• Wpisów:130
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 18:44
  • Licznik odwiedzin:38 993 / 2987 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witam ;-)

Pisane przy:


Absztyfikant stwierdził, że zakochał się w mojej aparycji i sposobie bycia. Nie spodziewałam się, że on może tak myśleć ;P Nie przewidywałam, że on w ogóle może myśleć w tym kontekście. I nie pamiętam, żebym na nasze pierwsze (i jedyne) spotkanie używała perfum.
To sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać co tak naprawdę teraz jest afrodyzjakiem.
Pamiętam, że wypowiedziałam takie zdanie - Czuję się, jak jakaś celebrytka. Normalnie małomiasteczkowa Paris Hilton, a później dłubałam łyżką w filiżance kawy (A widzicie? Można tak )
Nie analizowałam, co mogło by Absztyfikanta do mnie przyciągnąć... właściwie to do ostatniej chwili leżałam na łóżku i przeglądałam Hot, moda & shopping. Założyłam tenisówki. Nie miałam paska i spodnie zjeżdżały mi z tyłka xD
Może to moje fascynujące życie? Opowiastki, anegdotki... różne takie rozśmieszacze i inne sprawy, traktowane poważnie.
Moje strachy i pozytywy, które w sobie dostrzegłam?
Może to po prostu ja, ja na niego podziałałam?
To mi pochlebia i motywuje do dalszej pracy nad sobą :-)
Odkryłam pewną szokującą zależność. Czy to może być tak, że im bardziej dbamy o swoje życie i rozwijamy się, tym bardziej może się to podobać facetom? Czy niezabieganie o męską uwagę i komplementy, tylko śmiałe opowiadanie o swoim życiu jest nowym afrodyzjakiem?
Naprawdę nie potrzebujemy już bluzek z wyzywającym dekoldem? Ja byłam na tym spotkaniu w zwykłej bluzie.
Może dla Absztyfikanta była niezwykła, bo moja?
  • awatar Gość: Zapraszam do udziału w moim konkursie!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Jego imię napisane jest już w paru notesikach, a nawet na luźnych kartkach. Mruczysz je bez kontroli, gdy kładziesz się spać i cieszysz z całego serduszka, gdy Twoja siostra pomyśli, że to było zwykłe "Mrrr..." Piszesz je na zaparowanym lustrze w łazience...
Masz plany, drobne i niepozorne. Takie, które nie pozwolą Mu się niczego domyślić (Bo otwarty podryw już dawno jest passe.) W Twej wyobraźni gotowe scenariusze piątkowego wieczoru... ciekawe, czy "obstawiłaś" wygląd jego ulubionego kubka.
Przestajesz już racjonalnie myśleć... coraz więcej komentarzy Ci się wyrywa. Coraz więcej zdań na jego temat jest otoczonych szczególnym uśmiechem...
Ciuchy na zwykłe (PRZYPADKOWE) spotkanie wiszą na honorowym wieszaku już 2 dni wcześniej. A w szafie masz 3 inne zestawy, tak na wszelki wypadek.
Nie wiesz, że ktoś może pokochać Ciebie... wyrzucasz ze swojej głowy taką myśl, zanim jeszcze zakwitnie.
Czekasz na sygnały, na znaki. A jednocześnie niczego nie oczekujesz. Nie chcesz przecież, żeby On pomyślał, że uszykowałaś na niego jakąś pułapkę. Tak bardzo starasz się, by każde Twoje zachowanie wyglądało na spontaniczne.
Nawet Twoi zwykli znajomi się domyślają.
Na dźwięk jego imienia włączasz się, a gdy nikt długo o nim nie wspomina czujesz się tak jakby nie doceniana, nie zauważana... bo myślisz już o "Was", a nie o sobie.
Śmieszne?
No nie bardzo.
Nie będziesz szczebiotała jak skowronek, że jesteś bliska obdarzenia Go szczególnym uczuciem.
Nie wiesz nawet, jak i czy w ogóle Mu to wyznasz.
Wiesz co?
Mimo, że na pierwszy rzut oka to wydaje się zabawne, to właśnie tak powinno być.
Jeśli on dowie się pierwszy i ostatni... bo nie wiesz, czy to ma sens. Nieważne, ile masz wypisanych powodów, dla których miałoby jednak sens. Nie wiesz, dopóki i on nie wie.

Wasza Niezdeklarowana Mentorka.
 

 
Hejka

Pisane przy:


Zza kapiących okien i rogów deszczowych ulic obserwuję walkę na najbardziej oryginalne wyznanie miłosne, bardziej zapierające dech w piersiach oświadczyny.
Tydzień temu byłam na weselu, "wprosiłam się" z pozytywnie zakręconą Panią B, która dała Młodym kuleczki szczęścia ;-)
I zabrałyśmy kwiaty, lilie.
Teraz mam wrażenie, że przyciągnęłam do siebie miłość Państwa Nowożeńców. Wcale jej nie chcę.
Zobaczcie na moją garderobę, jest starannie wybrane miejsce na chustki (żeby się nie daj Boże nie pogniotły), ale nie ma miejsca na miłość, nawet charakteryzującą się mądrym uczuciem.
Czemu nie ma? Bo ja nie znam Emitowacza Tego Uczucia. I nie wiem, czego mogę się po nim spodziewać. I naprawdę nie wystarczą mi obietnice.
Jak mogę potwierdzić "Kocham Cię.", gdy nawet nie wiem, jak Absztyfikant ma na nazwisko?
Dlatego nie mówię, że kocham Pana X, choć znam jego nazwisko.
Powtarzam je... A Absztyfikanta mogę zaprosić na zakupy. Kupimy płaszcz, którym przykryjemy moje skrzydła, które wyrastają na moich ramionach na myśl o Panu X.
Może użyć słów, które ja wkładałam w usta moim bohaterom, gdy wyznawali sobie miłość, nie poskutkuje.
Bo mimo, że jestem idealistką, potrzebuję jakiś dowodów. Efektów.
Jestem pisarką, ale nie wystarczą mi słowa.
Tak samo, jak uważam, że nie wystarczy się nie pomalować i pójść z kimś na kawę, żeby ten ktoś się mną zauroczył.
Pozwalam na to, by się mną inspirowano. Pozwalam na wyobraźnię. Ale nie pozwolę, by ktoś zdecydował za mnie. Stwierdził, że związek ze mną będzie dla niego korzystną lokatą. Nie.
Zadaję Absztyfikantowi coraz więcej pytań i coraz bardziej chce mi się śmiać...
Drwię, gdy dziewczyna zgadza się na chodzenie, nie wiedząc, co czuję do faceta, na co go stać.
To ma być dojrzała miłość? Chyba warta 2.50 zł.
Przypisuję ją nastolatkom i błagam niebiosa o przestrzeń i dystans. Tak, jak jest z Panem X.
Tutaj aż prosi się o walkę. Najpierw o akceptację, czekanie na jego decyzję, przyznanie, że kocha się jego skomplikowany świat... a później o walkę.
Nie wiem, czy zamiary Absztyfikanta są szczere, czy nie. Ufam, że z jego strony tak, że są szczere.
Ale to nawet nie jest ważne.
Życie wyraźnie podpowiada mi, że to nie jest wybór dla mnie.
I szepcze... Co nagle, to po diable.

Wasza Spragniona Jutrzejszego Dnia Mentorka.
 

 
Hej

Pisane przy:



Wszystkie znamy swoje oczekiwania względem związku, wiemy, jaki jest nasz wymarzony partner i mamy względny obraz idealnego związku. Tak, właśnie, my.
Zamiarujemy, malujemy oko, albo uwodzimy oryginalną gadką (to moja metoda xD). Wybieramy sobie faceta i w naszych myślach już układamy scenariusze, w jaki sposób moglibyśmy spędzać razem czas. Wiemy co i jak ma wyglądać, jesteśmy wyczulone na jego potrzeby i staramy się go bliżej poznać.
To nasz plan, plan kobiecy.
Ale czy kiedykolwiek przyszło nam do głowy, że jakiś inny facet (Taki, którego w ogóle nie brałyśmy pod uwagę.) może wybrać sobie nas i subtelnymi krokami dawać nam do zrozumienia, że coraz bardziej nas lubi, adorować?
Pytanie - czy nam to w ogóle jest po drodze? Szczególnie, gdy codziennie rano wizualizujemy sobie, że budzimy się wokół innego faceta, jakiegoś Pana X. Wtedy jasnym staje się, że ten nasz adorator tylko przeszkadza ze swoimi uczuciami. Bo, co to by było, nie daj Boże, gdyby Pan X dowiedział się, że komuś wpadłaś w oko.
Ale on jest. Komplementuje nas coraz bardziej wyszukanymi komplementami, wreszcie dorabia się takich, w które zaczynamy wierzyć. I on też ma własną wizję.
A jak ma się do tego syndrom "MOJEJ miłości?"
Czy taki adorator, gdy jest całkiem skuteczny może w jakiś sposób zmniejszyć uczucie do Pana X?
Gdy mamy pod ręką coś, co wydaje się być po prostu realne... ta opcja wydaje się być kusząca. No ale.
Są wśród nas takie księżniczki, które nawet nie zauważą swojego księcia z bajki z racji tego, że mają zamknięte oczy. Wolą żabę. Kermita.
Są takie dziewczyny dla których Kermit może być całym światem.
Jedyne, o czym myślą, to ich pomysł na miłość, w ich stylu, przy wybranych przez nie dźwiękach.
Wtedy całkowicie na drugi plan schodzą uczucia Pana X, a także zamiarowanie Adoratora.
Zastanawia mnie fakt, czy taki Adorator może być naszym otwieraczem do oczu co do Pana X.
Po przyjacielsku zacznie udowadniać, że nasze emocje kierowane w kierunku pana X nie mają najmniejszego sensu i... my będziemy bliskie uwierzenia mu w to?!
Zaraz, zaraz...
A czy nie o to właśnie chodzi w życiu? Żeby walczyć o nasze wyobrażenie miłości, o tą wymarzoną miłość?

