego nie żałować, niczego się nie wstydzić i doświadczyć wszystkiego, co warte poznania. W świetle powyższych słów, owa przyszłość jawi się, jako mój wróg, który już teraz mnie trapi.
Moja babcia, która nawet nie wie, co to coaching twierdzi, że swoje pełne radości życie naprawdę można sobie zaplanować. Trzeba tylko wiedzieć, czego się chce od życia. Czasami grzecznie o to prosić, a czasami wyszarpywać życiu z gardła.
Ale życie się o nas nie upomni, to my musimy upomnieć się życiu o nasze szczęście. Nawet marzenia muszą być odpowiedzialne. Zastanawiajmy się, do czego nas to doprowadzi. Nie, to nie sprawi, że staniemy się ludźmi-kalkulatorami życiowej opłacalności. Ale w tym wszystkim gdzieś musi być kierunek, po prostu sens.
W sklepie z laptopami dostałam gwarancję, że gdy coś jest już popsute, to oni to naprawią, a nie, że nic się nie popsuje - i tak samo jest z życiem.
Wstrząsy będą na każdym kroku - rezygnacja z przyjaciela, który okazał się niedojrzały emocjonalnie i kompletnie różny ode mnie, między wypełnianiem papierków i podań na studia... i uśmiechami. Dla sąsiadki, bo tak ładnie wygląda, dla sąsiada, bo z taką starannością przystrzygł trawnik. Nie okazywaniem smutku wszystkim dookoła dajemy sobie szansę. Sobie i Temu Komuś, kogo szukamy.
Dziś oglądając film usłyszałam takie zdanie - Trzeba wiedzieć, czego się szuka, inaczej łatwo to przeoczyć.
Ja wiem.
Dlatego przełknęłam marzenia, strawiłam...
I wybrałam coś korzystnego.
Tak często nie chcemy żałować dokonanych wyborów. I nad ten strach przekładamy spontaniczne okazje.

Czasami trzeba kogoś zranić, a później wrzucić to w koszty.
Bywa, że tym kimś jesteśmy my sami.

Ale życie jest inwestycją, a od nas zależy, jak bardzo oprocentujemy sobie teraźniejszość, by zarobić w Przyszłości.

Wasza Mentorka.
Przyszła studentka Kulturoznawstwa ze specjalnością Animacja kultury i PRu w Opolu.

* * * * *

Wyjeżdżam.
Nauczyć się znowu skakać do góry, poznać ludzi, którzy mają gorzej, a jednocześnie się mniej tym przejmują... coś napisać, coś innego skreślić.
Na rehabilitację.
Mojej kończyny dolnej lewej. Z seksownym udem ;-)
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: No to ciekawe studia, wiesz nigdy nie wiemy co sie w zyciu zdarzy gwarancji nigdy nie dostaniesz. A z gwarancja na rzeczy to jest zazwyczaj tak ze sie psuje dwa dni po skonczeniu gwarancji
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam, wieczorową porą ;-)

Pisane przy:


Marzenia, ok.
Ale czy marzenia są warte czekania aż się spełnią i tej świadomości, że nie masz gwarancji, że to się stanie?
Dlaczego tak trudno marzyć, gdy jesteś nie tylko samotna, ale i też sama?
Czy w swoim marzeniu naprawdę jesteś SAMA I SAMOTNA?
Dzisiaj usłyszałam, że mogę liczyć na rady od koleżanek, ale mogą to być rady z zazdrości, dane na złość. Nie z chęci, wsparcia, pocieszenia.
Staram się marzyć słysząc odgłosy zrujnowanych marzeń innych ludzi.
Wydaje mi się, że ktoś ma taką funkcję - zabiera nam marzenia, całą wiarę. Żebyśmy zmądrzeli, "przekonali się". I uważam, że to nie jest jedyna metoda by nas "wzbogacić w doświadczenia."
Gdy zrezygnuję z marzenia, czuję się jakbym zdradziła siebie. To ono nas motywuje, determinuje i daje nam nadzieję. Na pewno nie odbiera świadomość, że to czego chcemy jest takie z głębi serca "nasze".
Ale wątpliwość, że moje marzenie ma sens wprowadziło się do mojego domu na dobre. Dziś wieczorem miałam wrażenie, że pozdrowiła mnie z kubka do mycia zębów.
Jakie reakcje muszą zajść w mojej głowie, żebym zaczęła marzyć? Nie mogę czegoś zrobić ot tak, po prostu, tak od ręki? I zaczynam marzyć... bo wtedy mój cel wydaje mi się bliższy.
Wcale nie. Jeszcze troszkę. Zobaczycie. Niedługo marzenie nie będzie niczym innym, jak "zamierzeniem z terminem realizacji." Braknie entuzjazmu do marzeń. I tej nutki niepewności.
Nie chcę traktować moich marzeń, jak zadań do wykonania. Wolę być pozytywnie zaskoczona.
Marzę o tym, by marzyć, jak Carrie Bradshaw.
Coś w tym kierunku robić. Nie czekać na różdżkę.
Tylko wziąć kawałek patyka i... czarować ;-)
Czy w następnym pokoleniu marzenia pójdą na emeryturę i zostaną tylko "Nierozsądnym wspomnieniem"???
A co, jeśli za jakiś czas dziewczyny przestaną uwzględniać marzenia w swoim planie dnia, a nawet w planie 5letnim?
Czy to są moje skrzydła, czy jakiś pieprzony rozklejacz???
Zadaje sobie pytanie - Co mi daje chęć do marzeń?
To nie tak, że są jakimś innym światem...
Marzenia nie są alternatywami, szybciej ucieczką.
Prawda jest taka, że nie chcę wiedzieć, jak moja historia się kończy.
Mam tylko życzenie - wiedzieć, jak się zaczyna.
I z jakich powodów.

* * *

Dziś przeczytałam takie zdanie: "Kocham Cię. Ale siebie kocham bardziej."
Mam przeświadczenie, że Moje Życie razem z Panem Bogiem śmieją się ze mnie teraz przy herbatce.
A ja mam ochotę zapytać - O losie, co Ty znowu kombinujesz... xD

Wasza Wyspana Na Zapas Mentorka.
  • awatar chocolatecake: jest w marzeniach coś takiego... niedoścignionego, dlatego sa takie wspaniałe, możemy starać sie do nich dazyć, ale nie możemy ich osiągnąć. Musimy również naucyzć sie odróżniać marzenia od celów :).
  • awatar Gość: ZAPRASZAM do mnie, sprzedaję tanio dużo modnych ciuszków i nie tylko :):)
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Łatwo mówić gorzej zrobić z tym zapominaniem. Okazalo sie ze ten debil zabral jeszcze moje winyle, najlepsze najdrozsze. Kolejne 5 stow w plecy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Witam

Pisane przy:


Właśnie się obudziłam, bo chciałam wyspać się na zapas... xD Jutro wstaję o 3 w nocy i kierunek -> Kraków.
Co mnie obudziło? Nie, nie rozkoszne myśli... głos sąsiada twierdzącego, że "nazwyczajniej źle robię."
Jeszcze nie podniosłam główki z poduszki, a już zadałam sobie pytanie: "Skąd-on-to-kurczątkozKFC-wie."?
I to zmusiło mnie do refleksji, aczkolwiek jeszcze nawet nie umyłam zębów.
Czy warto mówić "Coś komuś, z sympatii?" Ot tak, żeby miał satysfakcję, że sąsiedzi coś o sobie wiedzą? Żeby było miło? Czy warto się komukolwiek niesprawdzonemu choć tak troszkę zwierzać, żeby tworzyć iluzję bliskości (W razie, gdybyśmy potrzebowali sąsiedzkiej pomocy, czy pomocy kogoś, kto się na czymś po prostu zna?)
Nie znamy tych ludzi. Mnie obudziła energiczna i pełna zaangażowania wymiana poglądów mojej babci z sąsiadem o mojej decyzji.
Odkąd w ogóle się dostałam te studia czuję, że cały świat wie lepiej ode mnie co jest dla mnie najlepsze.
A więc?
Mówić (nawet bliskim, którym nie ufamy) i liczyć na dobre rady, które nie będą jednak wtrącaniem się, czy twierdzić: "Poradzę sobie.", a tym sposobem tracić szansę na jakąś mądrą sugestię?
Co zrobić, gdy obok nie ma osoby, która doprowadziła do tego całego zamieszania? Która włączyła mikser? A ja teraz jestem w mikserze, kręcę się i kręcę...
Coś mi się wydaje, że selekcjonować takie osoby na Nadajesz się i Zwyczajnie Się Nie Nadajesz.
I mówić im prawdę, czemu się nie nadają.
Niech-kurczaczekzKFC-wiedzą. Niech popracują nad sobą, bo niedługo własna żona przestanie im się zwierzać, bo uzna, że nie potrzebuje dołującej krytyki i niekończącego się oceniania.
Osobę wściubiającą nos w nie swoje kwestie naprawdę mało kto lubi. I są jakieś zasady, ale jak można nie wiedzieć dlaczego ktoś ma na imię tak, jak ma i już wypowiadać sakramentalne "Na Twoim miejscu..."? NIE JESTEŚ NA MOIM MIEJSCU! I wcale mi nie pomagasz, nie przydajesz mi się. Bo i jak? Motając? Zbijając mnie z tropu? Ja mam taki magiczny narząd - usta. Tymi ustami proszę o jakąś radę.
Nie mam wewnętrznej potrzeby wiedzieć, co na temat moich życiowych wyborów uważają ci, którzy dowiedzieli się przypadkiem. I chcę dodać, że najprawdopodobniej w moim życiu również zjawili się PRZYPADKIEM.
Szczerość, szczerość, szczerość - cenniejsza, niż przyprawa z paznokcia z palca wskazującego u kota rudego, chowanego na wsi pod Częstochową.
I w niektórych momentach najzwyczajniej nie opłaca się być "milutkim".
Tak trudno powiedzieć: "Nie życzę sobie."? "Nie pytałam panią szanowną o zdanie."? Tak trudno mieć satysfakcję, że za sterem swojego ekskluzywnego jachtu stoi się samemu, lecz nie samotnie?
Całe to pieskie życie polega na dobieraniu sobie ODPOWIEDNICH LUDZI.
I jeszcze na podejmowaniu własnych decyzji. Ok, niech zgadzają się z tym, co "ktoś tam" sobie sądzi, ale niech są prywatne, osobiste.
Bo ktoś, choćby nie wiem, jakie miał dobre chęci nie będzie później ponosił konsekwencji naszych wyborów, nie będzie odpowiadał w naszym imieniu.
W wyobraźni wszystko jest proste, tak. Ale wyobraźnie zostawmy pisarzom.