Wasza Nazwana Myszką I Czująca Się Z Tym, Jak Postać Z Kreskówki Mentorka ;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Obudziłam się niewyspana i zmęczona, moją całą energię wytarłam w poduszki. nawet nie pamiętam, co mi się śniło.
I od razu pomyślałam... nie, nie o tym, że mam po prostu gorszy dzień. Nie używam tego typu słownictwa, bo podpinam je pod narzekanie, a tym się nigdy nie szczycę xD
Pomyślałam o Jutrze.
Cały mój plan 5 letni i akademicki plan roczny mówią o Jutrze. Wszystkie moje marzenia.
Każdego dnia staram się małymi kroczkami realizować Jutro. Wcześniej miała do niego więcej dystansu, a gdyby zaproponowało mi spotkanie, to pewnie założyłabym ciemne okulary, żeby nie do końca mnie poznało.
Ale mimo, że urodziłam się 13 w piątek, Los postawił na mojej drodze pewną uczuciową, ciepłą i pełną entuzjazmu osobę, która nauczyła mnie, że o Jutro walczy się w każdej chwili swojego życia.
Pokazała, że nie muszę czekać na swoją szansę, mogę po prostu dawać takie szanse innym. Zmienić punkt widzenia i zmienić całe swoje życie.
Nie jestem pewna, czy chcę zmieniać całe moje życie. Niemniej jednak już zastanawiam się nad zestawami ubrań, które będę mogła zakładać idąc w to Lepsze Jutro.
Ale nie ma go bez dokładnych, a także racjonalnych planów. Nie ma go, jeśli Twoje zamierzenia są różne od Twoich uczuć. I wreszcie nie ma żadnego Jutra - gdy w nie nie wierzysz.
Czy są nam potrzebne jakieś zwykłe dni bez szczególnego rozmyślania... myślę, że ta i to nawet bardzo.
Może wpadną nam do głowy jakieś pomysły, gdzie jest klucz do Jutra...
Bo nie warto być drugoplanową aktorką własnego życia.

Wasza Czekająca Na Kota Mentorka.
(Taka małą cholera, a jak gryzie.)
 

 
Hejka

Pisane przy:


Różnica pomiędzy Facetem Na Wyciągnięcie Ręki, a Facetem Wyobrażonym jest taka, jak pomiędzy posłodzieniem kawy dwoma czubatymi łyżeczkami cukru, a dwoma płaskimi łyżeczkami. Mimo to, odruchowo słodzę czubatymi, a później piję zbyt słodką kawę. Niestety, z facetami sprawa jest bardziej skomplikowana. Bo z moją kawą to jest tak, że za sukces przyjmuję fakt, że przy jej przygotowaniu udało mi się nie spalić czajnika.
Tak więc, jak to jest z facetami???
Każda z nas marzy o księciu... z Rudym Kotem (Białe konie wyszły z mody.) ;-)
Ma w główce wzór faceta, który będzie jej kompletnie odpowiadał i zamyka oczy na tych, którzy przechodzą jej przed nosem, żyjąc w przeświadczeniu (i co gorsze - nadziei), że Pan Idealny, Ten Zupełnie Właściwy sam wpadnie w jej ramiona.
Obok odmawiają zaproszeń na spacer i kolacje (nawet jeśli to zwykłe placki ziemniaczane w zaciszu kuchni jakiegoś faceta, czekając, aż trafi się taki, dla którego gotowaniu one marzą.
O kim mowa?
O facecie, którego nie ma, a którym wszystkie panny tak naprawdę jeszcze nie gotowe na związek się chwalą.
- "Ja gdzieś mam mojego Mister Biga, który spełni moje marzenia."
Uważaj, żebyś się nie przejechała, młoda damo.
Nie uważam, żeby wiara w ideały była zła.
Ale zwykłe kłamstwo, że ktoś w Twoim życiu już jest, nawet jeśli to facet tylko z wyobraźni?
Naprawdę myślisz, że rzeczywistość zechce zaczekać?
A co, jeśli nagle ktoś zupełnie niechcący sprowadzi Cię na ziemię?
I Twoje wzorce roztłuką się, jak rodzima porcelana?
Może lepiej jest orientować się w tym, jacy faceci są naprawdę?
Facet to facet.
Tego Twojego Wymarzonego na pewno będzie można mierzyć taką samą miarą.

Wasza Mentorka.
Sama mam takiego Mister Biga.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Powiem tak Pan Leniwiec byl daleki od mojego idealu a nie oczarowal. Wiec ideal jest chwiejny a facet - jest jaki jest i trzeba go kochac - pomimo ze jest tak daleki od idealu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam poranną porą i proponuję moje rozprawy do porannej kawy ;-)

Pisane przy:


Słyszeliście o czymś takim, jak powołanie do samotności?
Ja czytałam, że samotność może być łaską, a nawet darem. Zgadzam się z tym, że jest okazją do refleksji i do tego, aby lepiej poznać samą siebie, zajrzeć w swoje wnętrze.
Jest dobrym etapem, pomiędzy związkami, to fakt. Daje nam sposobność, by zastanowić się nad swoimi oczekiwaniami, a także by... pobyć z samą sobą i właśnie z tego czerpać drobną radość.
Ale żeby od razu POWOŁANIE do samotności? Niby po co? Żeby nikt nas nie oszukał w miłości, takie dmuchanie na zimne?
Owszem, może być wyborem. Ale czy zwalnia nas z walki o szczęście we dwoje?
Może być metodą na rozprawienie się z zasadami, jakie kierują związkami, taką odpowiedzią na to wszystko.
Ale co nam da wiedza o sobie w kontekście miłości bez prób poszukiwania uczucia? Niewiele.
Samotność może być dobrym początkiem.
Po co od razu, gdy uda Ci się przejść 5 metrów w 12 centymetrowych szpilkach rzucać się w wir zakochania? Nie lepiej wiedzieć, czego się tak naprawdę chce? ;-)
Czy samotność jest jakimś stanem błogosławionym naszych czasów?
Jakby na to nie patrzeć... mamy wtedy jakąś przynajmniej pewność dnia dzisiejszego.
Więcej zyskujemy, czy tracimy?
Gdy nie jestem sama najpierw coś zyskuję, później coś tracę... i tak znowu. W koło Macieju.
Ale przynajmniej coś przeżywam, co nie?
Outsideryzm związkowy.
Twór czasów, gdy na widok całujących się zakochanych robi nam się niedobrze.
Jestem zwolenniczką takiej postawy, outisideryzmu związkowego.
A obok tego wyznaję zasadę, że lepiej samemu, niż w złym towarzystwie.