Wasza Naprawdę Pewna Swego Mentorka.
 

 
Witam ;-)

Pisane przy:


Tak twierdzi moja mama.
Jestem uduchowiona i nie uważam, żeby mi to przeszkadzało w najmniejszym nawet stopniu. Stopieńku. Stopienieczku.
Nie jestem nawiedzona, tylko natchniona.
A ona uparcie powtarza, że świat jest inny, niż go sobie wyobrażam i z niesamowitą pewnością stara mi się przemówić do rozsądku, że życie jest wredne, a chwilami bywa kurewskie.
Lubię to moje "więcej". Zasnąć bym bez niego nie zasnęła. Uwielbiam więcej myśleć, więcej czuć, więcej doświadczać i więcej... upadać.
Bo dzięki temu więcej razy mogę się podnieść.
Jestem mądrzejsza. Rozważania mnie kształtują.
A co, jeśli ja chcę wierzyć w to, że znajdę tak samo entuzjastycznych ludzi jak ja? Tak pozytywnych i pełnych przekonania, że to, co robią jest bardziej wartościowe? Jeśli naprawdę są tacy, którzy wierzą w to co i ja i w życiu kierują się takimi samymi zasadami?
Nienawidzę, gdy mamy niszczą córkom TĄ WŁAŚCIWĄ, NAJWŁAŚCIWSZĄ WIZJĘ ŻYCIA, argumentując to tym, że "Możesz zostać źle przyjęta, źle odebrana, od razu odrzucona."
Czy życie czyha na moje życie? xD
Wiem, że to jest trudne być artystką, z innymi zapatrywaniami, niż inni. Ale właśnie takiej mi ze sobą najlepiej. I niewiele mnie obchodzi, co sobie pomyśli sąsiadka widząc mnie, jak tarzam się w sianie w różowych, lakierowanych glanach w lecie! ;p
To nie nawiedzenie te moje przekonania - to moje ustosunkowanie się do życia, nad którym naprawdę dużo pracowałam i nie raz dostałam emocjonalnie w d, żeby wyrobić sobie takie stanowisko, więc to nie tak, że jest to niesprawdzone i odrealnione.
Jest trudniej, tak. Różnić się jest trudniej.
Ale walka o moje "ja" właśnie w takim świecie daje mi taką satysfakcję, jak nic innego. Na pewno nie jak potakiwanie "Tak, jasne, oczywiście." Gówno prawda.
Skądś musiałam tę "życiową naukę" czerpać, wyrabiać sobie tę mądrość życiową. Ktoś musiał napisać te wszystkie książki, które przeczytałam, artykuły w gazetach i przeprowadzić te rozmowy, których styl mi zaimponował.
Więc tak naprawdę nie jestem osamotniona. I poradzę sobie. Nie będzie łatwo. Ja nawet nie chcę, żeby było łatwo.
To jest mój sposób, moja metoda.
Być może ktoś mnie zmiesza z błotem, ale nie dbam o to. Dbam o siebie.
I moja osobowość nie jest żadnym rodzajem ucieczki od prawdziwego życia, tylko wyborem.
A owo prawdziwe życie nie raz dostało ode mnie w twarz i jeszcze nie raz dostanie.
Jestem natchniona samą sobą. I tymi wszystkimi rzeczami, które planuję, osobami, które podziwiam. Tym wszystkim, co jeszcze przede mną.
A może ta konfrontacja ze "złym światem" będzie najcenniejszym doświadczeniem, jakie może mnie spotkać?


* * *

Dla wszystkich córek, które nie rozumieją swoich mam i mam, które nie rozumieją swoich córek polecam najnowszy konkurs Twojego Stylu, w którym ja - oczywiście, biorę udział ;-)

PS: Pomysł na niedzielne popołudnie?
Przeprowadź wywiad z własną babcią.
Nagraj go kamerą, to taka oryginalna pamiątka :-)

Wasza Mentorka Ze Zmienionym Głosem Na Skutek Czegoś, Do Czego Oficjalnie Się Nie Przyzna ;P
  • awatar chocolatecake: uważam że to właśnie w życiu jest najlepsze, każdy może być inny!, i niepowtarzalny! dzięki temu nie jest nudno, gdyby każdy biegał w różowych glanach, sąsiadki może i by się nie dziwiły, ale za to świat był by zbyt nudny i.... różowy! :)
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Ja tez mam np swoje odmienne zycie i zdanie. Jak kolega przyjaciolki przyjechal po mnie we Lwowie by mnie zabrac n PKS najnowszym modelem Lexusa to ja zadawalam mu pytania a ile on pali, a nie zal ci zawieszenia, a cos tam. On tak patrzy na moja kumpelke i pyta co jest ze mna nie tak, ona nie przejmuj sie Bradshaw ma tylko meski mozg. Rozbawilo mnie to jak nie wiem. Teraz w USA fotografuje rejstracje samochodowe bo nie sa standardowe jak w Polsce. Mam przynajmniej tylko tyle ze moja mama mnie rozumie i zawsze we wszystkim wspiera, ale za to ciotka patrzy jak na dziwadlo. Bo nie lubie bizuterii bo nie chce miec imprezy urodzinowej i inne bo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Do tej pory myślałam, że wewnętrzna pewność i rozsądne powody wystarczą, by podjąć decyzję. Dołączałam do tego rozmowę z mądrą przyjaciółką i rozmyślania nad ewentualnymi konsekwencjami.
Ale najważniejsza była myśl, czy to, co robię, robię w zgodzie ze sobą.
Widziałam taką scenę w filmie, gdzie mężczyzna pyta się swojej ukochanej: "I naprawdę, będąc z nim, chcesz całe życie się zastanawiać, jak by to było ze mną?"
Właśnie. W czym ujawnia się skutek trafnego wyboru?
Czuję, że nie wystarcza mi powtarzanie jak bardzo nie chcę tego i tamtego.
Czy wszystkie "dobre decyzje" są subiektywne?
Owszem, nie możemy wszystkiego przewidzieć. Ale to, jak się będziemy czuć w danym zawodzie znając jego kompetencje i szanse rozwoju - już tak.
Krótko mówiąc - im dalej w las, tym więcej drzew.
Ile zależy od nas, a ile jest już nam z góry przeznaczone? Może to wcale nie jest tak, że to ja postanawiam. Może tylko coś mną kieruje.
Dziś usłyszałam, że Pan Bóg ma dla mnie plan zbawienia. Ale czy ma też plan mojej pracy? Mojego osobistego zrealizowania się? Nie.
On jest tylko obok, doradza. Zawsze mogę zwrócić się do niego z prośbą. Zwracam się i czekam na znaki.
Przed czym mam największy strach? Przed wyborem.
Wybrać to pfff... bułka z masłem.
Ale mieć później do siebie pretensje, że "A mogłam..."
Mogłaś. Ale postąpiłaś inaczej, więc spróbuj się w tym odnaleźć. Taka inna, alternatywna szkoła życia, gdzie wszystko rozumiesz dopiero po czasie.
Na tym chyba polega życie. A wybór szkoły to tylko jego aspekt.
Zamykam oczy i wyobrażam sobie moje wymarzone życie - robię w nim to, co jest mądre, przydatne pożyteczne i równocześnie mnie uszczęśliwia, spełniam się w tym.
Więc w czym problem?
Czy jesteśmy niewolnikami alternatyw?
I czy kiedykolwiek będziemy mogli być zadowolonymi ze swojego życia ludźmi, jeśli będziemy roztrząsać, jak wyglądało by to inaczej? Gdzie indziej? Z kimś innym?
Czytałam, że pełną satysfakcję gwarantuje tylko życie ukierunkowane i świadome.
Wypowiadam: Będę studiowała w Krakowie, wśród wartościowych, uduchowionych ludzi, w mieście artystów, dodatkowo będę miała szansę zmądrzeć.
Kierunek, który da mi świadomość potrzebnej pracy i chleb na stół.
Co czuję?
Entuzjazm, radość, powiew wyzwania.
Zmienia mi się głos, gdy o tym mówię.
Czuję, że jestem na swoim miejscu.
Mogłabym o tym napisać piosenkę! :-)
Wiem, że to mój dług wdzięczności.
Mam przeświadczenie, że Bóg mnie do tego wybrał.
Ukartował całe to szaleństwo z wynikami matur, rozmowę z M^^, rozstanie z kandydatem na faceta, Marcinem (żeby do mnie dotarło, jakiego faceta potrzebuję).
On to wszystko wymyślił dla mnie.
Za 8, 10 lat otworzę poradnię małżeńską i będę jak umiem najlepiej spełniała moje mądre powołanie.
A obok będę pisarką, animatorką kultury... i kim tylko zechcę. Bo z czyją pomocą to zrobię? Tylko z bożą.
Przyszła pora, żeby się u Niego "wyrobić", zasłużyć sobie troszkę na spełnione marzenia.
Ja siebie tam po prostu widzę.
Wiem, że On mnie nie zawiedzie.
Pamiętam to popołudnie, gdy ze łzami w oczach na mszy nie pytałam: "BOŻE, DLACZEGO?!", tylko prosiłam Go, żebym w najbliższym czasie zrozumiała, po co to było.
To wtedy po raz pierwszy zobaczyłam, że ktoś może być przepełniony bożym blaskiem, pełen natchnienia.
Też tak chcę.
Odnalazłam swoje zadanie.

Co z tego wynika dla Was?
Więcej wiary w SIEBIE.

* * *

Niedługo wyjeżdżam do Krakowa "rozejrzeć się".
Czy Kraków będzie miastem moich największych wzlotów i porażek?

Wasza Mentorka.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: No moim zdaniem jestesmy uzaleznienie od alternatywn a cale nasze zycie to gdyby... Ale no coz... To ja z mila checia sie do Ciebie wybiore moze ty powiesz mi czego chce od zycia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam wakacyjnie ;-)


Sukces! :-)
Dostałam się na Akademię Papieską w Krakowie.
Zaczęło się od drobnej sugestii.
Nic nie wiedziałam, tylko czułam. Nieuzasadnioną więź.
Wystraszyłam się i właśnie o tym chcę dziś napisać.
Dopóki marzenie jest marzeniem jest spokojnie.
Rodzina twierdzi, że jestem ambitna, ktoś znajomy wypytuje się o powody decyzji, a ja wymyślam wytłumaczenia, czemu właśnie tam.
W między czasie sama siebie do tego przekonuje. Teraz miałam na to tak mało czasu... ale wygrałam z nim, wyszłam na swoje. Miałam racje.
Marzenie nie jest równe marzeniu.
Bo gdy leżałam pod gruszą oddając się terapeutycznej "Godzinie na myślenie." nic nie było takie ekscytujące, jak teraz. Czy to znaczy, że nie wierzyłam w swoje marzenia?
Wierzyłam, wytworzyłam tą wiarą czynnik sprawczy.
I to właśnie on wybałuszył mi oczy i sprawił, że moja szczęka opadła.
Przyciągnęłam do siebie szczęście, a teraz spełnione marzenie wydaje się być kłopotliwe.
Czy sprostam postawionym przede mną oczekiwaniom?
Jestem mądra. Umiem potraktować to zadaniowo, jak wyzwanie, ambicjonalnie.
Zabawne, ale spełnione marzenie staje się po jakimś czasie obowiązkiem. A nawet powinnością.
Jeszcze troszkę i zamiast się nim cieszyć, będę sceptycznie nastawiona. Jutro zacznę żartować z własnego szczęścia. Ale gdy los daje Ci taką szansę... nie wykpisz jej, prawda? Nawet, jeśli było by w Tobie duuużo strachu przed tym, co Nowe.
Teraz pora odnaleźć w sobie tę cząstkę siebie, która tęskniła za zmianami.
Znaleźć pozytywy (cały czas je powtarzam).
Odpowiednio się do tego przygotować. Przewidzieć to, co do przewidzenia, także spontaniczne decyzje.
Pora wykazać się dojrzałością. Do swojego Wielkiego Marzenia Numer 1 doczepić kilka małych i zacząć żyć tak, jak bardzo się chciało, ale coś blokowało.
Przyznam, że miałam ochotę uciec od mojego spełnionego marzenia.
Ale gdy już ochłonęłam, chciałam rzucić się na szyję komuś, kto mi to zaproponował.
Gdybym nie zdała języka polskiego na 39 %, nie pojechałabym do kościoła, pytać Boga "Co dalej?", nie zaczęłabym gadać swobodnie z Tym Kimś i... sugestia by nie padła, a w związku z powyższym, nawet nie wiedziałabym o tej uczelni.
To, co mnie tworzy to nie tylko rozsądek i pozytywne myślenie. To przede wszystkim, marzenia.
To one dają mi tę pewność siebie, a spełnione wynoszą na wyżyny.
Ta piosenka jest o tęsknocie. Ja też tęsknie. Za tym czymś, co mnie spotka. Już tęsknię.
Marzenia niespełnione pozwalają nam się odkryć, lepiej poznać, zajrzeć w głąb siebie. Marzenia spełnione, pozwalają nam się sprawdzić.

* * *

Wróciłam z wakacji.
Mała dziewczynka zapamiętała zupełnie inne miejsca, niż zastała duża dziewczynka. Innych ludzi.
Ta podróż dużo mnie nauczyła.
Napisałam tam kilka artów, przyjechałam z głową pełną świetnych pomysłów.
Jeden z nich przedstawię Wam kolejnym razem, to Wywiad z Przeszłością.
Ponad to chcę obok otworzyć bloga o fantazyjnym aranżowaniu wnętrz i bloga z poradnikiem dla przyszłych licealistów (Się piszę.)

Wszystkim piszącym literatkom polecam najnowszy konkurs Twojego Stylu - też w nim biorę udział, z mamą.

Wasza Nie Wierząca Już W Każde Słowo Wartościowego Faceta Mentorka.

Ps: W związku ze zwiększeniem wakacyjnych obowiązków wpisy na moim blogu będą pojawiać się dwa razy w tygodniu.
 

 
Witam


Grunt pod nogami coraz bardziej grząski.
Coraz trudniej wytłumaczyć definicje...
Nawet kawa tak jakby smakuje inaczej.
Kilka dni temu moje życie wywróciło się i uderzyło w płytkę chodnikową tak, że aż ją złamało.
Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej. Słyszę o nowych szansach i tak się zastanawiam...
Na ile one będą nowe, a na ile to będą stare ambicje i cele pod nową nazwą, wygrzebane z dna szafy uczuć?
Czy po czymś takim, jak zmiana kierunku myślenia (i diametralna zmiana kierunku studiów)coś może być tak nowe, jak ekscytujące i fascynujące, czy może być już tylko straszne?
Fakt, po deszczu zazwyczaj wychodzi słońce, ale to nie oznacza, że za chwilę znowu będzie padać, może nawet lujnąć mocniej.
Na czym więc opiera się idea nowych szans? Czy to zmiany nadchodzące z zewnątrz, do których my musimy się dostosować, czy może zmiana naszego Wewnątrz i otwarcie serca na nowe perspektywy?
Czy Nowe jest naszym sprzymierzeńcem czy wrogiem i gdzie możemy szukać odpowiedzi, czego się spodziewać?
Ja dobrze wiem, czego chcę od życia. I znajdę to. Gdy nadejdzie Nowe, albo wygrzebię z zamierzchłych i zapajęczonych zakamarków strychu moich myśli.
Uważam, że to też troszkę zależy od nastawienia. Czasami nie ma sensu oddzielać grubą kreską TERAZ, OD BYŁO MINĘŁO. Nie ma powodów, by tworzyć, jakieś KIEDYŚ, do którego oficjalnie się nie przyznajemy, nie ma co nie wierzyć w swoją przyszłość.
Pod koniec zostanie to zamknięte w księdze Moje Życie, ale to już nie przez nas.
Nowe i Stare od zawsze jest w nas, częściej potrzebujemy wrócić Do Tego Co Było, zbytnio tego nie sakralizując, a przychodzą także takie momenty, gdy chcemy pomarzyć o tym Co Być Może.
W mojej opinii nie ma żadnego Nowego, które na nas czyha w ciemnej uliczce. Za to może przyjść Złe pod postacią Dobrego i namieszać.
Równie dobrze może sprowokować nas los, tak jak my możemy go sprowokować.
Wszystko zależy od naszego poczucia Tu i Teraz, jeśli będziemy się trzymać naszego drzewka (poglądów) to ono się nie złamie, a wiatr nas nie porwie.
Nowe jest od zawsze w nas, to potrzeba poprawy czegoś, ulepszenia, upozytywizowania. Po prostu nadzieja na lepsze.
Nie znajdziemy go wyjeżdżając w głąb Afryki, ani nawet na małą wieś, jak ja.
Wystarczy porozmawiać ze sobą. Zaakceptować nasze małe i duże "ale", przyznać się do tego i owego.
Ale nie warto całe życie zamykać się na szanse.
Co one nam mogą dać? Mogą namieszać równie dobrze, jak CzekanieNaRozwójWydarzeń.
Gotowość do wyzwań to już inna bajka, ale nie pozwólmy, by Nowe nami zawładnęło, by nam wytrzęsło z głowy rozsądek.
Czasami pochodzące w Księgi Nowe a opisane w rozdziale Zauroczenie uczucie jest błahostką.
I może ono być związane ze wszystkim.
Więc po co to podniecenie, ten szał radości?
Nowe może nas zgubić, jeśli nie jesteśmy stabilne emocjonalnie. Ale w każdym innym przypadku nie, po prostu nie.

Trzymajcie się.
Postaram się tam pisać, jak dorwę kompa z netem ;-)

Wasza Mentorka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Wyjeżdżam, nie uciekam. I nie życzę sobie, żeby ktoś nawet do pozornie intrygującej w ten niewłaściwy sposób relacji dorabiał ideologię.
Czy to jest naczelna ambicja wszystkich tych, którzy "Jakoś sobie nie radzą?" A może dorabianie do czegoś ideologii jest obowiązkiem obywatelskim, takim samym, jak oddanie głosu w wyborach obywatelskich.
Czy jest to naszą metodą na rozgrzeszenie się? Czy płynące z zewnątrz komentarze są tylko komentarzami, czy dorabianiem do czegoś ideologii?
Już zdążyłam się przekonać, że świat jest skomplikowany, ale żeby aż tak? Żeby nie znając czyichś (albo nawet swoich powodów) WIEDZIEĆ LEPIEJ? By lepiej wyjść w oczach innych, "uważamy", że ktoś podjął taką, a nie inną decyzję z takich, a nie innych powodów. To śmieszne. Czasami robi się coś dla siebie, czasami z dobrego serca, a tylko czasami by dawać powód do domysłów i plotek. Niemniej jednak zawsze znają się tacy Zainteresowani, którzy nas ocenią i puszczą tę opinię w świat, jako rzeczywistą.
A jeśli ja dużo mówię to znaczy, że się mądruję? Skąd! Po prostu mam na dany temat jakieś zdanie, ale nie tworzę nowych ideologii! Czy wymyślanie nowych tłumaczeń jest tylko nieumiejętnością dostosowania się do świata i wybrania słówek ze Słownika Słówek Już Istniejących?
Czy może tak dużo z nas olewa już ten świat i wymyśla całkiem nowe motywy, żeby nie powielić czyjegoś wzorca?
Gdzie jest granica pomiędzy chęcią walki a odwracaniem kota ogonem? I dlaczego tak po prostu nie pogodzimy się z tym, że coś już ma swoją nazwę, albo z tym, że może budzić podejrzenia.
Lepiej, żeby nasza wizja zakładała nam klapki na oczy? Owszem, używając tonika do twarzy możemy również wybielić się z pretensji do siebie, że robimy coś nie tak, punktując pozytywne powody naszej buty?
Czy robienie czegoś od początku do końca może dać więcej powodów komuś "do gadania", czy nam do myślenia?
Zastanówmy się, czy czujemy się szczęśliwsze z teorią naszego zachowania, czy po prostu robiąc to, co chcemy i nie oglądając się na czyjeś opinie.
Zawsze się znajdzie się taka plotkara, która choćby z własnej nudy wie lepiej od nas.
Czy istnieje na to jakaś recepta???
Może zapytamy się jej skąd wie i czemu jest taka pewna.
Niech nic, ani nikt nie sprawia, że czujemy się niepewnie. Będzie targał nami wiatr, ale o ile wygodniej jest żyć tak "po prostu"?
Zatrzymywać się, śmiać i nie zachodzić w głowę, jak się z tego wymizgamy.
Nawet nie wiesz, jak to się skończy, więc nie pisz o tym w myślach powieści ;P
I tak się pewnie zmienią powody, "czemuczemu" i ustosunkowanie do czegoś.
Nie ma sensu gubić się w udokumentowaniu czegoś słowami.
Z twoimi emocjami jesteś tylko Ty. I czasami lepiej jest je wypłakać w samotności, niż obrzucać nimi zamienionymi w ideologie każdego, w kogo oczach wydajesz się być jeszcze bardziej winna.