Wasza Zawalona Papierkową Robotą Mentorka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dobry wieczór ;-)

Pisane przy:


Poznałam mężczyznę.
I ten facet mógłby zostać Moim Mężczyzną, Któremu Mogłabym Się Zwierzać.
Ale moje wnętrze mi na to nie pozwala.
Mimo, że jest to Facet, Z Którym Da Się Mądrze Porozmawiać, to ja nie mam ochoty zdradzać Mu moich przeżyć, doświadczeń, myśli.
Od pewnego czasu nie piszę nawet pamiętnika.
Wydaje mi się, że gdybym wypowiedziała tych parę słów z najważniejszych kontekstów mojego życia moje życie zaczęłoby przypominać balon bez powietrza.
Mam wrażenie, że gdybym wyznała to i owo w niektóre nadzieje przestałabym wierzyć i co gorsza - stałyby się takie zwyczajne, nie warto byłoby dla nich tak tajemniczo wzdychać.
A niech tam, niech Mężczyzna, Któremu Mogłabym Się Zwierzać myśli, że moje sekretne życie jest trudne. Jest, w rzeczy samej.
Nie mam ochoty, nie mam nastroju, nie mam czasu... nie mam pewności, że to Ty.
A co, jeśli skonfrontujesz moje marzenia z rzeczywistością i okaże się, że moje życie... jest mało życiowe? ;P
Jestem nieodgadnioną księgą, a Pewne Myśli zapraszam do siebie tylko, gdy jestem sama.
Ona tak się lepiej czują, i jest nam tak po prostu wygodniej.
Może są tak mało wiarygodne, że słowo mówione mogło by dźwiękiem zabrać całą ich magię? Może.
Coś jest ze mną nie tak, że nie mam takiej potrzeby?
Wiem, że dużo mówię. Ale zobacz, jak rzadko używam nazw uczuć.
Nie potrafię niektórych rzeczy powiedzieć ot tak, po prostu...
Czy ja zamykam cały świat na moje myśli?
Tak, być może.
Dla mnie całym światem jest Ktoś, Kto I Tak Jest Za Blisko.
Chcę o tym milczeć.
Najwyraźniej to widzę, gdy o tym milczę.

Wasza Śpiąca Już We Własnym Łóżku Mentorka.

* * *

Następnym razem:
Powołana do samotności?!
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Nie rozumiem tego A co, jeśli skonfrontujesz moje marzenia z rzeczywistością i okaże się, że moje życie... jest mało życiowe? ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam ;-)

Pisane przy:


Jeszcze nie pomyślałam w tym moim życiu, że zaleta może być obciążeniem. No ale.
Budzenie zaufania i sprawianie wrażenia osoby ciepłej, pełnej zrozumienia i akceptacji może być kłopotliwe. Na szczęście jest także ta druga strona medalu i o niej chcę dziś porozprawiać.
Ja staram się wysłuchać, bo jeśli ktoś się wywnętrza, to najpewniej właśnie tego potrzebuję - wygadać się.
Propozycje bywają ryzykowne i polecam po prostu... oferować siebie. Albo jakąś książkę.
Wasze losy na pewno splotły się nie bez powodu, ale NIE MA NIC BARDZIEJ NIETRAFIONEGO W ŻYCIU NAD PRZEJMOWANIE ZA KOGOŚ ODPOWIEDZIALNOŚCI.
Musimy być na tyle dojrzali, by odróżnić rady od rozkazów i gdy chcemy powierzyć komuś nasze sekrety, otwarcie powiedzieć temu komuś o naszych oczekiwaniach. Np. "Będzie mi lżej na duchu, kiedy będę mogła się przed Tobą wygadać.", "Daj mi jakąś receptę, jednorazową."
Emanowanie pozytywną energią i chęć "klapnięcia komuś emocjonalnie w tyłek" ma więcej minusów, niż plusów.
A co, jeśli, o szlachetne idee, później ten ktoś stwierdzi, że się narzucamy, wtrącamy, jesteśmy zbyt absorbujący?
Skąd mamy wiedzieć, że nasz docenia i naprawdę liczy na wspierające słowa?
Całkiem możliwe, że chce nas potraktować jak jednorazową chusteczkę do nosa.
Wytłumaczenie "Ja chcę tylko pomóc." może nie wystarczyć.
Mówię sobie - Słuchaj, jesteś tutaj tylko na chwilę, więc bądź dla tej osoby promykiem nadziei.
Potraktuj ją poważnie, bo... uczysz się na cudzych błędach, a tak jest łatwiej. Bardziej kreatywnie.

Wasza Czekająca Na Jasny Sygnał Od ŻWW Mentorka.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Dla mnie najgorsza sytuacja kiedy ktos mnie pyta o zdanie co robic ja mowie co mysle pozniej ta osoba bez zadnej korekty stosuje sie do tego co powiedzialam i ze to moja wina ze jej sie zycie tak a nie inaczej potoczylo. Ja mam swoje zycie i nie przezyje jeszcze za kogos zycia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hejka

Pisane przy:


Dziś coś z serii "Młoda jestem, życia nie znam." xD
Ja osobiście wybrałabym partnera wyłącznie, którego znam już jako znajomego, kumpla, przyjaciela, najlepszego przyjaciela... no tak, jak własną kieszeń. Lubię dokonywać wyborów, decydować. Świadomość, że mam pełną kontrolę nad moim życiem jest uczuciem dominującym.
Wolę coś, co już zostało sprawdzone. PRZEZE MNIE.
I dlatego tak bardzo zaskoczyła mnie historia pewnej bardzo sympatycznej kobietki, która w niezobowiązującej rozmowie ze mną stwierdziła, że jej mąż ją sobie upatrzył, a następnie urabiał, aż do momentu, w którym Ona się na Niego skusiła.
Fakt, że on ją wybrał spośród innych księżniczek jest zachwycający i z tego tytułu ja też czułabym się wyjątkowo.
Jednakże w diademie mi nie do twarzy, więc pierwsze co bym zrobiła to wypisałabym swoje oczekiwania względem królewicza na iście królewskim papierze ;D
Ale czy tworzenie z nas Jednej Jedynej do czegokolwiek upoważnia faceta, który (całkiem możliwe, że) chce poprzez ten szlachetny wybór uczynić z nas swoją zachciankę?
Jak dużo możemy poświęcić dla bycia Tą Jedyną, Tą WYBRANĄ? I skąd mamy brać pewność, że nie będziemy pełniły roli trofeum?
Ktoś może mówić w naszym kierunku komplementy, ale my z ust Tego, Który Nas Wybrał nie usłyszymy ani jednego. Natomiast miłe słowa z ust innych będą dla niego rozkoszą.
Oczywiście, to zależy od oby dwóch stron, ale.
Dziewczyna też lubi mieć poczucie, że coś zależy od niej. Którą z nas kręci fakt, że On (Nawet, gdy przypomina Księcia Z Bajki.) już wszystko z góry zaplanował, a na ostatniej stronie w jego służbowym notesie wypisane są imiona naszych ewentualnych dzieciaczków?
Najbardziej przekonująca bajka naszych czasów, to taka pisana w duecie i najlepiej na kompie, gdzie zawsze można coś wykasować i dopisać.
Piątkowy wieczór zbliża się wielkimi krokami we włoskich mokasynach i szpilkach od Manolo.
W moim przypadku z starych, wysłużonych balerinkach z koronki ;P
A te kroki zagłuszają ciche pytania o niezależność w związku, wolność osobistą i poszanowanie indywidualności.
Tak więc Moje Drogie Panie...
nadal marzycie o tym, by być Jego Tą Jedyną, TĄ WYBRANĄ???

Wasza "odprawiająca cyrki" Mentorka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej

Pisane przy:


Jestem świadkiem tego, jak śliwka wpada w kompot. Oczywiście w imię szlachetnych idei. Pieprzenie. Słowa, choćby nie wiem, jak wzniosłe, są tylko słowami i liczy się także twz. "wkład własny." Ale ten kij ma dwa końce. Jaki jest sen ryzykowania własnej kariery, mieszkania i tożsamości osobistej dla... faceta?
Mało tego - babka wróżyła na dwoje.
Im więcej oferujesz, tym więcej później możesz stracić.
Powrót do dawnych czasów, gdy przynajmniej było jasne, że oprócz uczucia (wyreżyserowanego) istotna jest także majętność i koligacje. Ale w tym wypadku emocje schodziły na dalszy plan. Każdy miał to, czego chciał i takie małżeństwo przynajmniej nie wchodziło sobie w drogę.
Czy angażując się w związek rzucamy na stół w kasynie banknoty o nazwie "Moja pasja.", "Moje plany.", "Moje marzenia?"
Gdzie kończą się myśli o tej drugiej osobie i zaczynają zwyczajne zachcianki? Kiedy ta druga osoba staje się tylko obiektem zaspakajania uczuć? I jakie są mechanizmy uzależnienia kogoś od siebie do tego stopnia, że mimo, że łączy parę tylko np. mieszkanie, kobieta twierdzi, że kocha?
Najbezpieczniejsza miłość to ta bez wychodzenia z domu? Taka transakcja wiązana oparta wyłącznie na rozmowach.
Czy wchodząc w nowy związek musimy się czuć, jakbyśmy wchodziły na stromą górę i łaskawie wyczekiwać momentu, aż "nasz ukochany" nas popchnie? Albo samej rzucić się na dół z rozpaczy?
Mam do zaproponowania jedną metodę. Moją.
Uczucia mogę sprawić, że nie liczy się nic więcej. Przewracam to do góry nogami. Tworze siebie. A facet może być uzupełnieniem, tłem.
Już nie drugą połówką.
A to, co mam do zaoferowania to wyłącznie uczucia. Nie jestem hazardzistką, nie umiałabym wyjść z kasyna, gdybym w imię "noszenia obrączki" straciła wszystkie rzeczy, które sprawiają mi przyjemność.

Jeśli chcesz być drugą połówką, to najpierw bądź dobrym tłem dla tego, co robię.

Wasza Mentorka.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: No wlasnie to jest chore zazwyczaj dziewczyny kochaja zapytasz sie za co powiedza ze sie kocha pomimo a nie za cos - a tego pomimo to lista minimum 100 punktow. Ja mialam trzymalam sie faceta ktory do mnie totalnie nie pasowal - tesknie za nim mysle czasem o nim - ale coraz bardziej zdaje sobie sprawe ze chybaz nim bylam bo byl 1szym facetem ktory okazal mi zaiteresowanie. Troche oswobodzil mnie z kompleksow ale czy na tym tylko polega zwiazek? A z tym kasynem - dobre. Wlasnie trzebazrobic by facet nie byl sensem zycia by byl partnerem a nie panem by sie go kochalo jakim jest a nie byc uwiazanym i kochac jego wyimaginowany obraz. Ale czy to jest mozliwe? Czy naprawde taka obraczka ma sens? Przeciez obraczka nie gwarantuje ci wiecznosci szczescia ani trwalosci niczego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam ;-)


Właściwie to z marszu umiałabym wyliczyć jakieś 29 (tyle lat ma Taka Jedna) powodów, dla których to ja jestem lepszą okazją dla Pana Sprzątniętego Mi Sprzed Nosa.
Ponad to okazało się, że Taka Jedna po prostu na niego zapolowała. Żeby udowodnić coś sobie i światu. Nieważne. Nie postarała się szczególnie, bo on i tak wszędzie chodził sam.
Po prostu go sobie upatrzyła, naprężyła się i... skoczyła.
Chyba traktuje tę znajomość jako przelotny romans. Też nieważne.
Paraduje mi przed nosem, cała w skowronkach, że "wieczorem czeka ją spacer".
Nie daje mi tego do zrozumienia. Ale nasza współlokatorka widzi to w jej oczach, a ja w oczach Współlokatorki.
Ale gdybym teraz ja wkroczyła do akcji zostałabym nazwana tą, która jeszcze bardziej miesza. Nie wiem, tą 3 czy tą 4. Cholerna wyliczanka.
Naprawdę to mogłaby być niezła zabawa na te deszczowe popołudnia, oczywiście pod szlachetnym hasłem "Niech wygra najlepsza."
Kiedy decydujemy się zagadnąć faceta, powinnyśmy się liczyć się z tym, że gdzieś obok jest laska, która ma na niego ochotę, jego była żona (w trakcie rozwodu), aktualna partnerka do łóżka robiąca za przyjaciółkę-pocieszycielkę i mąż laski, która ma na niego ochotę.
Rozpoczęcie relacji jest jakimś pieprzonym mitem.
Zaczyna się od wojny.
Zanim będzie nam dane otworzyć usta trzeba będzie uporać się z całą armią zazdrosnych, mających pretensje i czujących się oszukanymi.
Zanim stwierdzi się, że Taki Jeden jest wart zachodu trzeba rozgrzeszyć jego wraz z jego świtą.
Dziewczyna, którą uważamy za swoją konkurentkę jest tylko dużą pestką w i tak już robaczywym jabłku.
A mimo to czy opłaca się wchodzić we dwójkę do tej samej rzeki, czy skoro już widać, że relacja naszej konkurentki z Facetem, Którego Sprzątnęła Nam Sprzed Nosa jest skomplikowana? A może lepiej nam to wyjdzie jeżeli będziemy przyglądały się z boku i liczyły na moment, w którym zgrabnie podwinie jej się nóżka? ;P

Żegnaj panie Źle Przyjęty Przez Moje "Towarzystwo".

W.M.
 

 
Cześć ;*

Z dedykacją dla mojej byłej klasy bez grama klasy.

Pisane przy:


Wchodzę i już słyszę szepty. Jestem "pożywką", Coniektórych.
"Mój styl życia zobowiązuje do inspiracji."
Przyznam się, wyznaję także pogląd - "Nieważne, jak o Tobie mówią. Ważne, żeby mówili."
Nie dbam o to, co o mnie gadają. Ile ludzi, tyle opinii. Ale żyję szybko, czasami ugram coś na błędach. Własnych błędach. Później o tym mówię. Mam intrygujące życie. I co z tego?
Skandal z przeszłości. Dla mnie to po prostu pewien etap, który czegoś mnie nauczył.
Wytnij, wklej, wytnij. Ale dla przeciętniaków jestem "na celowniku". Telewizja kłamie, więc oni wolą mieć własny serial, a ze mnie robią główną bohaterkę. Czy mam pretensje? Nie. Bo najlepsza reklama, to kontrowersyjna reklama. Ale czy coś tracę? Nie, skądże. Każdy mądry facet nie słucha plotek, a opowieściami moich "wrogów" czuje się zaciekawiony. To tylko jeszcze jedna rzecz, która nas różni.
Kiedy skandal jest prawdziwym skandalem, a kiedy jest to anegdotka, która wypłynęła z ust dzieciaczka lubiącego koloryzować i mającego skłonność to konfabulacji?
Patrz, skąd to się wzięło. Bo może ta "skandalistka", o której tak namiętnie nadajesz od pół godziny już dawno zapomniała o swoim "incydencie"? i wychodzi na to, że jarasz się tym tak intensywnie, bo jej zwyczajnie zazdrościsz.
Czasem wspominam.
Opowiastkę, że mój wypadek został spowodowany tym, że "obsługiwałam" kogoś w jego kabriolecie na światłach w stolicy.
Moje życie miało swój rytm (ma), coś znaczyło (znaczy), ale nie jestem skandalistką, którą powinno się pokazywać palcami.
Jestem zwyczajną dziewczyną, która ma pomysł na siebie.
A na swoje usprawiedliwienie mam tylko słowa - Moje życie zobowiązuje do inspiracji innych ;-)

Wasza Mentorka.
 

 
Witam

Pisane przy:


W trakcie weekendu byłam świadkiem czegoś jak dla mnie niesamowitego. W sobotę przed południem plułam sobie w brodę, że jestem zbyt zdystansowana do facetów (Naprawdę myślałam, że to zaleta! xD), a na obiedzie zobaczyłam, że... Taka Jedna właśnie nie jest. Bo Taka Jedna, moje miłe, nie roztrząsała. Nie pytała "z grzeczności", żeby stworzyć przyjemną atmosferę zaufania swoich współlokatorek, czy wypada, żeby uderzała do Takiego Jednego.
Ona po prostu zabrała się za niego. Jadają razem, spacerują... a na plan, który nawet nie chwyta kamera schodzą ploteczki "znajomej znajomego".
Ja zdążyłam zadzwonić do babci, która poradziła mi, żebym nie pakowała się w taki... prezent, napisać piosenkę i... powkurzać się na siebie, całkiem nieelegancko. Rozmyślałam, rozważałam za i wszelkie "to Ci może zaszkodzić." Jak drugi deser.
Ja czułam się z tym dobrze. Wydawało mi się, że tworzę atmosferę i odkrywam siebie, poprzez reakcje.
Próbowałam sprawić, żeby ta relacja zaczęła się wyjątkowo. Starałam się dowiedzieć się coś o Takim Jednym.
Ale Taka Jedna była pierwsza.
Czy fakt, że jestem zwolenniczką długich wstępów jest moim błędem życiowym?
A może to ten mój talent do planowania i zamiłowanie do tworzenia efektów?
Chciałam jakoś zacząć. Ale to Moje "jakoś" miało przynajmniej 5 definicji, a Takiej Jednej jakoś... ona po prostu... wzięła się za robotę ;P
Mawiają, że jej nie przystoi.
Ja gram jej adwokata, tłumacząc, że nie wiemy, co ich łączy, nie znamy ich intencji.
Ja doskonale pamiętam moje powody, ale JUŻ O NICH GŁOŚNO NIE MÓWIĘ.
Przejęłaś stery, moja droga...
A ja zostałam na piaszczystym brzegu, na dodatek w cholernie niewygodnych butach.
Ale pociesza mnie to, że wiesz, że ten rejs nie skończy się tak szybko. Może wcale nie zastanowiłaś się, jakie są plusy i minusy Twojej decyzji.
Jeśli nieświadomie weszłaś w tą relację, to nie wróżę Ci niczego pozytywnego.
Ale koniec końców sprzątnęłaś mi faceta sprzed nosa.
Zaczęłam się zastanawiać... czy to naprawdę jest takie proste? Rachu ciachu i po ptakach? Wstępy się nie liczą, a jedynie wchodzenie w nowe związki (koleżeńskie) z marszu owocuje?
Brak zastanowienia nad tym, czego chcemy nam sprzyja?
Naprawdę powoduje to, że porażki nie są dużym ciosem, a zwykłym kuśkańcem?
A co z tłumaczeniem się całemu światu dookoła i rozgrzeszaniem zanim nawet trafi się nam choćby nieczysta myśl?
Moja własna głupota chyba zwyczajnie zachęca inne laski.