And then she'd say:
It's OK
I got lost on the way
But I'm a Supergirl and Supergirls don't cry.

Tej piosenki słucha Mi, moja była najlepsza przyjaciółka, mój były największy wróg, a teraz zwykła znajoma.
A ja wyjeżdżam (Nie uciekam!), żeby znaleźć gdzieś na łąkach takie coś, jakie ona ma w sobie.

Korzystając z okazji chcę uroczyście obiecać, że będę więcej słuchać, a mniej mówić. W szczególności co do Jednej Osoby xD

Wasza Spakowana, Ale Wciąż Nie Wiedząca Gdzie Ma Piżamy Na Lato Mentorka
  • awatar chocolatecake: miałas racje :)), wydaje mi się, że dorabianie historii jest przypisane ludzkości:PP przynajmniej wiem że to spotyka nie tylko mnie:PP
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Za dużo mi się wydawało, zdecydowanie. Byłam zbyt pewna siebie, ale tłumaczyłam to sobie tym, że staram się zrobić lepsze wrażenie na innych, chciałam, żeby mi zazdrościli, pragnęłam się wyróżniać. I być z siebie dumna. I w końcu pękłam, jak balonik. Można to nazwać emocjonalnym kopem w d.
Moja mama, z której opiniami rzadko się zgadzam obiecuję nigdy więcej, do końca życia nie użyć słowa "przymuł". Nie zamierzam już więcej oceniać, klasyfikować i deprecjonować kogoś.To jest ten emocjonalny kop w d. "No, przekonaj się teraz." - Mawia moja mama. A fakty mówią same za siebie, taka przymułka, która cały czas powtarzała "Nie zdam, w ogóle się nie uczę, nie przygotowuje, nie wiem, nie czytałam." zdałą lepiej maturę z polaka, niż ja. Zastanawiam się, czy ten mój emocjonalny kop w d prowadzi do czegoś rozsądnego i mądrego. Nie należy nikogo od razu schematyzować, zważywszy na to, że zna się go tylko powierzchownie.
I gdzie jest w tym emocjonalnym liściu od życia kszta sprawiedliwości? Może taka niedouczona miała zwykłego farta? Może życie zweryfikuje jej brak przygotowania i ambicji? Życzę tego każdemu niedoukowi, to jest taka forma drugiej szansy.
Ale fakt faktem - teraz każdy z Was ma święte prawo nazwać mnie przymuloną artystąk, bo w końcu zdałam tylko na 39 %.
Czego ma mnie ten kop nauczyć???
Myślę, myślę, myślę... aż mi się tyłek spocił.
"Patrz na siebie." Być może inni tylko kreują się na takich doniczego. Państwo Doniczego ma swoją wizję życiową i ja swoją.
Tak, mam wielką ambicję obrabiać swój kawałek ogródka, a jeżeli ktoś uważa, że się w ogóle nie przygotowuje do egzaminów to mogę mu tylko powiedzieć: "Przestań pieprzyć i robić z siebie idiotę. I tak nikt rozsądny Ci nie uwierzy."
Bo wtedy to już jego problem.
Trudno mi teraz odnaleźć poczucie własnej wartości, bo zostało zaburzone w sposób jasny i skonkretyzowany - ktoś, kogo uważałam za gorszego stał się w jakiejś dziedzinie lepszy ode mnie.
Ale czy prawda nie jest prawdą?
Dlaczego ludzie kreują się na życiowych przymułów?
Inteligencja, talent i życiowa mądrość obronią się w praniu, w prawdziwym życiu.
Mój porządny, emocjonalny kop w d przekonał mnie do jednego - rób swoje, nie gadaj o innych. Nie pierdziel, uskuteczniając pierdolamento! I cytując mamę: "Porównuj się do najlepszych, a nie do najgorszych."
Po prostu będę robiła swoją robotę, nie próbując wybielać się dołując innych i obmawiając ich.
Mój emocjonalny kop w d nauczył mnie także tego, że nie wolno uciekać od takiej nauki będącej, jak grom z jasnego nieba, wiadomość, której się nie spodziewasz.
Na początku sprawia, że nie godzisz się z sobą i siebie nie poznajesz, później szukasz swoich błędów, a gdy je w końcu znajdziesz... odzyskujesz równowagę.
Życie toczy się dalej, a mnie nie stać na opłacenie zatrzymania czasu.
Życie weryfikuje, zawsze to powtarzam.
Tym, którzy liczą... płytki w podłodze, milcząc jak "sosury" też zweryfikuje. I mi pewnie też. Ale ja umiem się połapać, pozbierać, wytłumaczyć coś sobie, przekłuć to na moją korzyść i... żyć dalej.
A taka dziewczyna, która cudem zdała maturę z polaka będzie leżeć i kwiczeć.
Emocjonalny kop jest bardzo ciekawą wersją zimnego prysznica. A ja od jakiegoś czasu rozpoczynam dzień takim prysznicem.
Lepiej, żeby coś nas walnęło "za młodu", jak mawia babcia.
Lepiej szybciej dojrzeć, połapać się w tym wrednym, a nierzadko nawet kurewskim życiu.
Jeszcze nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej że jestem artystką, lekko odrealnioną. Wiem jedno.
SHOW MUST GO ON! Dlatego też za rok przystąpię do matury 2011 i napiszę egzamin z polaka jeszcze raz.
Czasami duma jest tylko zbędnym bagażem. Czasami nie liczy się wizja (ja), ani nawet fart (przymulone dzieci), tylko fakty.
Przez ten rok nie zajrzę do repetytoriów (Bo na tę maturę miałam je w 1 paluszku.) i za rok napiszę maturę jak największy życiowy antypomyślunek. Taki, jak Max G. Kurwa! (Że się już tak obrazowo wyrażę.) Na rozpoczęcie roku założył szmaciaki do kopania piłki na podwórku do garniaka, ale z polaka miał stówę. Taką samą stówę, jak w zastraszającym tempie znikają z mojego portfela. Całe 100 %. Emocjonalny kop w d karze mi zadać sobie pytanie "Gdzie jest sprawiedliwość, o Wielki Boże, Wielki Mocny?" Mam wynająć Ci taksówkę, żebyś do mnie przyjechał i coś z tym zrobił???
Ale wiem, po prostu wiem. Odpowiedź przyszła w kościele.
Powinnam mieć w d, gdzie jest sprawiedliwość w życiu innych, ale w sercu, gdzie jest w moim.
Bóg wie, co robi. Mi już przetrzepał wyobrażenia o sobie i o moim życiu. Dziękuję! :-) Jako nagrodę pocieszenia dostałam księdza, który podsunął mi myśl - Nauki o rodzinie, Uniwersytet Papieski w Krakowie.
Teraz ciekam z dokumentami
Ale mimo stanu faktycznego i tego emocjonalnego kopa w d nie zrezygnuję z marzeń.
Babcia powtarza - Nie rezygnuj z pisania.
Nie zrezygnuję! Jeszcze by tego brakowało.
Pamiętajcie, że wszystko jest po coś.
Nawet to, że budzicie się z posmakiem wymiocin w ustach (z przejęcia).


Nie mogłabym być kimś innym.
Za żadne pieniądze.
Nawet za cenę splendoru.
Nie mogłabym być kimś innym!
Nawet jeśli Ten Ktoś miałby spełnione moje marzenia.

Wasza Poturbowana przez WyższeMoce Mentorka.


Świętujcie nawet swoje porażki, bo one są po coś!
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Nie chce pisać refleksyjnie bo i po co. A dlaczego tak bo moja stala ksywka AnetteSo niestety byla juz zajeta to po pierwsze a po 2 jakby przypadkiem jednak Pan Leniwiec obczail mojego bloga, pod inna nazwa nie obczailby ze to ja.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Komus juz to pisalam. Matura z polsjkeigo nic nie znaczy zdalam swoja tylko na 40% zawsze wszystkie probne na 80%. Dlaczego bo odnioslam sie do lektory dziadow udawadniajac ze glwny bohater nie jest naprawde taki ja w podanym fragmencie, a trzeba bylo udowodnic ze jest. No coz zawsze ja na przekro zyciu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witam :-)

Pisane przy:


Czy poczułyście kiedyś do kogoś duchową, emocjonalną więź, której nie umiałyście wytłumaczyć? Taką, od której nie da się zapomnieć, która jest pierwszą myślą po przebudzeniu.
Czy można patrzeć na kogoś i mieć ochotę popłakać się ze szczęścia, mimo, że się tego kogoś nie zna, nawet troszkę?
I jak odróżnić szaleństwo, kuszenie diabła od fascynacji, która może przetworzyć się w coś wartościowego?
Ilekroć przychodzą do mnie takie pytania mam tylko jedną odpowiedź. Nie ma sensu próbować to sklasyfikować i zamknąć w jakiś kanonach, nawet nie rozsądnym jest się tłumaczyć z czegoś, czego nawet nie da się zrozumieć.
Tyle razy słyszałam o natchnieniu Duchem Świętym od mojej babci... w ten sposób przychodzi do księży powołanie... ale czy do mnie w ten sposób może przyjść szansa na relacje, o której zawsze marzyłam?
I czy określanie czegoś pomaga nam, czy przeszkadza? Z jednej strony sprawia, że mamy możliwość się do czegoś ustosunkować, ale z drugiej zamyka inne, ukryte gdzieś możliwości rozwoju relacji.
Tak więc, czy nazwa jest nam w ogóle potrzebna, by coś rozpoznać???
Chyba tylko w sklepie spożywczym, gdy idziemy między regałami z listą zakupów i wiemy, że do zupy ryżowej musimy kupić ryż zwykły, a nie ryż z warzywami. Jasne i sprecyzowanie określenie. Tu bez tego się nie obejdzie. Ale w codziennym życiu?
Gdy tyle osób traci coś ważnego tylko dlatego, że za wcześnie to nazwało i w związku z tym za dużo sobie wyobrażało? Może czasami warto czekać, aż nazywa przyjdzie sama, na zasadzie odzewu serca, które nie chce się już dłużej bronić przed własnym przeznaczeniem?
Nigdy nie byłam zwolenniczką kanonów i NAZW.
Wolałam sobie drwić. Sąsiadkę, która ma 2 lata starszego faceta zapytałam: "I co? Koniec Waszego związku? On się wyprowadzi na studia i bańka mydlana pryśnie?" Czemu taka byłam? Wkurzają mnie schematy.
Czyżbyśmy miały alergie na nazwy??? Na wiążące się z nimi zobowiązania i wynikające z nich oczekiwania?
A może uważamy, że zasługujemy na lepsze uczucia, niż te schematyczne? Czekając na księcia z bajki na białym koniu, czekamy na uczucie z bajki, którego nie będzie się dało nazwać, które być może będzie skomplikowane i poplątane, ale da nam satysfakcje czegoś oryginalnego?
Ale jeśli nic jest niczym, wszystko wszystkim, a my nie mamy ochoty na ustalenia, to jak porozumieć się z kimś dokąd to wszystko zmierza?
Rozmowa jest kluczem do rozwoju relacji.
Na świecie jest tyle samotnych kobiet, które marzą o wielkiej miłości. MIŁOŚCI, właśnie tak. Wiedzą, czego chcą. Chcą MIŁOŚCI.
A obok nich po ulicach przechadzają się lekkim krokiem artystki, którym zależy na czymś zniewalającym... najlepiej czymś takim, dla czego same mogłyby wymyślić nazwy.
A wracając do tej wspomnianej nieuzasadnionej więzi, to... opłaca się sprawdzić na czym polega?
Zbliżyć się do czegoś, co może pochodzi z innego świata? Może to odpowiedź na nasze oczekiwania, którym, jak twierdzimy, ten świat nie może sprostać?
I gdzie w tym wszystkim jest cel, jeśli nie można czegoś od początku do końca nazwać, sprecyzować, określić...?
Od początku do końca, właśnie.
A co, jeśli poprzez ustalanie ram coś nam umyka?
Dobrym wyjściem jest wciąż otwarte serce, pozwólmy na to, by emocje przepływały, krążyły, wzbogacały nas.
A co do konkretyzowania..
Jeśli miłość jest miłością, to pozwól jej odejść... Jeśli wróci, to znaczy, że nią była, jeśli nie... nigdy jej nie doświadczyłaś.

Wasza Mentorka.

Wczoraj poczułam się naprawdę szczęśliwa, mimo, że mój świat przewrócił się na lewą stronę. Mimo pozornego chaosu, jest teraz uporządkowany, jak nigdy.
W jednej chwili zrozumiałam, że to, czego chciałam nie było tym, co jest moim powołaniem.
Chcę iść na studia do miasta artystów... Na Papieski Uniwersytet Krakowski.
Chcę czuć się potrzebna.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Co do utworu wybralabym kolejny ktory tam jest estamos todos solos. CVzyli wszyscy jesteśmy samotni - świeta prawda
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Byly mojej przyjaciolki Casey kiedys taki jej kupil. Mimo wszystko nadal nosi. Musial niezle sie nakombinować zrobił pewnie na zamowienie bo naprawde dziewczyna ma nietypowe imie. Ktoś kiedyś powiedzial że miłośc przychodzi w totalnie nieprzewidywalnym momencie, ja z Panem Leniwcem zaczelam chodzic jak poszlam na studia z przeswiadczeniem nie chce miec doczynienia z facetami, przez 3 lata bylam zakochana bez wzajemnosci i byly to gierki w cieplo zimno. Poszlam na Polibude otoczona przez facetow z mysla ze nie chce faceta absurd. I wtedy pojawil sie Pan Leniwiec. A czasami lepiej nazwac relacje, bo bez nazewnictwa mozna sie w swoich uczuciach i sytuacji pogubic. Ps. Piekny utwor uwielbiam Natalie Oreiro no i hiszpański.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Dziś ogarnęły mnie uczucia, których wcześniej nie znałam, uważałam, że to mnie nie pasują, nie są w moim stylu. Jak to?! Strach i te aksamitne fioletowe buty i moje pozytywne nastawienie? To się gryzło, jak kratka z kwiatami! Wmawiałam sobie, że nie potrzebuję uczuć negatywnych, że mogę je gdzieś... wynieść na strych razem ze starymi książkami. Ale one zostały, w zakamarkach moich duszy. Wiedziałam, że nikt ani nic nie może mnie złamać. I nie złamało, nic, ani nikt inny. Tylko ja. Tylko ja mogłam się złamać, własnymi ambicjami. Dlaczego tak często uciekamy przed emocjami, zamiast je zaakceptować, poznać i uodpornić się na nie. Myślałam sobie - Po co się uodparniać, jeśli można to ominąć? Uczucia to nie przeziębienie, żeby się na nie uodparniać. Dlaczego nie możemy znaleźć sobie lepszych metod na pogodzenie się ze sobą i ze światem, niż nie przyjmowanie do swojej świadomości, że smutek też może o nas dobrze świadczyć?
Czemu tyle czasu poświęcamy szukaniu wiarygodnych ciuchów i masek osobowości (czemu robimy przekonywujące miny przed lustrem)?, a nie umiemy być wiarygodni w naszych emocjach? Ja po odebraniu wyników uciekłam do łazienki, cała zapłakana...zadzwonić do mojego najlepszego przyjaciela, Małego Księcia Marcina.
Skoro on mógł słyszeć mój płacz, to dlaczego ktoś inny nie? Na ile zabieram innym szansę poznania mnie, zaakceptowania i pokochania? I robię to wszystko dla swojego dobra, tracąc szansę na zrozumienie ze strony innych. Ale chowam uczucia do kieszeni, bo choć czasami na miejscu było by zrozumienie, to może tam wystąpić kpina.
Chciałam pójść na scenopisarstwo, pracować przy serialach, które mogły by dawać ludziom nadzieję i dobre wzorce. Ale zrezygnowałam... Jestem załamana językiem polskim Jaki jest w tym sens, że mam z matury dwie 5, trzy 4 i... ocenę z języka polskiego podstawowego z ilością procentów odpowiadającym dobremu winu mszalnemu?
Moje życie wygląda tak - próbuję całe życie zdawać rozszerzenie, choć podstawa nie wychodzi mi najlepiej, ale w końcu jestem artystką...
U mnie musi być inaczej
Czasami Bóg nie ingeruje w nasze życie, bo wierzy, że sami sobie poradzimy.
I wiem, że to dla mnie rodzaj próby.
Albo się złamię i niesiona przekonaniem, że jakiś pieprzony klucz odpowiedzi odzwierciedla moją inteligencję, albo tupnę głośno i krzyknę, że to tylko lekcja z której wyjdę zwycięsko!
Ten klucz z języka polskiego jest popieprzony, nie przymierzając.
Byłam dziś w kościele i naszła mnie tam szaleńcza myśl... a gdyby tak przeforsować ustawę, która zniesie klucz?
Zorganizować manifestacje, wkręcić w to Palikota... xD
Wiem wiem. To szaleństwo. Ale choć to jest szaleństwem, to równoznacznie jedyną rzeczą, której jestem pewna.
Nie wszystkim mogę się zareklamować, niektóre rzeczy przeżywam tylko dla siebie.
Dziś przyszły do mnie uczucia, jak starzy dawni przyjaciele. I udzieliły mi paru ważnych rad, np. nie zwierzaj się tym, którzy w Ciebie uderzą.
Najbardziej boli mnie to, że jakaś przymułka, która całe liceum powtarzała, że się nic nie uczyła, teraz zdała lepiej, niż ja. JA ZDAŁAM.
Czy jest jakaś hierarchia emocji, która mówi nam, które są ważniejsze? Czy politowanie nad sobą, czy zazdrość innym... czy może szlachetne poczucie sprawiedliwości?
Czuję się teraz, jak ulubiona zabawka mojego kota... poplątany kłębek wełny. A Bóg mąci jeszcze bardziej!
A może nie mąci...? Może podsuwa mi lepsze rozwiązania? Dziś moje życie przewróciło się do góry nogami. Cała ambicja wzięła w łeb. Zawsze byłam najlepsza... miałam zamiar robić karierę!
A teraz... wybieram się na teologię...?
Tak, chcę skończyć nauki o rodzinie. Chcę być po prostu użyteczna i przydatna, ale artystką-pisarką,animatorką kultury i specjalistką od PRu będę na boku.
Może czasami nie dostajemy tego, czego chcemy, ale to, co jest dla nas lepsze, mimo, że nie rozumiemy tego od razu?
A wracając do uczuć, bo o tym miał być mój felietonik... to uciekając od nich, nigdy nie poznamy prawdziwych smaków życia. Tego gorzkiego także.

Wasza Mentorka.