Wasza Mentorka Z Wielkimi Oczami i Wywieszonym Jęzorem.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Taka Jedna wie jak sobie dac rade w zyciu. Ja w ogole nie mam kontaktu z Panem Podroznikiem co ja sobie w ogole myslalam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Faceci są jak...

1. Papier toaletowy-kleją się do każdego tyłka
2. Telefon komórkowy-albo zajęci albo nie kontaktują
3. Wc-albo zasrani albo zajęci
4. Wino-cieszą ale krótko
5. Miejsce parkingowe-albo zajęci albo niepełnosprawni
6. Koty-pokazują się tylko wtedy, gdy postawisz jedzenie
7. Batonik-słodki i pierwsze co robi, to dobiera ci się do bioder
8. Horoskop-codziennie dyktuje ci co masz zrobić i zawsze się myli
9. Strumyk-miło popatrzec, ale trzeba pamietać, że nie każdy jest odpowiednio bystry.
10. Pogoda-trzeba zaakceptować, bo nic nie możesz zrobić aby ich zmienić.
11. Kosiarka-jak go osobiście nie popchniesz, to nic z jego funkcji
12. Obligacje rządowe-tak długo zajmuje żeby odpowiednio dojrzał
13. Gwoździe-stuknięci
14. Lizaki-słodcy i kleją się do wszystkiego
15. Plemniki-tylko jeden na milion staje się człowiekiem
16. Szuflady-jak nie trzaśniesz to się nie zamkną
17. Burak cukrowy-słodki, ale to nadal burak
18. Zepsute radio-nadają dopóki nie walniesz
19. Ptaki-zawsze się w coś pakują
20. Kosmici-nigdy ich nie zrozumiesz

WM.
  • awatar HardTypeGirl: nr 2, 6 i 17 mnie powaliły ;)
  • awatar Gość: Zgadzam się w 100%.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cześć ("Cześć." jest takie proste i nieskomplikowane ;p)

Pisane przy:


Jak się komuś nie przejść, gdy chcemy mu się jak najlepiej zaprezentować?
Intrygować, ale słuchać. Uciekać z przed oczu, ale poznawać na ulicy.
Planować, ale zawsze być gotowym na spontaniczność.
Możemy liczyć na jakieś "dobre maniery", czy wszystko zależy od tego, jak się czujemy w towarzystwie tego kogoś? Jak to wyrazić?
Spędzając z tym kimś dużo czasu, czy wręcz odwrotnie - szanując jego wolne chwile i grzecznie pytając, kiedy znajdzie dla nas momencik na rozmowę?
Ja mam swoją teorię ;-)
Na pewno nie można być na wyciągnięcie ręki, a raczej stylizować się na luksusowy, niedostępny towar.
Doceniać, dostrzegać w tej osobie to, czego nie widzi cały świat.
Ale takie puszczanie balona do góry w nadziei, że sam zapuka do drzwi?
Bez sensu ;P

Wasza Nie Lubiąca Starych Gdzieś Zasłyszanych Przysłów Mentorka.
 

 
Witam

Pisane przy:


Od jednych słyszę, że mam duże wymagania i nieżyciowe oczekiwania, drudzy dopowiedzą, że jestem idealistką, a jeszcze inni, że "po prostu jestem artystką" xD i moja osobowość i zapatrywania są na miejscu, ale... ALE.
Zaczęłam pluć sobie w brodę - najpierw zastanawiam się, czy jest sens Kogoś poznać, a później przekonuję się, że ten Ktoś na pewno wolałby "szybszą drogę porozumienia".
Oczywiście nie mogę tego wiedzieć. Nie znam tego Kogoś.
Ale to nie przeszkadza mi umniejszać swoich umiejętności (rozmówcy! ;P), uroku osobistego i co najgorsze - nie przeszkadza mi całkowicie odbierać sobie szansy na szczęście choćby na krótszą metę.
"Ja tylko chcę..." No właśnie. Śmieszne.
Zwykłe relacje znajomych tracą wartość w obliczu "tego, co podane na tacy". Co można dostać, wychodząc z restauracji nie płacąc rachunku.
Gdyby chodziło mi tylko o sex było by mi łatwiej?
Czy sex jest jakąś niepisaną formą komunikacji?
Naprawdę podniecanie kogoś rozmową i swoją inteligencją wyszło z mody? A może jeszcze tak jeszcze bardziej naprawdę nigdy nie było w modzie?
Irytujący jest fakt, że prawie nikt nie liczy na zajmującą konwersację, a jeśli ma na nią nadzieję, to ja dopowiadam już sama sobie, że "Ciekawe skąd wziął by się tutaj taki oryginał." i sprawa się rypie.
O wiele mniej zaangażowania wymaga zwykła pogawędka przy kawie, czy spacer, niż... właśnie istota sprawy.
Tak, czy inaczej, sam fakt, że tu nie potrzeba podchodów i strategii i liczą się tylko "oczywiste" sygnały, gesty, powoduje, że jest bardzo łatwo.
Ale gdyby sprawa się nie rypnęła i transakcja zostałaby sfinalizowana pomyślnie czy mogłybyśmy liczyć na coś więcej? Na deser? Na cokolwiek?
Raczej zostałybyśmy podsumowane, jako... łatwe.
W końcu tamta metoda też była łatwa. Jakie to proste.
Decydując się na uchylenie rąbka tajemnicy mojego wnętrza mam okazję DOWIEDZIEĆ SIĘ, O CO W OGÓLE MOŻE CHODZIĆ TEMU KOMUŚ, A NASTĘPSTWIE MI.
I czy tak naprawdę opłaca się natrudzić z poznaniem kogoś, skoro obie strony przed snem i tak myślą "Jak to mogło by się skończyć?"
Ja jednak uparcie powtarzam moją mantrę - Nowe doświadczenia, nowi ludzie.
I staram się ryzykować poznawanie kogoś od tej strony bardziej intelektualnej.
I w ogóle uważam, że tu jest pies pogrzebany.
Od tego momentu, gdy zadziałamy komuś na intelekt - wszystko się zaczyna ;-)

Wasza Obudzona Zazdrością Mentorka.

PPS: Mam szczytny zamiar obrazić się na współlokatorkę, która usiadła w stołówce z facetem, z którym to ja chciałam pogadać ;P
Ona o tym nie wiedziała... xD
Czuję się, jak w szkole ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hejka

Pisane przy:


Niedawno zagadnęłam panią, od której trzaskała pozytywna energia, bardzo chciałam ją poznać, więc znalazłam pretekst i... jesteśmy znajomymi, a ja mam co chciałam. Okazało się, że przeczuwałam lepiej, niż dobrze, czyli jak najlepiej xD W jej towarzystwie czuję się tak, że gdybym miała sto tysięcy dolarów to pewnie wydałabym je na to, by tak się czuć, jak przebywając z moją nową znajomą, panią B.
Moja babcia była ze mnie dumna, że doceniałam siebie będąc zdania, że zasługuję na znajomość z taką sympatyczną damą.
I wszystko było by ok, gdyby nie to, że... do starszego faceta zagadnąć mi nie uchodzi ;P
To już mogło by być odebrane, jako narzucanie się, a nawet bycie wulgarną osobowością.
Dostałam radę, że mam czekać, aż on zrobi pierwszy krok.
Z góry mogłabym to zepsuć? A gdzie ja mam napisane, że się "źle prowadzę"? ;p
Pomijając fakt, że jest starszy... dużo straszy... no, ok ;P Właściwie, to mógłby być moim tatą xD
Nagle w tonie "Dobrego gustu." przestaje się liczyć, że moja intuicja podpowiada mi, że pewnie świetnie dogadywalibyśmy się ze sobą.
Na pierwszy plan wysuwa się fakt, że mi po prostu nie wypada.
To z pewnością będzie o Tobie źle świadczyć. - Słyszę.
Ale czy świadomość, że jestem taką ułożoną panienką kiedykolwiek zrekompensuje mi świadomość, że to była moja życiowa szansa, albo chociażby mała szansa, która mogła mnie uszczęśliwić na krótszą metę?
Jak to jest drogie panie? Czy to już kompletna zmiana kolejności i przewracanie świata na lewą strone? Robienie z siebie latawicy? ;P
Plączą mi się tutaj domysły tego faceta - Czego ona oczekuje, jakie ma zamiary?
I nie wiem, czy jest sens, (to wyjście wydawało by się najrozsądniejsze) od razu przy pierwszym "Cześć." wyrecytować mu swoje powody zagadnięcia.
Albo jeszcze wcześniej napisać obwieszczenie, że zamiaruję tak, a nie inaczej xD

Czy te niepisane reguły gry z góry skazują mnie na przegraną?

Jak pogodzić ze sobą chęć poznania kogoś i zwyczajną spontaniczność i dobrą zabawę?
I skąd mamy wiedzieć, czy ten ktoś nie ma już w głowie i tak swojej wersji, dlaczego ja zaczęłam?
A może on jest nieśmiały?
A może myśli takim schematem - Jeśli jej zależy, to się postara?
Jakie kroki podjąć w epoce uczuć, gdy o gentelmenach czytamy tylko w babcinych książkach?
Jedno jest pewne: Nie warto przed wypowiedzeniem jednego słowa mieć już w głowie całej historii dlaczego nie warto zawierać tej znajomości.
A może to moje przeczucie, że "Moglibyśmy miło spędzić czas." to właśnie jego sygnał w stylu: "Daj mi jakiś znak."
Sztuką dzisiejszych czasów w kwestii uczuć, jest umiejętność zastanawiania się, co możemy zyskać, a nie co możemy stracić.

Wasza Zawieszona Pomiędzy "chciałabym", a "boję się" Mentorka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hejka

Pisane przy:


Po raz pierwszy nie wiem, jak zacząć.
Ale przy obiedzie zaczęłam się zastanawiać, co różni "faceta", od "lalusia", choć to drugie, to także słowo rodzaju męskiego.
Jest coś, co powoduje, że instynktownie rozróżniamy jednego, od drugiego. Choćby zdanie, które dziś usłyszałam z ust wypacykowanego do granic glancu Pana A. - "Dwie takie dziewczyny tylko dla mnie przez tydzień i później mogę już nie żyć." Niektóre ich stwierdzenia są na poważnie, a jeśli oni uważają, że to są żarty to i owszem, to są żarty, ale obok także ich skryte fantazje.
Jak daleko pada dupa wołowa od seksownego tyłeczka?
Zbyt widoczne starania, aby sprawiać wrażenie kulturalnego, oczytanego i znającego się na potrzebach kobiet wygląda komicznie. Zbyt wyreżyserowane słuchanie dziewczyny - także.
Dlaczego więc niektórzy mężczyźni próbują być bardziej kobiecy, niż męscy i wyjmują słowa z ust kobiet, niezgrabnie je przekształcając?
My wiemy, co wy myślicie za naszymi plecami i tymi waszymi filozofiami ululujemy się do snu ;P
Najśmieszniejsze jest to, że zbyt dogadzając kobietom, w rozmowie robią z siebie błazna.
Prawdziwa, rasowa kobieta swoją inteligencją i tak wyłapie złośliwą aluzję na swój temat, mówioną przez Pana Sztuczna Męskość.
Swoboda, niewymuszona elegancja, nutka arogancji - to jest bardziej wiarygodne, niż wygląd bardziej zbajerowanego Oliviera Janiaka.
Cały ten ambaras z odgadywaniem idei jest zabawny.
Bo czasami wystarczy jedno spojrzenie.
Uczciwa, prosta relacja od początku do końca. Czyżby faceci w strachu, że ich naturalny sposób bycia razi, zmieniali się w żywiołowych, entuzjastycznych i kręcących biodrami menów?
Naprawdę myślą, że to przyciąga kobiety? Albo te ich żarty mające rozbudzić kobiecą wyobraźnię? Mi one karzą spieprzać tam, gdzie pieprz rośnie.
Naturalna męskość polega chyba na gestach, sposobie poruszania się i zainteresowaniu kobietą tylko w danego faceta właściwy sposób.
A ja jakoś tak umiem rozpoznać, kiedy dany facet nawet nie czytał o danej aparycji (w sensie osobowości).
Bawi mnie fakt, że istnieje grupa facetów, którzy stworzyli "nową męskość" i obrazują ją taką postawą w stosunku do kobiety, że aż ręce i cycki opadają.
Wyrozumiali, pełni cierpliwości, empatyczni... ok, ale nawet lody z drobinkami złota mogą nam się przyjeść.
Szanujemy Waszą ciekawość.
Ale po co od razu udawać naszego najlepszego kumpla?
My naprawdę mamy najlepszego kumpla i on został w swoim mieszkaniu ;P

Wasza Zaintrygowana Kimś, Kto Nie Powiedział Przy Mnie Nawet Jednego Słowa Mentorka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Bądź najlepszą wersją siebie! :-): Dobry smak to gorzki smak?
Hej

"Lepiej to z siebie wypisać, niż to wypowiedzieć." - Święta prawda, ale mojego autorstwa

W moim domu tyle powtarza się o szacunku do drugiej osoby, o tworzeniu miłego nastroju, o traktowaniu z powagą, ale sprawianiu wrażenie osoby zdystansowanej, aczkolwiek... z otwartym serduszkiem... Boże, wiem ;P
Bo ja mieszkam z babcią i mamą... i każda ma swoje zdanie. I każde z nich jest kompletnie różne.
Po takich osobistych treningach za każdym razem, gdy coś schrzanię wypadało by być już Istnym Ideałem.
Wyszłam z domu z dobrym wychowaniem, przyszłam tu... i dostałam w tyłek.
Pewna starsza pani wciąż mnie strofowała, miała do mnie pretensje, poprawiała mnie... po prostu, uogólniając - "uwidziała" sobie we mnie popychadło.
Najpierw starałam się grzecznie, aluzyjnie dać jej do zrozumienia, że sobie tego nie życzę.
Później twierdziłam, "czego ja bym nie zrobiła, a co niektórzy ludzie robią, a co mnie irytuje."
Następnie w kolejności miałam ochotę częściej powtarzać - Urwał nać, niż brać wdech.
Owszem, próbowałam to taktowanie olać sikiem prostym - i wychodziłam z naszego pokoju.
Wtedy ona zaczęła twierdzić, że "odprawiam cyrki." W tłumaczeniu Każdego Rozsądnego Ktosia - Odprawiam cyrki, bo chodzę do parku z książką, a popołudni nie spędzam z nią, tylko w kościele, albo w kawiarni.
Zadzwoniłam do domu, bo już miałam wrażenie, że tam zostawiłam moją całą mądrość życiową ;P
W domu usłyszałam, to, co stamtąd wyniosłam.
"Walcz, dziewczyno o szacunek dla siebie, bo jeśli sama nie będziesz okazywała szacunku sobie, to nikt Ci go nie okaże." - Mama.
"Zrozum tę starą zrzędliwą babuleńkę, one takie są." - Babcia.
Ja się strasznie gryzłam, nie chciałam zwracać jej uwagi ostro, bo nie wypada, nie przystoi i tak dalej.
Ale nie jestem jakąś tam pierdzielalką ;P
To starsza osoba. W końcu jest. I należy jej się odrobina godności...
"Pieprzyć to. Zapomniałaś już, że masz ZWYCIĘŻCZYNI przed nazwiskiem?" - Zapytał mój najlepszy kumpel.
Rozumiem już, że nikt nie przejmie odpowiedzialności za moje słowa, decyzje, a także za ich konsekwencje.
I zwróciłam jej uwagę takimi słowami - "Nie życzę sobie, że Pani czyniła mi uwagi, ponieważ nie jest pani od tego. I moja mama też tak twierdzi."
Nie dodałam, że babcia, Mateo i pół wsi także ;P
No ale.
Honor jest niezależny od wieku, poprawne zachowanie również.
A mój wiek?
Mój wiek nie jest żadnym usprawiedliwieniem, żeby się na mnie wyżywać.
Ona teraz, oczywiście, uważa się za Wielką Skrzywdzoną. Odstawia nastroje, fochy i...
I TO JEST JUŻ JEJ PROBLEM.
Obiecała, że naśle na mnie swoją rodzinę.
Taaa, jasne.
Tylko, że ona nie wie, że z nas dwóch, to ja jestem artystką.
I to ja, przez rok wyobrażałam sobie siebie wyłącznie w adwokackiej todze xD
Jak może komuś przeszkadzać to, że ktoś inny czyta książki? Albo jak można kim rządzić?
Jak dla mnie, to ona może być nawet Józefem Świętym (Z całym szacunkiem.), nie oceniam jej, tylko jej zachowanie, które we mnie uderzyło.
Jestem z siebie dumna, bo wiem, że należy mi się święty spokój.
I jestem szczęśliwa z tego powodu, że kiedyś zakochałam się w pewnym prawniku... który nauczył mnie walczyć. Walczyć o siebie.