M zdał matę na 98 %. Niestety, nie pogratuluje mu. Na drodze do niego stoi za dużo przeszkód w postaci emocji, które do mnie nie pasują.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Moj niski wynik z polskiego był związany z tym, że w dziadach odniosłam fragment do całej ksiązki i udowadniałam, że bohater nie jest taki jak we wskazanym fragmenice, a trzeba bylo udowadniać, że jest. Cała ja na przekór wszystkim i wszystkiemu. Cały system tłamsi nasze pragnienia wzniesienia się ponad przeciętność bo nie zmieściłaś się w schemacie - czyli jesteś gorsza. Bo w naszym kraju jest równaj w dół i myślenie jest. Skoro sąsiad ma krowe to niech mu zdechnie nie ma gorzej a nie co zrobić bym i ja też miał.
  • awatar nie osiągając nic.osiagnęła cały świat.: Zawsze sobie powtarzam i Tobie to powiem: Bóg wie ile ma nasze barki dać; nie daje nigdy nic ponad nasze siły. Czasami stoi z boku i przygląda się naszym poczynaniom, w większości poda rękę, podtrzyma.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Ja pamietam moja mature 3 lata temu. To byla proazka zawsze wszystkie porbne na 75% procz anglika - 66% a tu polski - 40% matma tu standart - 65% angielski - 71% Zabraklo mi wtedy oficjalnie 0,01 by dostac sie na uczelnie ktora chcialam potem sie jednak dostalam, ale ta matura tylko zbednie stresuje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej

Pisane przy:



Wracając od koleżanki "E" stwierdziłam, że to, co było między mną, a nią jest świetnym materiałem na felieton, tutaj.
Materiałem, śmiechu warte. Moje zaufanie do niej, podziw, gotowość wsparcia i niesienia pomocy teraz jest już tylko materiałem? A czemu?
Bo oficjalnie mnie nie zna. Dopiero dziś otworzyły mi się oczy! Owszem, w szkole nie mówiła mi "Cześć.", ale tłumaczyłam to sobie tym, że pewnie się śpieszy. A to dopiero początek. Dziś mnie uderzyło, gdy dowiedziałam się, że urządzała urodzinki, a mnie nie zaprosiła. Czemu ona świadomie rezygnuje z tego, że mogłabym zabawiać jej towarzystwo, mogli by poznać ciekawą osobę, z tego, że mogła by się mną pochwalić? Po cholerę ona odrzuca to wszystko i w imię czego?
Jest dobre wytłumaczenie, ale może się wydawać stronnicze. Może po prostu ma kompleksy i stracha się, że mogłabym wyjść lepiej od niej? A może nie ma w sobie dość tolerancji dla odmienności? Och, to zaskakujące, bo robi z siebie taką z szacunkiem dla każdego.Pierdolamento.
Sama się teraz zastanawiam, co robiłam w tak toksycznej relacji i postanowiłam przechrzcić E na "moją znajomą, która może się przydać".
A może ona nie ma w sobie dość akceptacji dla własnej osoby i w związku z tym nie umie też zaakceptować kogoś? Pomagała mi z wielkiej łaski.
Nie mam zamiaru jarać się nieszczerością i sztucznością, nie kręci mnie też pozerstwo i granie takiej świętej. Ależ ona musi mieć problem, sama ze sobą, że nie umie powiedzieć mi tego co do mnie ma prosto w twarz? Och, a jakie mogą z tego wyjść komplikacje... może nawet nie potrafi przyznać się przed sobą do własnych błędów?
W takiej sytuacji jestem głęboko zobowiązana jej współczuć. Aha i cieszyć się, że nie jestem na jej miejscu.
Boże, na kim ona będzie mogła w życiu polegać, jeśli za przyjaciół wybiera sobie ludzi, którzy będą jej potakiwać i wchodzić do tyłka.
Jeśli ta dziewczyna cały czas zadawala wszystkich dookoła, to czy ona ma czas dla siebie, żeby się rozwijać??? Jest taka ciągle rozerwana pomiędzy jednym a drugim, taka chciałabym, a boję się.
Bo nie wie, komu na dogodzić, żeby nie stracić "przyjaciela"?
Musi być bardzo wewnętrznie rozdarta, jeśli interesują ją tylko płytkie relacje.
I kończąc ten wywód nie chcę mieć nic do czynienia z osobą, która byleco nazywa przyjaźnią.
A poza tym... ZNAĆ SIĘ Z KAŻDYM, TO TAK, JAK BZYKAĆ SIĘ Z KAŻDYM...

Wasza Mentorka.
 

 
Hej

Pisane przy:


Jestem artystką, pisarką i wiem, kiedy ktoś ma światełko w oczach na dźwięk imienia kogoś innego, a kiedy nie. A P ma dźwięk imienia A.
Postanowiłam więc "coś z tym zrobić". To wszystko sprawiło, że zaczęłam rozmyślać o wymaganiach jakie stawiamy swojemu życiu. O tym, dlaczego za szybko rezygnujemy i czemu upijamy się swoimi spełnionymi ambicjami. Gdzie jest granica? Co robimy dla swojego/czyjegoś dobra, a jak to jest, gdy staramy się za wszelką cenę coś naprawić, by dobrze wyjść w czyichś oczach, albo wybielić kogoś.
Powiedziałam do babci: "Tak sobie myślę o P i A." A ona na to: "A oni o Tobie nie myślą. Ona jest szczęśliwa, on jest nieszczęśliwy, a Tobie nic do tego."
Boże, to takie proste, że aż boli.
Dlaczego więc wciąż istnieją na świecie takie osoby, jak ja, które chcą powkładać odpowiednie puzzle na swoje miejsce? Czy staramy się tak bardzo "dopomóż innym." bo sami nie umiemy uporządkować swojego życia i w ten oto sposób rozliczamy się sami przed sobą i rozgrzeszamy zarazem? A może to jest zupełnie inaczej. Może w ten właśnie sposób nabieramy doświadczenia i mamy sposobność ustosunkować się do czegoś? Poznać siebie poprzez pryzmat opinii o kimś innym.
A co, jeśli tak naprawdę nic na tym świecie nie jest oczywiste i jeśli oni nie wiedzą tego, co wiemy my? Nie robię nic złego mówiąc, co zrobiłabym na czyimś miejscu, prawda?
Ja tylko wzbogacam kogoś wiedzą o ewentualnościach i rozwiązaniach.
Trzeba zrozumieć jedną podstawową rzecz - Życie toczy się dalej. A my nawet nie zdążymy nazwać tego, czego chcemy, a ono już przeleci nam przed oczami.
Więc dlaczego nie otworzyć się na rady i pomysły innych? Czemu nie być im wdzięcznym?
Ciocie i Wujkowie Dobra Rada naprawdę nie leczą sobie kompleksów moralizując, a przyjaciele udzielając rad nie odbijają sobie negatywnych emocji. Więc dlaczego przez podanie pomocnej dłoni i szczere słowa tak często rozpadają się przyjaźnie? I jeżeli jesteśmy tak bardzo zaangażowani w związek, czy w relacje innych, to czy nie wysyłamy sygnału światu, że jesteśmy zazdrośni o czyjąś relacje?
Niektórzy mogą to nawet tak odebrać, że próbujemy ją zburzyć! Żeby sobie zwyczajnie poużywać.
Jak więc dać do zrozumienia, że chcemy dobrze?
Może akceptując decyzje innych mimo naszego "ale" i porad kilka Wróbla Ćwirka?
Próbując troszkę bardziej skoncentrować się na własnym życiu i zastanawiając, czy aby ono nie wymaga konsultacji z "duchowym doradcą"?
Bo nie jesteśmy idealni. Tak nam się tylko wydaje, gdy zasypiamy...

Wasza Mentorka, troszkę tęskniąca z kimś, kto kiedyś był jej całym światem, a teraz nawet nie odbiera od niej telefonów z życzeniami.

Powodzenia, kapitanie.
Teraz możesz robić karierę piłkarską, już nie jestem Twoją przeszkodą.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: To co powiedziala twoja babcia jest piekne, ale czasem tak sie nie da nie myslec. Mam pytanie jestes jedynaczka? Bo wiekszosc osob jedynkaow (ja chociaz u mnie to jest pokickane) jak i przyjaciolki jednyaczki maja tendencje do ukladania sobie wszystkiego takie puzzle, takie banki mydlane, ktore czesto sie rozbijaja przez inne osoby.
  • awatar yeah, bitch: oj, zgadzam się :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hejka

Pisane przy:


Wczoraj wieczorem wybrałam się na samotny spacer, żeby zebrać myśli. Natknęłam się na zakochan... nie, nie na zakochanych. Na "zaloffcianych" miłością bezsensowną i uskutecznianą tylko po to,by wypełnić sobie czas. Cało... nie, nie całowali się. Oni się lizali. Tak wstrętnie, jak mój kot polewę czekoladową z mojej ręki (Tak, wiem, mam kota indywidualistę xD).
To sprowadziło mnie do jednego wniosku. Miłość się wyciera, jak szmata. Dwoje ludzi nie poznają siebie w wystarczający sposób, nie dowiadują się nawet o sobie, jakie jest ich wyobrażenie związku, nie rozmawiają o zasadach. A później bawią się, jak dzieciaczki w piaskownicy, ale gdy Jaś zabierze Małgosi foremkę taki "związek" się już rozpada.
Stwierdziłam, że definicja miłości zostaje coraz bardziej wytarta, dlatego też są dwie szkoły.
Albo czeka się całe życie na księcia z bajki, który jest Ciebie wart, albo... właśnie. Szuka się alternatyw miłości. To jest o wiele mądrzejsza wersja, jeśli potraktujemy miłość, jako inspirację. Dzięki niej możemy się wzbogacić, doświadczyć czegoś nowego, poczuć fascynację i pogłębić nasze doznania.
Podczas rozmów głębiej poznajemy siebie, uczymy się akceptacji i szacunku go kogoś. Miłość to lekcja, miłość do inspiracja. Inspiracja także do tego, żeby dalej się rozwijać, ponieważ nasz partner nas za to podziwia.
Doskonalimy się, tworzymy lepszy obraz siebie i jego oczach i w naszych oczach.
Jest lepsza metoda, niż przeklinanie faceta, który odszedł. Wykorzystaj te emocje, także negatywne. Wyrzuć je z siebie. Napisz o tym.
Po co zamykać miłość w beznadziejne kanony?
Po co zachowywać się standardowo?
Mi od widoku wczorajszych "standardów" zrobiło się niedobrze i o mało co nie zwróciłam wcześniej starannie przygotowanej kolacji na własne, najwygodniejsze trampki z kolekcji AVRIL.
Weź z tej miłości coś dla siebie, podaruj coś partnerowi. Nie oczekuj, nie wymagaj, nie nazywaj.
Po prostu pozwól relacji się rozwijać i sprawiać, że dzięki niej czujesz się lepsza.
Wnioski i nowe pomysły, które mogą do nas przyjść podczas, gdy nie siedzimy z notesem w dłoni zastanawiając się "Jaką ten związek ma przyszłość" są bezcenne.
Po co podążać za jakimiś wytycznymi, które ustalili ludzie, którzy nawet nie wiedzieli, czy to będzie dla nich dobre?
O wiele jest wypracować swój własny system zakochania, zastanowić się co czego będzie nam to potrzebne, czy pomoże nam taka relacja, czy będzie tylko przeszkadzać, jak mi teraz te cholerne muchy?
Jeżeli macie ochotę się pognieść (I później czuć się, jak emocjonalne gnioty.), to kupcie sobie gniotka.
Jeśli macie ochotę "wyżyć" swoje niepowodzenia na waszym facecie, to weźcie mopa i zatańczcie z kurzem na korytarzu.
Ale miłość zostawcie wolnym od kanonów, szablonów i schematów uczuciem, które ma za zadanie rozwijać się własnym rytmem i uszczęśliwiać. INSPIROWAĆ.
Pytania: "Czy powinnam już... (wstaw, co chcesz.)?" spuście razem z wodą w toalecie.
Zróbmy tak, że miłość będzie sprawiała, że w minucie znajdziemy 7 powodów, by wstać z łóżka.
I przestańmy ją zaśmiecać zbędnymi pytaniami i zaśliniać wstrętnymi pocałunkami na pokaz.
Zanim dziś wyjdziecie na randkę, zadajcie sobie jedno pytanie: "Po diabła się ograniczać?"
Randki są przereklamowane, podobnie, jak etapy związków i pokręcone nazwy, których niektórzy używają, a nawet nie umieją wytłumaczyć.
NIECH MIŁOŚĆ NAS INSPIRUJE :-)
Niech powoduje, że będziemy z siebie nie tylko zadowolone, ale i dumne.
Niech sprawi, że będziesz najlepszą wersją siebie! :-)

Wasza Mentorka Z Innym Spojrzeniem.
 