Wasza Mentorka Z Dobrym Gustem Zachowania.
Mam rację? ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witajcie, kochani :-)


Pisane przy:
Heartbeat.

Wczoraj do mnie dotarło (Po burzy emocjonalności i wszelkich uczuć, jakie umiałam nazwać.), że jestem dla siebie najlepszą przyjaciółką. Zrozumiałam, że kocham się bezwarunkową i gotową na wyzwania życia miłością.
To ja mogę stwierdzić: "Kocham siebie taką.", razem z moimi niedoskonałościami, wadami, nad którymi pracuję. Nie będę ukrywała, że ich nie mam - dzięki temu jestem bardziej urocza.
Dla siebie jestem taka, jak dla nikogo innego. Pełna szacunku, czasami pobłażliwa, ale bywa i tak, że i mam ochotę na siebie nawrzeszczeć, a wszystko w dobrej wierze i w imię "poprawienia się". Wiem czego po sobie się spodziewać.
Do czego zmierzam?
Wczoraj zaczęłam się zastanawiać, czy znajdzie się ktoś, kto wypowie magiczne słowa: Kocham Cię taką." i zaakceptuje wszelkie niedociągnięcia w moim charakterze, a równocześnie będzie miał tyle inteligencji emocjonalnej, by taktownie zwracać mi uwagę w pewnych kwestiach, upominać.
Czy w czasach kreowania przez gazety typu Cosmo Dziewczyny Idealnej jest jeszcze gdzieś miejsce dla Dziewczyny, Którą To Właśnie Mężczyzna Będzie Miał Okazję Uczynić Lepszą? Na taką, która będzie miała szansę czegoś nauczyć się od swojego faceta, a w związku z powyższym ten będzie czuł się, jak mentor i osobisty kierownik duchowy?
Jakoś nie widzę tej męskiej dłoni niosącej pomoc.
Gdzie jest to miejsce, panowie?
Gdzie jest wyrozumiałość, cierpliwość, zrozumienie?
Co się stało ze świadomością, że o oczekiwaniach i wymaganiach trzeba najpierw rozmawiać?
Czasami mam wrażenie, że odkrywanie traci swoją wartość. Że nie liczy się docieranie się do siebie... a podczas maleńkich i tych większych filozoficznych kłótni w związku ZWIĄZEK SIĘ ROZWIJA.
Później taka para będzie mogła sobie powiedzieć: Tyle razem przeszliśmy, a to tylko nas wzbogaciło życiowo i nauczyło drugiej osoby.
Owszem, to wymaga wiary w obiekt naszych uczuć, ale zapewniam, że procentuje.
To jest uzupełniane przez radość z powodu ukochanej.
Nie jestem za "Kochaniem z zasady." Córka nie powinna kochać swojej mamy z zasady, jeśli ona na to nie zasługuje. To się wypracowuje - rozmową.
Zasady i wzajemne zależności są najpierw, a to, że możemy się wspierać, doradzać sobie i doceniać, pojawia się później, z czasem.
I nieważne, czy rozpatrzę to w kontekście relacji dziewczyna-facet, czy mama-córka.
Może być tak, że tym najwyższym aspektem miłości, o który modlimy się cichutko nie jest gorące, namiętne i zmysłowe uczucie, ale uczucie liczące się z niedoskonałościami drugiej osoby?
Czy słowa: "KOCHAM CIĘ TAKĄ." są nowym "BARDZO CIĘ KOCHAM?"
I wreszcie - Czy Dzisiejsza Dziewczyna ma jeszcze szansę zostać pokochana nie za coś, ale pomimo czegoś?

Wasza Ucząca Się Życia Na Każdym Kroku Mentorka.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Przypomina mi sie scena z Sexu w Wielkim Miescie kocham Ciebie ale siebie kocham bardziej. No powinno sie kochac pomimo a nie za cos. Czasem mam wrazenie ze to kobiety pochaja pomimo a faceci za cos. podoba mi sie to pytanie: Czy słowa: "KOCHAM CIĘ TAKĄ." są nowym "BARDZO CIĘ KOCHAM?"
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hejka

Pisane przy:

Szyby, Edyty Górniak.

Jestem ciekawym przypadkiem, wiem.
I wiedziałam również, że mam w życiu przerąbane, ale żeby aż tak...? Ja, która szczycę się, że do zaangażowania w relacje potrzebuję wyraźnych powodów...
Ja, zaczęłam wczoraj rozmowę od - Powiem Ci, bo Cię nie znam.
Chcę mi się teraz ze mnie śmiać, po prostu.
Ale tak się "zdradza czasem się zdradza", prawda?
Tak jest po prostu łatwiej. Nie wiemy, czy kiedykolwiek spotkamy tę osobę jeszcze, więc... paplamy. A nóż widelec, wyjdzie łyżka i... coś z tego wyjdzie? :-) Nie coś wielkiego, ale może ta osoba nam coś doradzi? Bardziej otwarcie, niż nawet nasi przyjaciele, bo "Jej nie zależy", to jest takie ot, na luzie, bez zobowiązań.
Czy naprawdę doszło do tego, że w tych czasach bez zobowiązań jest równe szczerej i uczciwej relacji? Co sprawia, że z taką chęcią zwierzamy się osobie, którą widzimy pierwszy raz na oczy? Być może chcemy ją lepiej poznać, albo... się wygadać u bezpłatnego psychologa, który przy okazji jest sympatyczną, pozytywną i sprawiającą niesamowite wrażenie babką?
Liczy się pretekst, obracamy nim, jak kostką Rubika.
"Czy mogę się dosiąść, bo taka ładna pogoda?"
Rozmieniamy się na drobne.
I za dużo sobie wyobrażamy. Ryzyk, fizyk, ale w niektórych przypadkach nawet nie kalkulujemy ryzyka, czyli nie zadajemy sobie pytania - Co ta osoba o mnie pomyśli? Bo życie toczy się szybko, nawet na niedzielnych spacerkach po parku.
Już powoli przestajemy myśleć - A jak ona to odbierze, tylko po prostu żyjemy spontanem.
Dosiadamy się, bo pan ma ładnego pieska i chcemy go pochwalić, ale za moment opowiadamy anegdotki z naszego życia bawiąc się przy tym lepiej, niż słuchający.
Na co liczy osoba "szukająca" i czy ma świadomość, że może wyjść na taką, którą NIE STAĆ NA GŁĘBSZE RELACJE?
Pamiętajmy, co żartem, to żartem, a takich początkowych relacjach już najlepiej w ogóle żartem.
Na czym to wszystko polega i gdzie w tym wszystk
kim jest dobry smak? Może w czekoladowych cukierkach, którymi częstują się Nowopoznani?
Tak, Nowopoznani mogą uchodzić za nową rangę społeczną.
Charakterystyka:
Są bardzo otwarci, rozmowni, pozytywni (Chcą doradzić, dać energię.), albo to wampiry energetyczne, szukające pomocy.
Kochane, nie wychodźmy na głupków.
Nieważne, czy się dosiadamy do atrakcyjnej pani z książką, na którą nas nie stać, ale którą my chciałybyśmy mieć, czy piszemy wiadomość email do nowo poznanej osoby.
Pomyśleć trzy razy, coś wykasować.
Co nagle, to po diable.
A wstępy nie tylko w książkach powinny robić wrażenie.

Wasza Myląca Nazwiska Ludzi Istotnych W Jej Życiu Mentorka.
 

 
Ciąg dalszy xD godania farmazonów xD

Mam ochotę stąd uciec. W diabły, albo dla odmiany w cholerę. Ale nie mam za co, bo wszystkie pieniądze wydałam na poradniki psychologiczne w stylu "Jak ulepszyć swoje życie." Dziś nabyłam drogą kupna - "Jak zaprowadzić faceta do ołtarza?"
To nawet dobrze, że nie było tam luster. Spojrzawszy na siebie, chyba zarechotałabym się na amen. `
Bo widzicie, moja sytuacja jest inna.
Jedyny facet, który nadaje się na poprowadzenie do ołtarza, już tam staje, regularnie.
Jest tak jakby już żonaty, nawet.
A ja jestem głupia, dlatego wypisuje tutaj te artystyczne brednie, zamiast... po prostu żyć.
Od starszej dużo znajomej usłyszałam, że trzeba najpierw coś przeżyć, żeby o czymś pisać.
Wkurzyłam się.
Bo co z siłą teoretyzacji?!
SIŁA TEORETYZACJI, KARMA NASZYCH CZASÓW!
Nie próbujemy, nie angażujemy się, nie ryzykujemy. Tylko twierdzimy, że... Uważamy, że... A ponad to jesteśmy zdania, że... A szczególnie ja. Co trzecie zdanie rozpoczynam "W mojej opinii..." Jednym mnie zagięto - A przeżyłaś to? Nie, urwał nać, nie.
Bo jakoś nie miałam czasu. Owszem, miałam go na wyobrażaniu sobie, jak coś mogło by wyglądać, na marzenia i snucie egzaltowanych planów, które 5 latka, by wyśmiała twierdząc, że są "nieżyciowe".
SIŁA TEORETYZACJI. Czym jest?
Czy to tylko dobry plan, czy mrzonka?
I jak daleko pada rozsądne planowanie od zwykłego pieprzenia???
Ciągle słyszę, że życie i tak zweryfikuje moje marzenia i wyobrażenia, ale jakoś mi się do tego nie śpieszy i... Sądzę, że... ;P
A jak to wygląda w praktyce?
Ja tylko wymyślam pomysły i koordynuje projekty. Aha i byłabym zapomniała - Obok piszę książki.
Jak widać - teoria wychodzi ze mnie już nie tylko ustami wieszczki, ale też uszami, nosem, a nawet tyłkiem.
"Teoria wychodząca tyłkiem." Jeśli w najbliższym czasie odkryję w sobie talent malarski, możecie być pewne, że mój pierwszy obraz właśnie tak nazwę ;p
Czy słowne zastanawianie się, czy coś ma sens jest już tylko "Pierdzeleniem?"
Czy warto rzucać się na głęboką wodę bez mapy?
A w ogóle, czemu nikt nie produkuje map dla głębokich wód? Sprzedałyby się rewelacyjnie.
Rozważne dziewczyny boją się tak nagle. Mało tego, one boją się nawet użyć słowa "magle."
Dziś, gdy wracałam z kiosku pewien starszy facet zapytał: "Dlaczego taka piękna kobieta jest taka smutna?" Odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że nie jestem smutna, tylko zmęczona porannym treningiem, który trwał 1,5 h.
Ale po chwili, gdy zostałam już sama, dotarło do mnie, że owszem, jestem pieruńsko zmęczona, ale nie treningiem, tylko tym ciągłym teoretyzowaniem.
Plecieniem bzdur, jak ma w zwyczaju mawiać moja mama. Mniejsza z tym, że to są bzdury, w które ja wierzę. I nie tylko ja. Bo wcześniej gdzieś je przeczytałam, od kogoś usłyszałam.
Ale wiecie co?
To jest niebezpieczne. Bo całe życie można tak przesiedzieć z założonymi rękami.
A życie można streścić w zdaniu Alfa i Omega, albo... Teoria i Praktyka.
I po co tak uciekać od tego słowa na P? Albo omijać je? Nie, nie gryzie.
Ale daje siłę dalej myśleć...
I pozwala na to, by taki starszy pan nam skomplementował - "Ładnie pani się uśmiecha, tak sama do siebie, pewnie pani ma powód."
Chcę mieć taki powód.
I niniejszym oświadczam, że idę go szukać! :-)

Wasza Mentorka.
Szczęśliwa, jak nigdy wcześniej.
(Grunt to teoria, nie?) ;P
  • awatar Dobry, Zły i Brzydki: Zastanów się dlaczego jest tyle poradników psychologiczno-rozwojowych, czytanych przez miliony ludzi, a mimo to nic się nie zmienia na lepsze? Bo to jeden wielki pic przyciągający wielkimi obietnicami i ładnymi regułkami. Tak naprawdę ą się wcisnąć nam, że żyjemy źle i to oni rzekomo wiedzą jak temu zaradzić. Z tego czerpią wielki zyski.
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: To powiedz jak juz przeczytasz ta ksiazke z tym oltarzem co mam robic. :P Chociaż ja nie wiem czy kiedykolwiek bede miala ochote wyjsc za maz. Słuchaj ja non stop teoretyzuje, przemyślam, kminie, gdybam. Czasami chciałabym przeżyć więcej, poznać co nieco, ale nie jest mi to dane. Dużo starsze znajmowe sporo przeżyły ale czy w sposob jaki by chciały, ja wole móc przeżyć moje życie po mojemy i niehc mi ktos nie wali takimi tekstami bo sie wkurze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej

Pisane przy:

Avril, "How does it feel.", "I don't give a damn."

Dziś złapałam się na tym, że powtórzyłam: "Ok, spróbuję." szesnasty raz w ciągu tego czasu, jaki wskazówka zegara potrzebuje, żeby zatoczyć koło.
To, oczywiście, metafora.
Ale w oczach innych ludzi wyglądam na wiaryjatkę ;P Waryjatkę, która wspomina o swoich projektach, pomysłach, fascynujących znajomościach i grzesznych fantazjach równocześnie (jak co niektórzy wtrącają "Urwał nać." wtrąca "spróbuję".
W tym słowie nie ma nadziei, wiary, i przede wszystkim - nie ma planu. Jest tylko strach, wszechogarniająca niepewność, czy sobie poradzę.
Obok tego w głowach tych ludzi pojawia się wątpliwość, czy aby Ona nie kłamie, skoro jest taką "Chciałabym, ale boję się."
Przekonanie, że to jednak nie jest dla mnie.
Skoro mówisz "Spróbuję.", ja myślę, że tak bardzo Ci na tym nie zależy, skoro tak bagatelizujesz pewne sprawy.
Nie odnajdujesz siebie tam? Nie chcesz tego? Czy po prostu mówisz to w pośpiechu? Ja dziś (ostatnim razem) wypowiedziałam słowo "spróbuję" w kontekście bardzo poważnej decyzji życiowej.
Wypowiedziałam to słowo do siebie i nie wiem, czy to w ogóle ma sens. Tak więc nasze "próbowanie" jest odroczeniem podjętej decyzji, albo na większą skalę spełnionym marzeniem?
A może tylko chcemy sprawdzić "Jak to jest." i wyjść? Może wcale nie myślimy poważnie o tym, żeby się zaangażować. Próby, próby, próby... jak próbki kosmetyków dołączone do Cosmo, traktowane z przymróżeniem oka, nierzadko wyrzucane razem z gazetą.
Czy "tylko o czymś myśląc" i nie robiąc kroku do przodu odbieramy sobie szanse na szczęście? I jakie znaczenie ma minimalizowanie naszych zamierzeń do jakiegoś głupiego wstępu, który można zrównać ze słowem "próba".
Chcę przejść dalej, albo nie. Krótka piłka. A ryzyko jest zawsze. Ryzykiem jest szlachetne (bo rzeźbiące figurę) wejście po schodach.
Ok, może nam nie wyjść. Ale może nam nie wyjść także "po drodze", tak przypadkiem, gdy wejdziemy w coś, choć wcale tego nie planowaliśmy. Wtedy nie udaje się częściej.
A jeśli w tej najważniejszej próbie nie osiągniemy celu?
Nie, nie będę rzucała wyświechatnymi powiedzonkami - Przynajmniej coś przeżyłaś, lepiej coś zrobić i nie żałować, niż nie zrobić i żałować. To przerabia się na pierwszych wizytach u terapeutów.
Po prostu się dowiesz, czy czegoś chciałaś.
I jak poznać, która potrzeba jest mądra.
Nie powiedzie się, to powiesz trudno, ale nie będziesz pluła sobie w twarz.
Owszem, można wymyślać jakieś "zamiastki", preteksty. To początek drogi do celu, którego zrealizowania pragniesz, a nie jakaś próba.
Dziś dałam sobie taką radę - Jeśli to ma Ci pomóc zrozumieć, że Twój pomysł nie ma sensu, to proszę bardzo, daj z siebie wszystko, żeby go zrealizować.
Jeśli to ma Ci pomóc, być bardziej odporną na uczucia, których nie chcesz w swoim życiu, to dalej, leć do... Pana Z Całkowicie Innej Planety.
Cytując Korbę - Życie to spontan, nie można tego zaplanować.
Cytując mnie - Życie to też gra w teatrze, ale tutaj nie ma prób, a widownia ma naprawdę duuużo pomidorów... ;-)

Wasza Mentorka, biorąca największą lekcję tolerancji w swoim życiu. (W pokoju jestem z 30, 40, 50 i 70 latką) xD
  • awatar 20-kilku letnia Bradshaw: Idealny cytat o teatrzyku to Życie to teatrzyk nikt się nie ogląda każdy patrzy paktofoniki. Wiesz moim zdaniem lepiej sprobowac i zalowac niz zalowac ze sienie sprobowalo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›