 
Cześć

Pisane przy:


Dziś jest Zakończenie Roku Szkolnego (Ja miałam jakiś miesiąc temu). W związku z tym proponuję Wam kilka pomysłów na imprezy :-)

- Spam party. (Przychodzą ludzie i każdy gada nie na temat.)
- "Polisz" kicz.
- Parodiowanie subkultury EMO.
- Powrót do czasów przedszkolnych.
- Obciach party.
- Pogrzeb party.
- Disco relax party.
- Hollywood party.
- Przebieramy się za własne babcie i dziadków.
- Wszystkie jesteśmy modelkami.
- Impra Barbie i Ken.

Życzę szampańskiej zabawy! :-)

Wasza Mentorka.
  • awatar nie osiągając nic.osiagnęła cały świat.: Na szczęście oboje mamy wypaczone poczucie humoru i traktujemy się jak przyjaciele:) Inaczej zrezygnowałabym z tej znajomości:) Ponadto jesteśmy dojrzali i nie tego samego w życiu szukamy:) Miłego dnia:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


"Poczekam na odpowiedni moment." To moja i innych dziewczyn z klasą ulubiona wymówka. Wciąż staramy się coś poprawiać, ulepszać, doprowadzać do stanu "Po mojemu." Ale jeśli niektóre kłopociki są tak zaplątane i pomieszane, że odpowiedniego momentu nie będzie nigdy? A co, jeśli czekanie na "odpowiedni moment" jest tylko dowodem na to, że nie wiemy, jak mamy się do czegoś zabrać? Bywa, że zachowujemy się jak reżyserki i mini kamerami w dłoniach, chcące nakręcić coś PERFEKCYJNEGO. Dlatego też zamiast po prostu z kimś porozmawiać, piszemy mowy, które później będziemy wygłaszać.
Czy niektórym rzeczom naprawdę pomaga czas, czy to my im przeszkadzamy odkładając je w czasie?
Wytłumaczenie to wytłumaczenie, chodzi o szczerość, więc dlaczego gdy mamy się do czegoś przyznać próbujemy opakować to, jak prezent i wręczyć, jakby to był kogoś wymarzony podarunek? Jeśli słowa mają uderzyć, to uderzą. Nie róbmy z tego przedstawienia, nie używajmy teatralnego tonu. Nawet, jeśli marzymy o aktorstwie i mamy skłonność do dramatyzowania. Stara szkoła mówi, że proste rozwiązania są najlepsze. Czemu więc nie spiszemy tego, co mamy komuś do powiedzenia i czemu później mu tego nie powiemy/nie przekażemy? Patrzymy, jak czas ucieka nam przez paluszki z pierścionkami, i co? Czy naprawdę liczymy na to, że do tego "czasu" ktoś wymyśli plaster na takie zmartwienia i ta druga osoba będzie mogła go sobie "zastosować" i po kłopocie? Otóż nie będzie mogła. Warto zostawić te starannie planowane "wyznanie" i skoncentrować się na naszych powodach, uczuciach, oczekiwaniach.
Nawet jeśli jakaś relacja jest skomplikowana, to można ją wyprostować. A jeśli tylko troszkę, to przynajmniej będziemy mogły sobie co rano spojrzeć w lustro. Wyjaśnijmy to, co pomiędzy nami i tą drugą osobą, co zaczyna się już rozkładać i czuć to trupem relacji.
Tak, moje kochane.
Trup relacji jest właśnie tym, co nas unieszczęśliwia. A wystarczy po prostu wyjaśnić, powiedzieć o swoich emocjach. Bo niby skąd ta druga osoba ma wiedzieć, rozumieć? Nawet, jeśli minie cholernie dużo czasu, ona nie stanie się nami, czasami spojrzenie naszymi oczami na świat może wydawać się jej niewykonalne, bo nie będzie aż tak empatyczna. Okażmy troszkę więcej mądrości, czasami trzeba być mądrzejszym za kogoś.
Tak, moje kochane. - Zapamiętajcie to - CZASAMI TRZEBA BYĆ MĄDRZEJSZYM ZA KOGOŚ.

Wasza Mentorka.
 

 
Hej

Pisane przy:


Już sobie odgruzowałam życie xD
Teraz pora na afirmacje :-)
Afirmacją nazywamy pozytywne stwierdzenie. Powtarzanie afirmacji pomaga zastąpić przestarzałe i negatywne przekonanie.
To bardzo ważne, by wypowiadać je w czasie teraźniejszym.
Przykłady moich afirmacji:
* Przyciągam szczęście.
* Jestem osobą pełną energii.
* Kocham siebie i jestem warta miłości.

Dzięki nim poczujecie większą wiarę w siebie

A teraz kilka pomysłów na ten chmurny dzień:
* Przeprowadź wywiad z samą sobą i powieś go w widocznym miejscu.
* Napisz wszystkie powody dla których lubisz siebie i zrób z tego obraz.

Życzę przyjemnego dnia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witajcie

Pisane przy:


Wprowadziłam sobie oficjalny zakaz mówienia o M. Za każde złamanie tej zasady wrzucam do specjalnie na ten cel przygotowanej puszki (po ciasteczkach) 5 zł.
To oczywiste, że łatwo adorować i ubóstwiać kogoś, kogo się nie zna. Wyobraźnia pracuje wtedy na najwyższych obrotach, a my zakochujemy się w marzeniach.
Ja na szczęście wczoraj dostałam w głowę pluszowym młotkiem i to mi uświadomiło, że nawet gdyby udało mi się rozwiązać kwestię "Inspiracji M" (Operacja oczyszczenie się z zarzutów bycia wampirem literackim.) to on będzie o wiele lepiej o mnie myślał, jeśli będę rozważną i rozsądną dziewczyną :-)

Dziś chciałabym napisać coś o oczywistościach.
Życie jest ich pełne.
Gdy nie dokręcę jakiegoś dzyndla w piekarniku, po tym, jak upiekę ciasto słyszę - To oczywiste! Bądź trochę bardziej domyślna.
Życie bardzo zaskakuje mnie tymi oczywistościami, dlatego staram się w nim odnaleźć i spisać te oczywistości, żeby już tak nie świecić oczami xD

W związku z nimi postanowiłam rozpocząć tutaj z Wami (I indywidualnie) kurs odnajdywania się w tym świecie.

<kamera>
<akcja>


Przygotujcie notatniki, to będzie polegało na odpowiadaniu na pytania :-)

1. Dokonaj realistycznej oceny swoich możliwości. (Kim możesz być i takie temu towarzyszą cechy).

Mogę być:
a) Wspaniałą przyjaciółką (Mój BF to potwierdza)- wspierającą, szukającą rozwiązań, gdy się pogubi, znającą metody na poprawienie mu humoru, taką, którą może się pochwalić, inspirującą go i cały czas starającą się, żebym wciąż była go warta.
b) Wzorową córką. - Taką, która przynajmniej dobrze udaje, że nie ma żadnych sekretów, pomocną i sprawiającą, że rodzice są z niej dumni tym, że ma własny pomysł na życie, ambicje i plan kariery zawodowej.
Mogącą wymienić się doświadczeniem i swoim świeżym spojrzeniem na daną sprawę rodzinną.
c) Czyjąś dziewczyną - Taką, która ma RZECZYWISTĄ WIEDZĘ, na czym polega związek.
d) Czyjąś mentorką - Jestem wystarczająco mądra i mam dar przekonywania i uświadamiania komuś, że jego życie można naprawić.
e) Wyróżniającą się na roku studentką - Mam dar organizacji pracy i czasu, ambicje i studia traktuję, jako przygotowanie do pracy, wstęp do kariery. Jestem zdolna i pełna świadomości szans, które wynikają z otwartych oczu.
f) Pisarką - Mam oryginalne pomysły, nie brakuje mi dyscypliny, pisanie sprawia mi przyjemność i w dodatku mam misję - być może dzięki moim książkom czyjeś życie stanie się lepsze.

2. Zastanów się, co mogliby pomyśleć o Tobie ROZSĄDNI, OBIEKTYWNI ludzie.
* Na tak:
- indywidualistka
- oryginalna
- pozytywna optymistka
- pełna energii (emanująca wewnętrznym blaskiem)
- z pomysłem na siebie
- miła, uprzejma, pomocna (ale nie lizodup)
- z własnym zdaniem, które WYRAZiŚCIE wyraża
- nie dająca sobą rządzić, z dominującym poczuciem zaznaczenia swojej obecności
* na nie:
- zadziera nosa (jest zarozumiała)
- akcentuje swoje poczucie wyższości
- krytykuje uważając, że sama wymyśli coś lepszego

3. Czego mogą zazdrościć mi inni? (Szczególnie Mi i E)
- talentu
- gustu, stylu, modowego wyczucia
- pewności siebie
- dystansu do siebie, poczucia humoru
- przekonania, że świat należy do mnie i że zaakceptuje (a może nawet pokocha), nawet jeśli wyjdę na ulicę w rajstopach & legginsach
- wewnętrznego luzu
- planu na życie
- umiejętności dekorowania wnętrz
- łatwości nawiązywania kontaktów

4. Kto mógłby być moim kompetentnym doradcą życiowym? Takim, który konfrontowałby moje pomysły, wyobrażenia i zapatrywania z rzeczywistością tak, abym się w tym nie pogubiła?
Moja ukochana ciocia L i mój BF.

5. Kwestia nastawienia do życia:
* Moje nastawienie teraz:
Trochę sceptyczne, z za dużą dozą krytycyzmu i naprawiania wszystkiego i wszystkich.
* Moje nastawienie wkrótce:
Więcej akceptacji, zrozumienia i empatii.

6. Z czego mogłabym sobie zrobić dyplom?
Z oryginalności :-)

7. Jak chcę być postrzegana?
Jako bardzo ciekawa i inspirująca osoba, pełna pogody ducha i optymizmu oraz mądrości życiowej.

8. Co jest najważniejsze z tego, co ludzie o mnie wiedzą?

To, że NIGDY NIE DAM SOBĄ POMIATAĆ. A rozwijając tę myśl fakt, że mam do siebie szacunek i wciąż się rozwijam.

9. Gdybym próbowała czegoś dowieść moim życiem, co by to było?
Jeśli tylko wierzysz w to, że możesz wyrobić sobie markę i pracujesz nad tym to uda Ci się to, a później już naprawdę będzie z górki. Najważniejsze jest żyć w zgodzie ze sobą i ze światem, a największą sztuką jest być szczęśliwą nie dzięki czemuś, lecz pomimo czegoś.

10. Czego najbardziej nie lubię i dlaczego?
(To, czego nie znosimy u innych boimy się znaleźć u siebie.)

* Pafi. Jej, bo jest nieprofesjonalna i się ośmiesza.

* Ilony. Jej, bo kiedyś udało jej się ze mną wygrać w 1/4.

a z cech, to...
- braku dostępności, zamknięcia w sobie
- tzw. w moim słowniku "przymułowatości", gdy ktoś nie ma na siebie pomysłu i jest bezbarwny, nijaki, przeciętny.

* * *

Na dziś wystarczy :-)
Każdego wczesnego wieczoru siadam w fotelu z poradnikami i wyszukuję czegoś, co mogło by sprawić, że zacznę chodzić 5 centymetrów nad ziemią.

Wasza Mentorka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ello

Pisane przy:


Mój felietonik xD

Za bardzo emocjonalna.


Bycie emocjonalną ma swoje plusy – potrafimy się bardziej zaangażować, wzbudzić zaufanie, a inne laski maja do nas recpect, że jednak potrafimy się otworzyć. No tak, to furtka. Ale bywa, że tylko w jedną stronę. Tak bardzo prosto jest zaplątać się we własnych uczuciach.
Zwierzając się komuś nowo poznanemu, albo komuś, kto nam się wydaje jest wart naszych sekretów możemy bardzo dużo stracić. Tak dużo, że te dawniejsze problemy, które próbowaliśmy rozwiązać naprędce staną się malutkie, ledwie niezauważalne.
Pojawią się inne myśli – Jak mogłam być tak nieprzewidywalna?!
Jak więc wyznaczyć granicę? Jestem uczuciowa, ale niektóre uczucia wrzucam do worka „prywatne”. A jeśli ktoś zacznie nam wyrzucać, że coś ukrywamy? Na jak dużo możemy sobie pozwolić tłumacząc coś bardzo prywatnego?
Gdzie przebiega granica otwartości i sprzedawania swojej prywatności?
Ups, znowu to zrobiłam. Powiedziałam za dużo, żeby mój rozmówca mnie zrozumiał, żeby bardziej do niego dotrzeć. A później moja najlepsza przyjaciółka uznała, że chyba nie jest mi już potrzebna, bo wszędzie szukam rad. I nie ma dla mnie czegoś takiego, jak wiedza przeznaczona dla konkretnych osób. Znacie to? No właśnie. Co z intuicją, nawet, gdy kieruje nami prawidłowo? Skąd mamy wiedzieć, kiedy zamknąć usta, albo schować ręce do kieszeni?
Warto sprawdzić tego kogoś, komu się zwierzamy. Bo choć możemy robić to pod wpływem chwili, to być może ten ktoś właśnie na to czeka.
Ciągnie nas za język, żeby później posłużyć się tym, co udało mu się z nas wyciągnąć.
A gdy nie jesteśmy jeszcze gotowe, by powiedzieć coś komuś, kogo znamy i kochamy? To, że na jakiś czas chcemy te słowa zatrzymać dla siebie nie oznacza, że nie chcemy ich w ogóle powiedzieć, że tak nie czujemy. Po prostu wszystko ma swój czas. Gdy poczeka stanie się pełniejsze, bardziej wartościowe.
Jak kontrolować swoje emocje niezależnie od tego, co dzieje się w naszym serduszku i jak bardzo potrzebujemy odpowiedzi nas dręczące nas pytanie. Ważne, od kogo ją uzyskamy. Nie trzeba się rozdrabniać na drobne, by w końcu ją znaleźć. Być może ktoś zasługuje na to, żeby mu się zwierzyć, ale takiego wniosku nie można wyciągać w jednym momencie, trzeba dużo rozmów, trzeba się przekonać.
Chyba żadna z nas nie chce wyjść na desperatkę, która wywnętrza się każdemu, kto może dać choć odrobinę wsparcia.
To może być negatywnie odebrane – wyjdziemy na dziewczynę niepewną siebie i własnych uczuć. Można coś wtrącić do rozmowy, zaznaczając to klamrą „między nami”. Wtedy będzie tajemniczo, co wzmoże naszą psychiczną atrakcyjność.
Można zgubić guzik, albo kluczyk od szkolnej szafki, ale nie można zgubić własnej pewności i przekonania, bo wtedy zagubimy siebie. Nie pozwólmy, by ktoś przypadkowy, kto dobrze nie zna naszego problemu udzielał nam rad. Nie każdy na to zapracował. A jeśli tak, to gdy nie znamy go na tyle dobrze, by to stwierdzić, to lepiej nie ryzykować.
Postrzegają nas nie tylko na podstawie tego, jak się ubieramy, także na podstawie tego, co powiemy między wierszami. Czasami właśnie to jest najistotniejsze w rozmowie.
Czemu ktoś na podstawie niepełnej wiedzy ma kreować sobie o nas opinię, którą puści dalej? Jeśli naprawdę kogoś lubimy, to stwórzmy mu tło, niech wie co, ale także dlaczego. Bo to dlaczego jest najważniejsze.
Poznajmy wartość naszych słów. Czy naprawdę potrzebujemy rzucać je na wiatr? Czy znaczą dla nas tylko tyle, co zeschłe liście?
Należy opanować emocje, nie mówić za dużo. Nie przy tych, których ledwie znamy, nie wtedy, gdy uczucia nas przepełniają. To jest coś zbyt drogiego, żeby przesypywać to przez dłonie, jak piasek na plaży.
Chyba żądnej z nas nie zależy na tym, by zostać zranioną? I to tylko i wyłącznie przez własną głupotę.
Wiedza o nas jest tym, co mamy najlepszego, ponieważ to my ją kreujemy. Dla kogoś drugiego jest jak prezent. Może go dostać, ale musi zasłużyć.
Serce czasami dobrze podpowiada, że warto się przed kimś od razu otworzyć, ale właśnie od tego serce ma rozsądek

Pyszna Pisareczka.

Pyszna Pisareczka ma syndrom cukierni - Naprawdę może być za dobrze? :-)
Znacie jakiś sposób, żeby Wasze życie zaczęło się tak kręcić, tak szybko, że nawet nie zdążylibyście nazwać tego, czego chcecie? :-)

Wasza Pijana Szczęściem Mentorka.
 

 
Ello

Pisane przy:


Zielone królestwo na swoim miejscu.
I mimo to, że zastanawiam się, co na moim miejscu zrobiła by J.A, to decyzja należy do mnie.

J.A
To ta dziewczyna zainspirowała mnie do tworzenia własnej legendy.
To dzięki niej zrozumiałam, że moje wszystkie plusy i minusy składają się na to, kim jestem.
Ona ma w sobie coś, czego nawet ja, pisarka nie umiem opisać (wytłumaczyć).
Styl, który ona ma mogłabym jeść łyżkami. Razem z wdziękiem i urokiem osobistym.
Jestem jej wdzięczna za to, że jest moją inspiracją.
Dzięki niej chcę być lepsza.
Jeszcze do niedawna wychodziłam z siebie, żeby się dowiedzieć, jak ona siebie wymyśliła,
ale teraz, gdy znalazłam w sobie wystarczająco dużo przekonania, że jako Ja czuję się ze sobą lepiej życzę jej szczęścia we wszystkim, czego szuka w życiu

Nie kto inny, jak moja mama powiedziała do mnie kiedyś - Nie porównuj się do najgorszych, ale do najlepszych.
Od tego zaczęłam. Od porównywania z nią. A teraz jestem sobą - Doskonałym w swej niedoskonałości nieidealnym ideałem

Dlatego też Joasi Augustynowicz chciałabym zadedykować mój blog

Wasza Mentorka.
 

 
Witam

Pisane przy:


Dziś dotarło do mnie, że wrogowanie ma sens, jeśli podnosi poczucie mojej wartości, mobilizuje mnie do tego, żeby "pokazać" mojemu wrogowi, ile jestem warta, jeśli mnie rozwija i sprawia, że idę do przodu. Trzeba jeszcze mieć godnego siebie wroga, bo jeśli jest to zahukana dziewuszka, która uważa, że ma "talent", a tak naprawdę się ośmiesza, to... ja ośmieszam siebie przy okazji, bo pokazuję, że nie stać mnie na lepszego wroga.
Najlepiej jest po prostu robić swoje, ale zemsty również przynoszą fun i poczucie wyższości nad kimś

A oto pozytywny filmik :-)
Ze szczególną dedykacją dla Pafi H i jej talentu xD

http://www.pozytywne.com/film/145/The-Muppets-Show-Mahna-Mahna

##################################################

Jak zostać optymistą?
1. Metoda odwrócenia uwagi - po prostu myśl o czymś innym, jeśli dopadają Cię czarne myśli.
2. Metoda zakwestionowania - wypisz na kartce wszystkie odwrotne myśli do Twojego problemu - np. Na "Jestem gruba" odpowiedz - mam seksowne kształty.
3. Powtarzaj pozytywne afirmacje - Będzie ok. Dam sobie radę. W końcu przyjdzie Ci to naturalnie i w to uwierzysz :-)

Wasza Mentorka :-)